A może jednak się da?


Powiedzcie mi, jak często to, co się dzieje w was samych lub waszym życiu przyjmujecie z pokorą? Nie traktując jej oczywiście jako poniżenia lub uległości, ale jako przyjmowanie tego, co się dzieje takim, jakim jest naprawdę. 

Sami wiecie, jak wiele spotyka nas zaskakujących sytuacji. Niektóre opanowujemy od razu, inne uczymy się opanowywać stopniowo, ale i tak zdarza się, iż dzieje się coś naprawdę zaskakującego, co potrafi pozbawić nas w jednej chwili wszystkich sił i woli. Co sprawia, iż wręcz zatrzymujemy się w miejscu, nie wiedząc kompletnie, co mamy zrobić. 

Gorzej jeszcze dzieje się, gdy wiemy np. co zrobić, ale nie mamy na to kompletnie wpływu, bo nie mamy np. władzy nad tym miejscem, sytuacją lub osobami, owym miejscem lub zdarzeniem zarządzającymi. 

A co wtedy, gdy pragniemy czegoś lub kogoś i mogłoby się wydawać, iż wystarczy podjąć jedną lub dwie decyzje, by spełnić swoje pragnienie, a okazuje się, iż siły, które trzymają dwie dusze z dala od siebie są tak silne, iż żadna tych decyzji nie chce np. podjąć. Lub boi się, że coś straci, ewentualnie, że koszt będzie większy niż to, co może zyskać. Lęków może być oczywiście dużo więcej, ale nie o to chodzi, chodzi o to, iż dusza chce, a musi pogodzić się z tym, co jest. To zaś, co jest, mówi jej, nie ten czas, nie masz nad tym panowania, nie chcesz tak naprawdę. Lub chcesz, ale aż za bardzo, za szybko, zbyt niecierpliwie do tego podchodzisz, zbyt brawurowo.

Podobnie jest z sytuacjami, gdy my wiemy, co zrobić, ba, potrafimy wręcz innym doradzić, by zrobili tak lub tak. Jednakże, zdarza się tak, iż w swoim środowisku umiemy to poukładać, ale trafiamy do innego środowiska, a tam kompletny bałagan. 

Zostać w nim i sprzątać? Nie każdemu się chce. Wprowadzić zmiany systemowe? Tak, ale trzeba by pójść ścieżką doprowadzającą do władzy nad danym miejscem lub przestrzenią. A przecież po drodze wszystko może się zmienić.

Co zatem zrobić? Odpuścić? Tylko czemu? Pragnieniom? A może chęci dopasowywania wszystkiego pod siebie? Intencjom, by zmieniać coś, bez względu na to, czy ktoś chce lub nie? A może chęci czucia władzy, panowania nad czymś/kimś?

Powiedzcie mi zatem? Łatwo przychodzi wam godzić się z porażką? A może to, co się dzieje, gdy pozbawiani jesteśmy nagle wszystkich sił, to wcale nie porażka, a lustro pokazujące nam, że chcemy za bardzo. Uciekacie w takich chwilach? Wycofujecie się, rozczarowani, iż znowu się nie udało? Czy jednak walczycie do końca. Czy wolicie ustąpić, poczekać aż burza przycichnie, przemyśleć wszystko od nowa, poukładać sobie w głowie, zachowując jednak swoje pragnienie, bo może to tylko nie ten czas, nie to miejsce, nie ta osoba lub nie ta okoliczność, a przecież życie toczy się dalej i jutro też jest dzień, odkryjemy nowe możliwości i jutro może jednak się da?

To tak na dziś, do przemyślenia?



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)