A może jest jakiś inny sposób?


Można to powtarzać w nieskończoność. Odpuść. Daj sobie spokój. Idź własną drogą. Zajmij się sobą. Tylko…jak mamy odpuścić? Przecież to nasza połówka. Jak mamy dać sobie spokój, przecież nie wykasujemy myśli o niej z naszej głowy. Jak mamy iść własną drogą, skoro nie chcemy iść już sami tylko z nią, z naszą drugą częścią duszy.

Jak wiele razy powiedziałam do kogoś, odpuść! Nie pamiętam. Jak wiele razy powiedziałam to sobie. Nie zliczę. Ale, w końcu dotarło. Zrozumiałam, że nie ma sposobu na kogoś. Ta druga strona nie zmieni się dla mnie, nie poczeka na mnie, nie zrobi nic, bym poczuła się usatysfakcjonowana. Ona może być obok, jeśli ją tam umieszczę. Ale, obie strony muszą tego chcieć. Nic na siłę. A najlepiej pozwolić, by ta druga strona sama przyszła do nas. By to ona nas odnalazła, powiedziała nam, chcę być przy tobie. Gorzej, gdy przychodzi z zamiarem podporządkowania sobie lub uwieszenia się na nas. A tak też się zdarza i to bardzo często. 

Tylko pamiętajcie, to się dzieje w dwie strony. Tak, jak i my się uwieszamy na bliźniaku i możemy chcieć go na siłę zbawiać, tak i on może chcieć się na nas uwieszać i nas zbawiać. 

Najważniejsze. Wiecie o sobie. Poznaliście się już. Znacie się a nawet mogliście nawiązać silniejszą więź. 

O ile się nie pozabijaliście po drodze, co jest całkiem możliwe lub nie, znienawidziliście na wieki, to może być nawet fajna przyjaźń. Tylko, czy wam to wystarczy? Przecież to BLIŹNIAK! Jak można się przyjaźnić z własnym bliźniakiem, skoro wasze serce przy nim, aż całe drży, dusza zaś rozpada się na milion kawałków. A jednak można. I jest to często najlepsza opcja, by nie stracić kontaktu na wieki. Tylko, weź to przetłumacz swojej duszy, gdy ona tak tęskni. A potrafi tęsknić skubana. Drzeć ryja w niebogłosy, że już chce w jego ramiona, chce do jedności, choć na chwilę zobaczyć w jego oczach zrozumienie, to samo pragnienie. 

A tu, klops. Ani on świadomy, ani nie rozumie, co my do niego mówimy. I jeszcze mięso potrafi jeść! No, koniec świata. Szczególnie dla osoby bardziej uświadomionej, która już zrezygnowała z większości używek i złych przyzwyczajeń, szczególnie żywieniowych. Jak tu go znieść, tolerować te jego dziwne upodobania? A jak jeszcze do tego okazuje się być łajzą? Nie, to już całkiem można odpłynąć w swej złości. Bo mięso…to jeszcze możemy jakoś znieść. Co najwyżej wrzucimy go na detoks. Ale, że okazuje się być łajzą? Tego już dla niektórych bywa za wiele. To działa w dwie strony, więc tylko zmieńcie układ ról, jeśli dotyczy to bliźniaczki.

Gorzej, gdy to nasze ukochane bliźniątko, zaczyna nas się bać. Co wtedy? A potrafimy je wystraszyć i to naprawdę mocno, szczególnie wtedy, gdy nasze pragnienie przyśpieszenia jego rozwoju zamienia się w terror. A to dalej się stawia. My do niego z ,,miłością” a to zamiast przyjąć, ucieka. My z czułością, a to się odgania, jakby ktoś to oblał święconą wodą. My z dobrym słowem, a to patrzy na nas, jak na przybyszy z innej planety, zastanawiając, o co nam właściwie chodzi?

Ileż my potrafimy metod sprawdzić, ileż sami wymyślić sposobów na ujarzmienie tej…tej…duszy. Nie będziemy jej obrażać. Choć zapewne na usta ciśnie się kilka niecenzuralnych słów. Zresztą uzasadnionych. Bo, jak tu się nie denerwować przy takim oportuniście? Jak to coś zreformować? Skłonić do tego, by nas chciało posłuchać?

Jak ściągnąć ze złej drogi? Jak sprawić, by przestało być tak krnąbrne? Wszystko wiedzące. Mające swoje zdanie, nie chcące przyznać nam racji. Toż to nie do przyjęcia. Przecież my jedynie chcemy dobrze. Naprawdę chcemy dobrze. Możemy nawet przysiąc, jeśli trzeba, że chcemy dobrze. A tu nic. Nie dość, że nasze starania nie są docenione, to jeszcze nasz bliźniak potrafi mieć do nas żal i pretensje. Jak on śmie?! 

Zresztą, w zwykłych związkach dzieje się podobnie. A już całkiem zabawnie się robi, gdy z obcej duszy chcemy zrobić bliźniaka. Wtedy to dopiero mamy zabawę. Ależ my potrafimy wtedy fantazjować. A jakie potrafią z nas wychodzić role i programy, że oj. Szkoda tylko tej drugiej duszy, która, podobnie, jak to się dzieje z bliźniakami, nie dość, że jest na innym od nas poziomie rozwoju, to jeszcze esencja duszy niedopasowana. A my, nie, uparcie wierzymy, że ją zbawimy, przemienimy, dopasujemy do siebie. Ta się stawia, nam to jednak nie przeszkadza. Dla nas, to jak woda na młyn. Tylko…po co nam to?

Po co tak się staramy dla tej drugiej duszy? Po co szukamy na nią sposobu? Tak bardzo nam się nudzi? Naprawdę? Czy tak bardzo nie chce nam się już czekać na tę jedyną miłość. Zresztą, jaka różnica? 



Ostatnio dodane

Wiele osób, które doznają jedności z inną duszą, myli często to doznanie z wyobrażeniem o stanie wiecznej błogości, miłości czy też rozkoszy, (...)


Cudownie, jesteś w tym gronie osób, które nie maja konfliktu z bliźniakiem. Lubicie się, a nawet więcej, kochacie, szanujecie nawzajem, swoją drogę (...)


Jakże często słyszę od którejś z części połówkowej duszy: w nikim się więcej nie zakocham, nikogo już nie zechcę, moje życie (...)


Można to powtarzać w nieskończoność. Odpuść. Daj sobie spokój. Idź własną drogą. Zajmij się sobą. Tylko…jak mamy odpuścić? Przecież to (...)


I tak by było najlepiej. Tylko, komu by się chciało czekać?  Niecierpliwość, to jeden z najczęstszych problemów, z którym muszą (...)


Ktoś zapytał mnie ostatnio, dlaczego tylko z połówką można doznać jedności?  Byłam mocno zdziwiona tym pytaniem, choć to nie (...)


Tak, wiem, przeżywasz właśnie swoje WOW! Zaczęło się i nie do końca wiesz, co się z Tobą dzieje, a zapewne dzieje i to (...)


Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)