Życie pełne oporu


Istnieje wiele praktyk, które od wieków stosowano do odblokowywania przepływu energii przez ciało tak, by pomagała duszy i ciału wejść w stan jedności. Materia, jak wiecie nie zawsze jest przyjazna duszy i nie dla tego, że nie chce jej przyjąć, bo przecież schodzimy do ciała, ale dlatego, że sama w sobie posiada wiele uwarunkowań, które nie zawsze są jasne i zrozumiałe dla duszy, a która, zanurzając się w daną rzeczywistość musi pozbawić samą siebie świadomości, by móc zejść na poziom skąd rozpocznie się jej powrót, co nie jest wcale takim łatwym zadaniem, przyjmując warunki, które są najczęściej obce duszy, a których się zwyczajnie musi nauczyć.

Zanim to jednak uczyni, bardzo często dusza musi przejść wiele trudnych chwil, pobrać wiele lekcji życiowych, gdzie równie mocno przekona się zarówno o szkodliwym działaniu własnych intencji, jeśli takimi się posłuży, jak i o brutalności świata zewnętrznego, jeśli nie będzie przestrzegać panujących tu zasad. A nie przestrzega ich i to częściej, niż by chciała, wciąż kreując sobie zdarzenia, które zderzają ją z rzeczywistością. To ją pozbawia lub napełnia odwagą kierując w stronę kolejnej sytuacji, która ukaże jej drogę lub ślepy zaułek. Dusza miota się i wścieka, ale idzie dalej. Podnosi się i otrzepuje wiedząc, że nie może zatrzymać się w miejscu. I idzie. I jak się przekonuje każdego dnia, nie tylko ciałem kieruje instynkt, ale i nią samą, zmuszając każdego dnia do podejmowania kolejnych działań, w celu zdobycia odpowiedniej wiedzy, by móc opanować zasady tego świata.

Czy nam się to podoba? Niekoniecznie i bardzo często buntujemy się szukając sposobu na to, by choć przez chwilę życie uczynić przyjemnym, ale nawet wtedy musimy się uczyć, nawet wtedy przepływa przez nas energia, która pozostawia w nas ogromną ilość informacji, ta zaś porusza w nas wszystko to, co wymaga jeszcze przekształcenia, by energia mogła płynąć swobodnie.

Tak jak kamień wrzucony do wody, zmąci jej powierzchnię, tak i my przyjmujemy ogromną ilość energii, która, płynąc do nas z różną częstotliwością, wywołuje uczucie bólu lub poruszenie w duszy. W ten sposób się uczymy, przyjmując i obserwując w sobie to, co się dzieje, gdy dana energia w nas trafi. Czasami wystarczy nam, gdy ją sobie jedynie obserwujemy, a czasami potrzebujemy jej doznać osobiście, wystawiając się na działanie jej częstotliwości wibracyjnej.

Odbywając podróż do materii dusza podlega takim samym prawom, co każda cząsteczka, z której składa się materia. Nie zawsze chce to uznać i przyjąć, co kończy się najczęściej jej własnym buntem lub szukaniem sposobu na wydostanie się z danej rzeczywistości, a tu już ma do dyspozycji pełen wachlarz możliwości, aż po śmierć włącznie. I co ciekawsze dusza bardzo chętnie z niego korzysta, kończąc wiele ze swoich podróży przed czasem.

Mało kiedy chcemy doświadczyć zrozumienia, szukając najczęściej takich rozwiązań, które jak najszybciej zakończą nasze cierpienie i nie ma się co dziwić.  Kto by chciał w końcu cierpieć, a jak widzimy jest ono dość powszechnym zjawiskiem, które oznacza ewidentnie pójście niewłaściwą drogą lub brak dobrego stosunku do tego, co się dzieje.

Gdy jakaś droga, którą uparcie kroczymy prowadzi prosto do cierpienia, na końcu mało kiedy przyznamy, że to my do tego doprowadziliśmy. A nawet wtedy, gdy już wszystko wskazuje na nasz błąd, nie przyznamy się udając, że prawda na pewno leży gdzieś daleko od tego, co widzimy.

Czy można uniknąć cierpienia? Można, o ile zrozumiemy czym ono jest i po co go doświadczamy. A jest czymś bardzo nieprzypadkowym i można go doświadczyć na każdym poziomie zarówno fizycznym, jak i duchowym, choć tu dotyczyć to będzie jedynie tych obszarów, gdzie doświadczamy wszelkiego rodzaju wspomnień karmicznych.

Wykształcając rozumienie wobec tego, co się musi stać, byśmy nabrali rozumu, ewentualnie, czego musimy doświadczyć, by chcieć w ogóle podążać w stronę zrozumienia, nie zawsze doświadczymy łatwości, ale, jeśli podejdziemy do tego w miarę rozsądnie, może stać się to nie tylko celem naszego życia, ale i nadać mu odpowiedni sens.

Nie chodzi też o to, by cierpieć, by później móc szukać zrozumienia, tylko o to, by rozumieć czego cierpienie jest konsekwencją i zmieniać siebie samego na poziomie intencji, które do tego doprowadzają. Ale…czy nam się w ogóle da coś przetłumaczyć?

Cóż, tu już pozostawię to do indywidualnego osądu. Każdy wie, jaki jest i co się musi stać, by się zmienił, inni mogą sobie jedynie pogadać.