Blog


Myśl czy słowo

Czasami, zanim coś powiemy, w naszej głowie potrafi rozegrać się prawdziwa wojna. Jedne myśli rozgramiają inne, czasami kotłują się wręcz ze sobą, czasami pędzą jak szalone, doprowadzając momentami do stanu, gdy już sami nie wiemy, czego my właściwie chcemy? I choć z jednej strony, odczucie kotłujących się, splątanych myśli nie jest przyjemne, zauważcie, że lepiej, jeśli to tam się właśnie rozegra wojna, niż gdy zostają czasami wypowiedziane. Choć tu, pewnie, niektórzy się nie zgodzą i powiedzą, że człowiek musi sobie jednak ulżyć, szczególnie, gdy dość długo gromadzi się w nas chęć powiedzenia komuś jakiejś prawdy. Takiego wygarnięcia wprost, takiego, by poszło normalnie w pięty. Aż, jak wtedy jest nam dobrze, ach, jak sobie wtedy ulżymy, gdy, tak dobitnie, z taką cudowną precyzją trafimy w środek cudzego, według nas, błędnego myślenia. Ach, jacy wydajemy się wtedy sobie wielcy, jak wzrastamy w swoich oczach. A jeszcze, gdy nam inni zaczynają bić brawa…, ach, to już w ogóle, nic tylko zasiąść na tronie i głosić.  
Co, jednak, gdybyśmy najpierw spróbowali rozstrzygnąć spór w sobie, gdybyśmy to, co tak zbiera w nas, czasami nawet długo, zneutralizowali i stwierdzili, po co się kłócić, po co walczyć, po co walić prawdą między oczy? Potraficie tak? Pytam was, bo to czasami jest naprawdę trudne. Potraficie zatrzymać w sobie, swoje kotłujące się myśli? Uspokoić bałagan mentalny, toczące się spory na argumenty, które, zauważcie, gdy wypowiadamy je w głowie, zazwyczaj są nie do podważenia. Jak to jest w waszym mentalnym świecie? Gadacie do siebie? Sprzeczacie się ze sobą czy jednak, czasami musicie sobie ulżyć i wdajecie się w jakąś dyskusję. Nie ważne, oczywiście, kto wtedy ma rację, chodzi o to, by zeszło ciśnienie z duszy. By coś powiedzieć, bo jak człowiek nie powie, to normalnie…
Jaką moc mają zatem wasze myśli? Większą niż słowa, które wypowiadacie? Może zapytam inaczej, myślicie, zanim coś powiecie? Czy nie zawsze, bo, oj tam, czasami człowiek musi coś powiedzieć, a że bez zastanowienia, no trudno, później jedynie trzeba się wytłumaczyć. 
Jak to jest zatem z waszą mentalnością? Najpierw długo myślicie czy od razu mówicie, co u was jest pierwsze?

2019-12-02

Wolność czyniona dla siebie

Z kimkolwiek tworzymy w życiu jakiś rodzaj relacji, choćby trwała ona tylko przez chwilę, tworzymy więź. Czasami może być ona słaba, nawet nie zauważalna, ale jednak się stworzyła między nami. I choćby w setnej procenta, będzie mieć jednak jakiś wpływ na nas. 
Zdarzają się też relacje głębsze, których więź jest bardzo silna, i które jest trudniej rozerwać, choć byśmy nie wiem, jak się starali. I to o tym chciałam dziś napisać. A może bardziej o tym, jak trudno jest się czasami od kogoś oderwać lub dać komuś wolność. Jak trudno jest czasami powiedzieć komuś nie, gdy widzimy, że dla tego kogoś jesteśmy jedynie lekarstwem na ból duszy i tylko tym. I nie ma w tym niczego więcej. 
Nieświadomi, będziemy się w takich relacjach szarpać latami, świadomi, odejdziemy w jednej chwili, bez sentymentu, bez zbędnych formalności. Inaczej, skończy się ona rozczarowaniem. A tak się dzieje najczęściej, gdy w pewnej chwili patrzymy i nie wiemy, co my w ogóle robimy w tej relacji, nie wiedząc, w którą w ogóle stronę to zmierza? I kim my w zasadzie jesteśmy dla tej drugiej strony?
I tu zaczyna się nasze zadanie. Bowiem, choć już wiemy, że coś jest nie tak, że to nie to, to, sami powiedzcie, czy potrafimy powiedzieć, nie? Czy potrafimy sami siebie uwalniać z takich relacji? Czy trzeba aż kogoś zranić, by móc odejść? Czy można powiedzieć sobie, przecież jestem wolna. Dałam z siebie tyle, ile mogłam dać i wzięłam tyle, ile byłam gotowa wziąć i pójść dalej wolno. Przecież jestem wolna…
Ale, czy na pewno? 
Dlaczego więc pozwalamy innym do nas powracać? Dlaczego, choć mówimy, nie, i tak się godzimy na czyjąś obecność w naszym życiu, na krzywdzące zachowanie?
Przyzwyczajenie? Słaba wymówka. Strach przed odejściem tej osoby? Już lepiej. A może to my sami chcemy jeszcze coś coś w sobie zaspokoić za przyczyną tej osoby, jakieś pragnienie. A może pragnienie jest w nas tak silne, iż to my sami nie dajemy sobie odejść z danej relacji. A możemy za dużo mamy do stracenia i lepiej już się męczyć niż poszukać innego sposobu na zaspokojenie swoich pragnień. 
Co w nas, zatem, jest takiego, iż nie możemy/potrafimy odejść? Czego wciąż poszukujemy w tej drugiej duszy, iż dajemy jej prawo wracać lub tkwić przy nas latami? A co, jeśli tego, czego szukasz, ta osoba, wcale nie mam ochoty ci dawać, zaspakajać? Co wtedy? Obrazisz się na nią lub ona na ciebie, jeśli to ciebie dotyczy? Wymusisz to na niej, weźmiesz to od niej na siłę?  
Mam pytanie zatem do was:
Czym jest dla was emocjonalna wolność, mentalna lub uczuciowa? Udało wam się kiedyś poczuć, tak naprawdę poczuć wolnymi od zależności, od innych? Być pośród innych i odchodzić, gdy czujecie, że tak, że to już czas, nic więcej już tu nie zdziałacie lub wtedy, gdy czujecie, że robicie to dla siebie, bo po prostu chcecie czegoś innego? 
Potraficie odchodzić dla siebie?

2019-11-12

Poczuć siebie

Jeśli jeden człowiek zdolny jest osiągnąć jakiś poziom świadomości, praktycznie, każdy z nas może go osiągnąć. Podobnie jest ze zrozumieniem, ale nie tylko. Podobny poziom możemy osiągnąć w również i w różnych stopniach natężenia emocjonalnego, zarówno zrozumienia, jak i niezrozumienia. Gorzej na poziomie fizycznym, ale, jak się okazuje i tu, wielu wyznacza jakiś kanon piękna, inni zaś próbują się do niego zbliżyć. Co oznacza, że nie ustanie się do siebie nawzajem upodabniamy, jakbyśmy byli w ciągłej fazie testowania, sprawdzania, co nam to da, co na tym zyskamy lub testowania stanu zaspokojenia naszych pragnień. I choć jesteśmy różni, jedyni w swoim rodzaju, jak samu uważamy, to, patrząc na nas tak ogólnie, to jesteśmy w zasadzie mieszanką siebie nawzajem. Tym, co nas w zasadzie różni, to nasz własny sposób widzenia siebie i innych. Dlatego tak bardzo mocno potrzebujemy rozróżniania do pewnego momentu, nazywania czegoś: moje, Ty, twoje, nasze, wasze. I wystarczy moment, gdy pośród różnic, zaczynamy dostrzegać, że, o, tu jesteś bardzo do mnie podobny, tu myślisz tak, jak ja. I coś się nagle mienia w naszym postrzeganiu, gdy nagle widzimy, iż wcale się tak mocno od siebie nie różnimy, a nawet możemy poczuć jedność między sobą. Poczuć siebie nawzajem. Dosłownie poczuć, jakbyśmy byli jednym. I choć nadal zachowujemy przez jakiś czas poczucie odrębnoci, coś nas jednak zaczyna ciągnąć do owej jedności, poczucia wspólnotowości, poczucia, że nie jesteśmy sami, bycia z kimś w harmonii. I to nie tylko, jeśli chodzi o innych, ale przede wszystkim w jedności z sobą, bo to tu najbardziej czujemy się oddzieleni. 
To mam zatem pytanie do was, jak bardzo czujecie się w sobie i z sobą w jedności? Którego miejsca w ciele dotykacie, gdy mówicie, Ja. I dlaczego wasza noga, ręka, palec, to nie wy, tylko mówimy, moja ręka, noga, palec. Coś, co należy, owszem do was, ale czy kiedykolwiek dotykając głowy, powiedzieliście, o, to ja. Czy raczej, moja głowa. I co by się musiało stać, byście określili siebie jak całość, wskazując na siebie, to jestem Ja.
Poczuliście kiedykolwiek siebie świadomie, choć przez chwilę?

2019-11-08

Ty i Ja, jedno

Wrażliwość człowieka pozwala mu odczuć subtelne różnice pomiędzy tym, co dobre i złe, piękne i brzydkie, krzywe i proste, jednakże, dopiero odniesienie do tego, sposób, w który to interpretujemy, pokazuje nam, jak daleko odeszliśmy w sobie od punktu, który pozwala nam ujrzeć całość tego, na co patrzymy. A wrażliwość potrafimy mieć naprawdę silnie rozwiniętą i tam, gdzie jedni widzą ciemność, inni widzą piękną kompozycję, złożoną z gry światła i cieni. I nie ma w tym, tak naprawdę niczego złego, w właśnie sposobie patrzenia jednej i drugiej strony. Każdy z nas, bowiem, widzi inaczej, patrzy na świat od swojej strony. Każdy z nas dostrzega też to, co mu akurat w duszy gra, co chce ujrzeć, niczym w lustrze. Jedne rzeczy będą nas zatem drażnić, inne zachwycać. Będziemy się denerwować, bo czyjeś zachowanie jest nie takie, jakie lubimy, by wyrażali ludzie w swoich postawach, inne, choć reszcie wyda się głupie, na akurat wyda się piękne i mądre. I w tym także nie ma niczego niewłaściwego, w tym właśnie sposobie patrzenia i interpretowania tego, co widzimy. Bo to jest nasz punkt doświadczeń, w tym miejscu pobieramy naukę. Tu się przekonujemy, dokąd nas prowadzi, nasz sposób postrzegania siebie, ludzi i otaczającego nas świata. Tu nabieramy swoich własnych przekonań, tworzymy nowe poglądy, uznajemy ich słuszność lub odbieramy im moc. Tu ściera się w nas wszystko, co sprzeczne i układa to, co odnalazło w sobie harmonię. Dlatego też, choć możemy się nie zgadzać, możemy mieć inne poglądy, uznawać inne wartości, zarówno Twoje i Moje patrzenie na świat, jest jedynie naszym indywidualnym doświadczeniem, naszą indywidualną interpretacją tego, co widzimy, czujemy lub słyszymy. I jeśli sama daję sobie prawo, by zachwycać się czymś, to, choć wszyscy inni będą krzyczeć, że to nie tak, że powinnam inaczej, to wierzcie mi, nadal się tym będę zachwycać, bez względu na cudzą interpretację tego samego stanu rzeczy.

2019-10-31

Punkt równowagi

To, czego brakuje Tobie, szukać będziesz zawsze w innych. To, czego masz nadmiar, będziesz chciała się pozbyć, bo będzie ci zbywać. Ale, tak naprawdę, to, jak postąpisz ze swoim nadmiarem i brakiem zależeć będzie od twoich intencji. Jedną energią, możesz bowiem chcieć manipulować lub kupczyć, drugiej żądać, bo ci się należy, tak przynajmniej może nam się wydawać, gdy zaczynamy się jej coraz brutalniej domagać.  Ale, czy nam się rzeczywiście, przy takiej postawie, coś należy? 

Ktoś może się obrazić i powiedzieć, tak, ale ja się prosić nikogo i nic nie zamierzam.

Tylko, sami zauważcie, my nie umiemy wszystkiego, nie potrafimy wszystkiego zrobić. Nie mamy też czasu na wykształcanie, w jednym życiu, wszystkich zdolności i wyćwiczenie wszystkich umiejętności. A potrzebujemy i czujemy, że zasługujemy i chcemy i… zobaczcie sami, jaki czasami w nas żal, gdy czegoś nie dostajemy z samego tylko chcenia. To nas zdradza, nasza postawa, którą wtedy przyjmujemy. To właśnie ta postawa mówi, iż czegoś chcieliśmy, ale nasz sposób postepowania lub proszenia był tak mało świadomy, iż nawet nie zauważyliśmy, że nasza postawa, stworzyła wręcz efekt odwrotny, innych zaczęło po prostu od nas odrzucać. A to, by chciał ktoś nam coś dawać, także musi wynikać z chęci, dobrowolnej chęci tej osoby, nie zaś z przymusu, bo my chcemy.

Zadajcie sobie teraz pytanie, co robicie, gdy czegoś chcecie? A to, czego chcecie, chcecie właśnie od kogoś. Obrażacie się, podlizujecie, manipulujecie uczuciami lub emocjami? Jaka jest wasza najczęstsza postawa? Czy szukacie drogi dojścia do uzyskania tego, czego pragniecie, czy wręcz przeciwnie, unosicie się dumą i mówicie…dobra, nie ważne, poszukam gdzie indziej lub w ogóle z tego rezygnujecie. Potraficie przyjąć pokorną przyjmującą postawę?

Dlaczego o tym piszę? Ostatnio coraz częściej trafiam na postawę, typu, ja sama. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jakby ostatnio aktywował się jakiś silny program, poradzę sobie sam/sama, nikogo nie chcę, Co, z jednej strony, może być dobre, bo może nauczyć nas samodzielności, ale zobaczcie, jak łatwo pójść tu w skrajność i obrażalstwo. Jak łatwo przedobrzyć z dumą i zamknąć się wręcz w sobie. Później zaś, przy takiej dumie, nie zyskujemy wcale na odwadze, a wręcz przeciwnie, doświadczamy coraz większego zamknięcia i coraz głupiej nam o coś poprosić. 

Zastanawialiście się kiedyś, właśnie nad tym, jak głupio jest wam o coś prosić i rezygnujecie już na starcie, bo nie jesteście w stanie się przełamać, snując w głowie milion scenariuszy, w których jest wam coś odmawiane? Dlaczego jedni zatem potrafią poprosić i dostać czego chcą, inni tkwią w swojej dumie i zobaczcie, jacy chodzą wkurzeni. 

Spróbujmy to jeszcze odwrócić, by ujrzeć pełny obraz. Sami dacie każdemu, kto was o to poprosi? Jesteście pewni, że nie? Zobaczcie, są osoby, którym damy od razu i nawet się oddamy. I jeszcze my będziemy prosić, by ten ktoś chciał wziąć. A inni, tym co najwyżej pokażemy figę z makiem. 

Widzicie już obraz? To teraz inne pytanie, gdzie w tym obrazie umieścilibyście siebie? Pomiędzy właśnie dawaniem a braniem. Umiecie już stanąć w punkcie równowagi?

2019-10-06

Doceniam, bo trudne?

Pragnąc pewnych rzeczy, osób, przeżyć, sytuacji, doświadczeń, potrafimy zadać sobie naprawdę dużo trudu, by to zdobyć. I gdy nam się w końcu udaje to osiągnąć, bywamy bardzo z siebie dumni, jednakże, często dzieje się tak, iż proporcje ulegają zaburzeniu i to nie osiągnięty cel staje się dla nas ważny, a włożony właśnie w niego wysiłek. 

Zauważyliście, co tak naprawdę wspominamy, gdy udaje nam się osiągnąć jakiś cel? Dokładnie, nie cel, a drogę, którą przebyliśmy. Trud owej drogi. Przeszkody, które pokonaliśmy po drodze. Cel nagle nam znika. On został osiągnięty, ale trud, wydaje się, jakby wciąż w nas żył. Jakby był ważniejszy od wszystkiego innego. 

Ostatnio zapytałam mojego znajomego i jak, zadowolony z osiągnięcia swojego wymarzonego celu? A on, tak, ale ty wiesz, ile musiałem się nad jego osiągnieciem napracować? I tu wysłuchałam godzinnej opowieści o trudzie. Nie o celu, tylko właśnie o trudzie. I gdy zaczęłam się temu przyglądać, nagle zaczęło przybierać to ogromną postać. Miałam wrażenie, iż każdy chce, by widać było, jak duży trud w coś wkłada. Jakby wszyscy bali się powiedzieć, coś im przyszło łatwo, lekko, przyjemnie.

Hm, aż mnie zastanawia. Wy też celebrujecie swój trud?

2019-10-01

Co zwraca naszą uwagę?

Gdy dzieją się różne rzeczy w naszym lub cudzym życiu, zauważcie, iż nie zawsze reagujemy na to emocjonalnie. Wiele rzeczy zwyczajnie zbywamy, omijamy wzrokiem, nie zatrzymujemy na nich, naszej uwagi. Jak się więc okazuje, nie jest dla nas problemem samo doświadczenie, w którym bierzemy udział, ale to, jak je odbieramy, interpretujemy.  A je już interpretujemy różnie. Jednym nadajemy tak duże znaczenie, iż stanowią dla nas koniec świata. Tragedię. Czasami wydają się wręcz nie do przeżycia, przejścia. - To ponad moje siły! – krzyczymy wtedy. - Nie rozumiem tego, jak to się mogło stać! Tragedia! Coś strasznego! Okropieństwo! 

Tylko, dlaczego nie krzyczymy tak, gdy dzieją się podobne rzeczy, które również obserwujemy i one są równie straszne jak te, które tak nami wstrząsnęły. Skąd w nas taka wybiórczość? Czyżby nasza wybiórczość miała w sobie jakiś cel? A może robimy tak specjalnie, by podkreślić w sobie znaczenie tego, co przeżywamy?

Podobnie jest z tym, co czytamy w internecie czy słyszymy w telewizji. Niektórych kompletnie nie razi to, że powietrze jest zanieczyszczone, że ludzie umierają z głodu, ale taka osoba aż krzyczy w swojej wypowiedzi, że ktoś się okazał nie taki, jak myślała ta osoba. I zobaczcie, jak dużą nadajemy ważność temu, co w nas znalazło silny odbiór. Co nas poruszyło. Ależ wtedy potrafimy krzyczeć. Domagać się sprawiedliwości, ukarania, napiętnujemy to wręcz publicznie, ale, choć obok nas dzieją się i inne straszne rzeczy, tamte jakoś nas nie obchodzą. Tamtymi niech zajmują się inni, nasz temat! O tak, nasz temat jest ważny. Bo on nas poruszył, bo on nas wzburzył. 

Powiedzcie mi zatem, jak sobie tłumaczycie jedne rzeczy, a inne aż w was grzmią i im nie odpuścicie. Zauważacie w ogóle wybiórczość tego, co was zajmuje?

Inie chodzi o definicje, co dzieje się z umysłem, ale o to, co wy sami zauważacie u siebie. Zastanówmy się nad własną uważnością. 

2019-09-18

Kroczyć po płatkach róż...

Dziś, gdy bardziej doświadczamy innych niż siebie, gdy nasza uwaga skierowana jest na zewnątrz, każda chwila, która kieruje ją w Twoją własną stronę, staje się bezcenna. I ten moment powinniśmy nauczyć się właśnie celebrować. Bo to moment tworzenia własnej, wewnętrznej świadomości. To moment, gdy możemy poczuć samych siebie, poczuć własne wewnętrzne piękno, poczuć własną duszę, miłość, która przez nas przepływa, a jeśli już chcemy patrzeć na zewnątrz niech to patrzenie płynie z serca, bo wtedy widać zupełnie inny obraz. Widać, jacy, tak naprawdę są ludzie wokół nas, jaka jest ich wrażliwość, jaka droga do ich wnętrz. I gdy się tak naprawdę popatrzy, przez pryzmat własnej duszy, nagle ukaże się wam nieznane. Ukaże się świat, w którym łatwo jest ujrzeć swój własny wewnętrzny obraz.

Nie oznacza to, iż mamy nie widzieć rzeczy, które nazywamy ,,złymi”, tylko, popatrzcie, je widzimy praktycznie wszędzie, przeżywamy je, komentujemy, czasami ekscytujemy, wyrażamy na ich temat poglądy, a nawet sami bierzemy w nich udział. I tego mamy pod dostatkiem. A tak mało jest, zauważcie, otwartości jednego człowieka na drugiego człowieka. Każdy chce jak najszybciej wyrazić swoje własne zdanie, najlepiej dobitnie, by poszło innym w pięty, dające mu poczucie, iż to on ma rację i stawia przysłowiową kropkę nad i. Lub chcemy się zwyczajnie wygadać, ale my, o nas, bo po co nam słuchać innych, ich problemów. 

Tymczasem, do każdej duszy można znaleźć drogę, jeśli się oczywiście chce jej poszukać. I, tak samo jest z nami, chcemy czasami, by ktoś się dla nas postarał, by poszukał drogi do naszego wnętrza, by chciał nas zrozumieć. Ale to wciąż jest na zewnątrz, to płynie od innych, dotyczy naszych pragnień. A gdzie w tym wszystkim jesteśmy, my? Gdzie zrozumienie samych siebie? Zrobiłeś już krok w swoją własną stronę?

2019-09-17

Bo jesteś Ty...

Twoim największym sukcesem nie jest wcale to, co osiągnąłeś na zewnątrz: dom, praca, rodzina. Twoim największym sukcesem jesteś ty sam, to, co umiesz zmienić w sobie. To, z jaką świadomością podchodzisz do tego, co się dzieje w twojej duszy, myślach, sercu. Twoja umiejętność uspokojenia samego siebie, bez sięgania po środki farmakologiczne lub inne używki. Twój sposób patrzenia na świat, ludzi. To co można zobaczyć w Twojej postawie, odczuć, będąc blisko ciebie. To jesteś Ty, w całej swoje okazałości. Bo, to, co na zewnątrz, przeminie, rzeczy materialne stracą wartość, zużyją się, dzieci pójdą swoją drogą, samochód w końcu przestanie jeździć. Ale zostaniesz Ty, wspaniały, piękny w swojej inności, jedyny w swoim rodzaju, myślący w ten, a nie inny sposób. Zostanie twoja świadomość, twoje poczucie własnej wartości, a wierz mi, one są twoimi najwspanialszymi towarzyszami życia. To przecież, dzięki nim możesz ujrzeć, wspaniały świat możliwości. To dzięki nim ukazujesz, kim jesteś naprawdę, jak bardzo jesteś piękną i doskonałą istotą. I nawet nie wiesz pewnie, jak wspaniale móc ciebie poznać…za co ci dziękuję. Tak, Tobie. Właśnie Tobie, że mogłam cię poznać i doświadczyć. 

2019-09-17

A może jednak się da?

Powiedzcie mi, jak często to, co się dzieje w was samych lub waszym życiu przyjmujecie z pokorą? Nie traktując jej oczywiście jako poniżenia lub uległości, ale jako przyjmowanie tego, co się dzieje takim, jakim jest naprawdę. 

Sami wiecie, jak wiele spotyka nas zaskakujących sytuacji. Niektóre opanowujemy od razu, inne uczymy się opanowywać stopniowo, ale i tak zdarza się, iż dzieje się coś naprawdę zaskakującego, co potrafi pozbawić nas w jednej chwili wszystkich sił i woli. Co sprawia, iż wręcz zatrzymujemy się w miejscu, nie wiedząc kompletnie, co mamy zrobić. 

Gorzej jeszcze dzieje się, gdy wiemy np. co zrobić, ale nie mamy na to kompletnie wpływu, bo nie mamy np. władzy nad tym miejscem, sytuacją lub osobami, owym miejscem lub zdarzeniem zarządzającymi. 

A co wtedy, gdy pragniemy czegoś lub kogoś i mogłoby się wydawać, iż wystarczy podjąć jedną lub dwie decyzje, by spełnić swoje pragnienie, a okazuje się, iż siły, które trzymają dwie dusze z dala od siebie są tak silne, iż żadna tych decyzji nie chce np. podjąć. Lub boi się, że coś straci, ewentualnie, że koszt będzie większy niż to, co może zyskać. Lęków może być oczywiście dużo więcej, ale nie o to chodzi, chodzi o to, iż dusza chce, a musi pogodzić się z tym, co jest. To zaś, co jest, mówi jej, nie ten czas, nie masz nad tym panowania, nie chcesz tak naprawdę. Lub chcesz, ale aż za bardzo, za szybko, zbyt niecierpliwie do tego podchodzisz, zbyt brawurowo.

Podobnie jest z sytuacjami, gdy my wiemy, co zrobić, ba, potrafimy wręcz innym doradzić, by zrobili tak lub tak. Jednakże, zdarza się tak, iż w swoim środowisku umiemy to poukładać, ale trafiamy do innego środowiska, a tam kompletny bałagan. 

Zostać w nim i sprzątać? Nie każdemu się chce. Wprowadzić zmiany systemowe? Tak, ale trzeba by pójść ścieżką doprowadzającą do władzy nad danym miejscem lub przestrzenią. A przecież po drodze wszystko może się zmienić.

Co zatem zrobić? Odpuścić? Tylko czemu? Pragnieniom? A może chęci dopasowywania wszystkiego pod siebie? Intencjom, by zmieniać coś, bez względu na to, czy ktoś chce lub nie? A może chęci czucia władzy, panowania nad czymś/kimś?

Powiedzcie mi zatem? Łatwo przychodzi wam godzić się z porażką? A może to, co się dzieje, gdy pozbawiani jesteśmy nagle wszystkich sił, to wcale nie porażka, a lustro pokazujące nam, że chcemy za bardzo. Uciekacie w takich chwilach? Wycofujecie się, rozczarowani, iż znowu się nie udało? Czy jednak walczycie do końca. Czy wolicie ustąpić, poczekać aż burza przycichnie, przemyśleć wszystko od nowa, poukładać sobie w głowie, zachowując jednak swoje pragnienie, bo może to tylko nie ten czas, nie to miejsce, nie ta osoba lub nie ta okoliczność, a przecież życie toczy się dalej i jutro też jest dzień, odkryjemy nowe możliwości i jutro może jednak się da?

To tak na dziś, do przemyślenia?

2019-09-13

Gdy chcę przed tobą ukryć moją duszę…

Niektóre więzi są tak słabe, iż już po chwili nie pamiętamy o ich istnieniu. Inne są na tyle silne, że pozostają w naszej pamięci nieco dłużej. Są też takie, które trwają latami, tak silnie wniknęły w siebie nawzajem, tak silną stworzyły strukturę, niemalże wydającą się nie do rozerwania. Ale są też takie relacje, które czynią w naszej duszy największe zamieszanie a wręcz spustoszenie, wyrywają nas ze struktur, które do tej pory stworzyliśmy w swoim umyśle, wstrząsają nami lub sprawiają, iż długo musimy się po tym zbierać. I choć każdy rodzaj tworzonej więzi jest dla nas ważny, to dziś chciałabym dotknąć tych szczególnych relacji, których więź potrafi sięgać najgłębszych poziomów, przed którymi najtrudniej jest nam się schować, ukryć, uciec przed nimi i mamy wrażenie, że nie ważne, gdzie się inkarnujemy, zawsze nas odnajdą. Na widok których, zawsze powiemy, o nie, to znowu Ty. Bo takie relacje także posiadamy i są one dla nas jednymi z najtrudniejszych, gdyż, to właśnie przed jednością z tymi duszami bronimy się najmocniej. I tu staczamy największe bitwy, nie chcąc tych dusz dopuścić w żaden sposób do siebie. Jakbyśmy chcieli się wręcz bronić swoją odmową, nie chcąc, by przy nas wzrastały. Tak bowiem są trudne, tak wiele potrzeba czasami energii, by móc z nimi wytrzymać lub je ułożyć. Tak silnie potrafią nas wybić z równowagi, zwyczajnie wykurzyć, pisząc prostszym językiem. A jednocześnie, tak ważne są dla naszego rozwoju. Bo pokazują nam najwięcej. I to nie tylko, jeśli chodzi o stany nierównowagi czy niestabilność emocjonalną, której zwyczajnie nie jesteśmy często świadomi. Te dusze pokazują nam, na co tak naprawdę jesteśmy gotowi, jeśli chodzi o przyjmowanie energii i wchodzenie z nią w jedność. I to jest piękne, ten stan, w który nas wprowadzają, choć samo doznanie tego stanu…no…niekoniecznie. Ale takie dusze, właśnie takie, spotkane na swojej drodze, są najcenniejszym testem. Bo co mi po stwierdzeniu, jestem już spokojem, skoro pojawia się taka dusza i…no właśnie, i wszystko nagle wywraca się do góry nogami. Ale, za to, gdy już się z ułożę taką duszą, gdy wymiesza się nasza energia, gdy i ona się przy mnie uspokoi i wejdzie w mój ton…hm.. jakaż to piękna staje się relacja. 

I takim relacjom chcę zadedykować ten post. Tym najtrudniejszym, najbardziej wybuchowym, wstrząsowym, tym, które wprowadzają do naszej duszy najwięcej zamieszania. Tym, na których możemy sprawdzić, jaka jest naprawdę siła naszego spokoju, wiedzy i świadomości. Tym z serca mówię, Dziękuję.

Oczywiście, każdej duszy wnoszącej spokój, każdej wnoszącej swoją wiedzę i mądrość również dziękuję. Wam jednak zadedykuję osobny post.

2019-09-12

Nauka wyciągnięta z doświadczeń

Ten, kto ma w swoim doświadczeniu porażkę, nie musi być wcale brany za głupca, po prosto nie doświadczył wystarczającej ich ilości, by powiedzieć, zrozumiałem. A jak wiemy, czasami nie wystarczy nam jednak lekcja, potrzebujemy ich klika, a nawet więcej niż kilka, by coś zrozumieć. 

Owszem, fajnie by było rozumieć wszystko po jednym złym doświadczeniu. Niestety, choć czasami wydaje nam się, iż mamy daną rzecz przepracowaną w sobie, nagle dzieje się coś w naszym życiu coś, co kompletnie obala naszą teorię i ukazuje nam np. jak bardzo bezradni potrafimy być wobec niektórych sytuacji lub naiwni, a nawet właśnie głupi i…aż ręce opadają.

I wiecie co najbardziej wtedy cierpi? Wcale nie nasz portfel ani złamane serce, cierpi nasza duma. Nasze cudowne ego, które pełne jest przekonań o tym, jacy to jesteśmy już mądrzy i doświadczeni i w ogóle, i w ogóle…ach.  A niestety, jak się okazuje, jest to czasami jedyne antidotum na nasze przekonania i musimy po prostu pocierpieć, byśmy w ogóle ruszyli się i coś zmienili w sobie lub w naszym życiu. Dlatego, myślę, że niewygoda jest czasami najwspanialszą motywacją. Bo, tak patrząc na nas, to my naprawdę jesteśmy leniwi lub mamy skłonność do rozpieszczania siebie lub wewnętrznego rozmemłania. Oczywiście, szczęśliwy ten, kto potrafi się sam zmotywować i któremu wewnętrzna przemiana przychodzi łatwo. Reszta musi szukać na zewnątrz lub dochodzić do stanu, gdy już więcej się nie wciśnie lub dalej się nie da czegoś ciągnąc lub dojść. Ale tak się właśnie uczymy, takie błędy musimy popełniać, takie właśnie przeszkody pokonywać, by dochodzić do wewnętrznej świadomości, o co w tym chodzi?

A tak, to w ogóle, to życzę wam miłego dnia. Sztorm już minął, uzależnienie od lodów przemienione i…jakże szeroko można się dziś uśmiechnąć. No czyż życie nie jest piękne?

2019-09-11

Wewnętrzne prawo i bezprawie

Masz prawo do połączenia z moim źródłem szczęścia, ale nie daję ci prawa do zmuszania mnie, bym cię czyniła szczęśliwym/szczęśliwą.
Masz prawo do połączenia we mnie z moim źródłem miłości, ale nie daję ci prawa do zmuszania mnie, bym cię kochała.  
Jak mało zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważnym jest świadomość własnych praw, świadome ich wyrażanie i respektowanie cudzych praw, świadczyć może ilość rozczarowania, którego doświadczamy, gdy słyszymy, nie tego się po tobie spodziewałem. Myślałem, że jesteś inna, co oznacza, że innych także rozczarowujemy swoją postawą. 
Ale my też nie musimy pozostawać dłużni.
- Czyli, jaka? - Możemy odpowiedzieć. - Bardziej naiwna? Łatwiej dająca się urabiać? Podatniejsza bardziej na manipulacje? A może bardziej uległa?
Jakim trzeba być, by inni poczuli się czasami z nas zadowoleni? To jedno. Drugie, po co w ogóle mamy zadawalać innych?
A jednak, zobaczcie, robimy to, staramy się, ulegamy, pozwalamy sobą manipulować, jesteśmy naiwni. I liczymy na wzajemność. Bo, jeśli ktoś, nas, to dlaczego my nie mamy innych tak samo traktować? Czyż, nie? A to od razu rodzi całą przestrzeń do konfliktu.
Bo, owszem, wiemy, że nam się należy, że mamy przecież prawo do bycia kochanymi, tylko, dlaczego inni mają tak często to prawo gdzieś? Dlaczego inni mają gdzieś nasze prawo do szczęścia, radości, ciepła, czułości? Przecież, w naszym mniemaniu na to zasługujemy. Czy jednak nie zasługujemy, skoro inni mają nas gdzieś?
Jak myślicie, jak to jest z naszym świadomym wyrażaniem swoich praw? Wyrażamy je, czy nie wyrażamy? To może zadam pytanie inaczej? Czy my w ogóle jesteśmy świadomi jakiś praw, których przestrzegania żądamy od innych. To w takim razie, skąd tyle nieporozumień?
Spróbujmy spojrzeć na to jeszcze inaczej.
Czy ktoś ma prawo czegoś ode mnie chcieć? Jasne, że tak, ale ja mam prawo odmówić.
Czy ta osoba ma prawo poczuć się rozczarowana moją odmową? Oczywiście, że tak, ale ja mam prawo do trwania przy moim stanowisku. Czyż, nie? Pewnie, że mam, ale muszę się liczyć z konsekwencjami.
Możemy to ciągnąć w nieskończoność, wymieniając różne sytuacje, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, by uświadomić siebie, czy rzeczywiście jasno ustaliłam swoje prawa i je przestrzegam, czy szanuję cudze prawo i też je przestrzegam. Czy ja w ogóle czegokolwiek przestrzegam, jakichkolwiek praw i czegokolwiek jestem świadoma, skoro tyle się dzieje wokół i wewnątrz duszy? Oto jest pytanie…hm…do zastanowienia na dziś.

2019-09-06

Wolność od i do

Idź obok tych, którzy patrzą w tym samym kierunki, bowiem, jeśli będziesz innych do tego zmuszać, odwrócą się, bo i tak patrzą nie tam, gdzie ty patrzysz. 

Choćbyś nie wiem, jak mocno pragnął jedności z kimś, w chwili, gdy wasze drogi się rozchodzą, musisz na to pozwolić. Możesz, oczywiście nie zgadzać się z tym, walczyć, chcieć robić jeszcze milion rzeczy, by powstrzymać proces, ale musisz na to pozwolić, inaczej zostaniesz do tego zmuszony. Ktoś nie będzie na ciebie patrzył, oglądał się, gdy ma swoje cele i plany wobec życia. Ktoś nie będzie na ciebie czekał, zmieniał swoje plany, bo ty akurat masz ochotę iść inną drogą i wydaje ci się, że Twoja droga jest lepsza. Ona jest lepsza, ale dla ciebie. Ta druga strona może mieć inne cele, inne zadania przed sobą. I jest to znak, że Ty masz iść swoją drogą, bez względu na to, jak bardzo boli cię wybór tej drugiej strony. Jak bardzo nie rozumiesz, jak ona/on mogła tak postąpić. I jak najbardziej, możesz tego nie rozumieć. Bo on/ona ma swoją drogę. Ciebie zaś spotkała na chwilę dłuższą lub krótszą, by o czymś się przekonać, by coś zrozumieć. 
Danie wolności drugiej duszy, szczególnie od siebie, to największy dar, który możemy jej podarować. Od tego momentu, jej bycie blisko ciebie jest już dyktowane jej wyborem. I o to właśnie chodzi. O to, by nie było w tym przymusu, by owo bycie przy sobie, było zarówno z naszej strony, jak i drugiej strony świadome. Inaczej, oboje możecie kraść sobie wolność lub uciekać przed sobą nawzajem, gdy czujecie presję, oczekiwanie lub nacisk z drugiej strony. 
Przesłanie zatem na dziś, bądźmy wolni w sobie i wobec siebie i dajmy innym wolność od nas, byśmy mogli być obok.

2019-09-05

Świadome spojrzenie na to, co się dzieje

Dać szansę czy jednak odpuścić? Poddać się, czy jednak zawalczyć? 
Bardzo często mierzymy się z podobnym dylematem i to nie tylko, jeśli chodzi o związki, ale i o wszystkie inne kwestie dotyczące życia lub nas samych. I jak się okazuje, nie zawsze warto walczyć, czasami wręcz poddanie się bywa dla nas bardziej wyzwalające niż wygrana, osiągnięta często takim wysiłkiem, iż długo później zastanawiamy się, czy warto było?
I tu już wiele zależy od roli, która w nas dominuje. Jeśli jesteśmy wojowniczkami/wojownikami, będziemy walczyć, czasami do upadłego. Jako królowe uniesiemy się dumą i co najwyżej delegujemy kogoś w otoczeniu, by walczył za nas. 
Jako praktyczne istoty, rzemieślnicy, wykorzystamy sytuację, by jak najwięcej zyskać lub jak najwięcej się nauczyć. Ci, którzy będą szukać mądrości, poddadzą się doświadczeniu i bez względu na to, co ich spotka, podziękują za owe doświadczenie, wyciągną lekcję pokory, opatrzą swój obolały tyłek lub zranione serce i pójdą dalej, wdzięczni za to, co ich spotkało i jeszcze będą się cieszyć, że tylko tyle. Ciekawie ustawią się też dusze o bardziej duchowej roli. Te będą bowiem szukać głębszego sensu i zrozumienia, zastanawiać się, o ile wzniosło ich owe doświadczenie lub zastanawiać się nad przyczyną i skutkiem. Została jeszcze rola służebna, która bierze na siebie wszystkie ciosy, a potem cichutko siada w kącie i chlipie, niezdolna podjąć jakiekolwiek działania, by zmienić swój los. Role mogą się też ze sobą mieszać. Nie obce nam przecież chlipanie, by po chwili wstać, otrzepać się i szukać na nim/niej zemsty. Do czego jednak zmierzam.
To, co nami steruje, choć dla nas często niewidoczne, jest niezwykle ważne, w zrozumieniu samego siebie. A to podstawa do tego, by nabyć świadomości motywów własnego postępowania. Dlaczego, bowiem, mam zawsze chlipać po tym, jak ktoś mnie odrzucił? Dlaczego mam walczyć? Dlaczego mam unosić się dumą lub honorem? Nie mogę zwyczajnie, świadomie popatrzeć na sytuację, zrobić, a-cha, to o to chodziło i zająć się innymi sprawami? Mogę. Bo dlaczego nie? I to jest właśnie moja wolność. Dzieje się. I gdy się dzieje, przeżywam, ale, gdy doświadczenie się kończy, kurtyna opada i czas ruszyć, zwyczajnie, w dalszą w drogę. 
Czasami naprawdę nie ma na co/kogo czekać, oglądać się na innych. Przed nami wspaniała przygoda i jakaż jeszcze ilość wschodów słońca na nas czeka, by ich doświadczyć.

 

2019-09-04

Bądź dla mnie

Jeśli ulegasz iluzji, iż TO da ci szczęście, będziesz po tym płakać. Oburzać się, jeśli TO nie będzie chciało cię uszczęśliwiać, denerwować się, jeśli TO będzie się ociągało, w obdarzaniu cię uczuciami. 
Czym jest owe, To? To może być wszystko, osoba, sytuacja, pasja, przedmiot, jakiś stan. Cokolwiek, co choć raz uczyniło cię szczęśliwym i co ma cię ciągle uszczęśliwiać, w twoim mniemaniu oczywiście. A gdy to nie chce cię uszczęśliwiać, zaczyna się problem. Odcinasz się od tego, uciekasz, zamykasz w sobie. Czasami siedzisz i płaczesz, czując się nieszczęśliwy. Bo uwierzyłeś, właśnie w To, że to, to da ci szczęście. 
Podobnie dzieje się, gdy inni wierzą, że to my ich uszczęśliwimy, sprawimy, iż będą się czuć kochani, chciani, doświadczą przy nas jedności. I owszem, inni rzeczywiście mogą tego przy nas doświadczyć. Problem jednak zaczyna się w chwili, gdy nie wystarcza im to, co im daliśmy. Gdy chcą więcej, gdy zaczynają wywierać presję, mówić, daj mi jeszcze więcej szczęścia, bo ja chcę. Bo przecież mnie kochasz, lubisz lub co tam kto woli. Bo ci na mnie zależy. Bo coś mi obiecałaś/łeś. I tu zaczyna się mały koszmar w relacji. Mamy uszczęśliwiać innych lub inni mają uszczęśliwiać nas, bo, co? Bo ktoś chce? Bo my musimy? 
Jeśli coś wynika z dobrej woli i jest wzajemne, nie ma problemu. Obydwie strony chcą, ale co wtedy, gdy, owszem chcemy, ale nie, cały czas. A druga strona się domaga. I stroi fochy i się denerwuje na nas, obraża. Bo ktoś sobie coś wymyślił i uznał, o, my jesteśmy tacy fajni, to za naszą przyczyną zaspokoi sobie cały brak uczuć. 
Niezgodność intencji, to bardzo częsty problem w relacjach. Problem, który bardzo często potrafi urosnąć do rangi konfliktu a nawet do rozstania. I tak się często dzieje, powodując, iż dwie strony są albo rozczarowane, albo cierpią. Bo na coś innego miały nadzieję, a coś innego dostały. Lub całkiem nie dostały tego, na co miały nadzieję. I weź tu bądź mądry.
Jedno chce i drugie chce i choć często chcemy tego samego, zauważcie, nie chcemy wcale spełniać cudzych zachcianek. Nie chcemy być dla kogoś, gdy odbiera nam to wolność. Ale przecież chcemy być szczęśliwi. No…to wracamy do punktu wyjścia. 
To zatem pytanie do was, co wtedy robicie?

2019-09-03

Odwaga pójścia dalej

Gdy choć raz zostawisz odcisk swoich śladów w innej duszy, on nigdy nie zniknie. Może ulec zatarciu, delikatnemu zapomnieniu, ale wystarczy jeden twój gest, jedno słowo, sposób, w który je wypowiesz, a obudzi się cały ból wspomnień, które was kiedyś połączyły. Podobnie możesz odtworzyć to, co łączyło was pozytywnego. Bo i taki ślad także ktoś mógł zostawić w twojej duszy. Po co się to dzieje? Byś mógł ten stan rozwinąć do wyższego poziomu, a przynajmniej w jakimś kierunku. Lub mógł popchnąć to do przodu 

Nie zrobisz z tym jednak nic, jeśli nie powrócisz do pełnego odtworzenia tamtego stanu uczuć lub emocji. Tylko wtedy coś się rozwinie lub uzdrowi. Tylko wtedy ujrzysz prawdę o tym, jakim to jest teraz, jakbym było wtedy, czym się stało? Kim stałaś się ty i ta druga osoba, jeśli to dotyczy relacji. A przynajmniej, kim staliście się w tamtym momencie. Jakie przyjęliście maski, jaką postawę. Co kierowaliście w swoją stronę, jaki rodzaj uczuć lub emocji. Wiedz jednak, że to nie koniec, teraz musisz zadecydować, co z tym zrobić dalej. Skoro już podjęłaś się drogi z jakąś duszą, a ta droga okala się zbyt trudna, teraz musisz się zastanowić i podjąć dalsze decyzje, co do waszej wspólnej drogi lub rozstania. A droga nie zawsze układa się dalej. Czasami trzeba uznać, że razem można było dojść tylko do danego punktu i dalej trzeba pójść własną drogą. To jednak przychodzi najtrudniej, decyzja, jak postąpić. I nie mówię tu tylko o związkach, ale też o relacjach pracy, przyjaźniach, relacjach bliższych i dalszych. Tu też pojawia się najwięcej wątpliwości, bowiem, często myślimy, a może jednak, może ta dusza w końcu zrozumie, może się ocknie, może trzeba do niej więcej cierpliwości. A później sami stwierdzamy, kurczę, dlaczego w tym tkwiłam, dlaczego tak długo siedziałam w tym miejscu, w tej pracy, w tych relacjach? Dlaczego nie miałam odwago czegoś zmienić w swoim życiu. Hm… dobre pytanie. Dlaczego nie mamy odwagi przyznać, że coś nam nie wyszło, że to nie to, że nic z tego nie będzie? Dlaczego nie mamy odwagi spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać się do porażki? Czy to naprawdę koniec świata? Czy niepowodzenie w jakiejś dziedzinie życia, relacji, w pracy, to naprawdę koniec naszych możliwości? A może warto zrobić krok w nieznane, otworzyć nowe bramy i wyzwolić się spod wpływu tych, którym było zwyczajnie nam nie po drodze. Może to jest właściwa droga. Kto z nas jest jednak naprawdę gotowy, by na nią wkroczyć? No właśnie…kto?

2019-08-16

Krok w nieznane

Przyglądanie się cudzemu życiu? Bywa ciekawe, nie oszukujmy się. Ale, gdy odkrywa się możliwość, iż można ukształtować świadomie własne życie. Zaczyna się magia lub cuda, jak kto woli. Jedyny problem, to, to, czy wystarczy nam sił lub odwagi, by dokonać zmian w swoim życiu, czy uda nam się przemóc własny opór przed podjęciem działania, pokonać lęki i ruszyć do przodu. A z tym wcale nie jest łatwo. I często, na tym się właśnie kończy, na chceniu, na marzeniach, na pragnieniu. My zaś, często nie robimy z tym nic, mówiąc, bo życie mi nie pozwoliło, bo inni nie dali zgody, nie chcieli mojego szczęścia. Bo mam zobowiązania, bo coś obiecałem, bo mi głupio teraz się z tego wszystkiego, co obiecałem sobie lub innym, wycofać. Ale chcemy. A im bardziej czujemy, że zmiana przyniosłaby nam szczęście i spełnienie, że tam, gdzieś, jest nasz raj, tym więcej często potrzebujemy siły, by się przemóc. W takich momentach, potrafimy stanąć do walki nie tylko z całym światem, ale przede wszystkim ze sobą. Bo to w nas samych tkwi największy opór przed zmianą. To w naszej głowie śpi najwięcej demonów, najwięcej wyobrażeń i lęków przed przegraną. I to tam, nasze marzenia, są zawsze bezpieczne. A skoro są tam bezpieczne, to po co je ruszać, po co je realizować? W naszej głowie zawsze przecież będą marzeniami, a tak, musielibyśmy dać szansę im się spełnić. A co, jeśli okażą się złudzeniem? I co wtedy?

Nie lubimy tego, nie lubimy, gdy nasze marzenia okazują się iluzją, a tak się często okazuje. Nigdy jednak nie będziemy wiedzieć, czy mają sens, czy są wartościowe, jeśli nie damy sobie szansy na nowe, a tym samym na ich spełnienie. I nie ważne, jak się boimy, krok w nieznane jest właśnie tym, czego czasami potrzebujemy, by rozwinąć skrzydła. By poznać siebie.

2019-08-14

Właściwe miejsce

Kogokolwiek postawisz przed sobą na swej drodze, zawsze będziesz musiał go popychać. 
Tego zaś, w stronę którego się oglądasz, będziesz ciągnąć zawsze za sobą. 
Ten zaś, którego stawiasz wyżej od siebie, będzie zawsze umniejszał twoją wartość, bo przy tym będziesz zawsze czuł się uniżony. Ten natomiast, na którym ty stoisz, bo go uważasz za mniejszego lub mniej wartościowego od siebie, temu wyznaczysz zawsze rolę swego sumienia i przed tym będziesz się tłumaczyć, bo w jego oczach zawsze będziesz chciał być doskonały. Tego też nie uczynisz nigdy równym sobie, bo to na nim budujesz swoje fałszywe mniemanie o swej wielkości.
Gdziekolwiek zatem ustawiasz w swoim życiu innych, oni nie pozostaną ci dłużni i także ustawiają ciebie w odpowiednim miejscu. I nie zawsze będzie to miejsce, które się spodziewasz zająć. Na wiele tych miejsc będziesz musiał też zwyczajnie zasłużyć, inne zachcesz zapewne zdobyć, a jeszcze inne wyżebrzesz, błagając, by cię tam przyjęto. 
Pamiętaj zatem, gdziekolwiek stajesz, miej zawsze świadomość siebie, swojego punktu równowagi, a nigdy nie staniesz w niewłaściwym miejscu, bo każde miejsce wyda ci się na ten moment właściwe.

2019-07-13

Twoja siła

Gdy Ty wątpisz, wszyscy, którzy polegali na Twojej sile, równieżwątpią. 
Gdy okazujesz pewność, inni także na niej przy Tobie zyskują. Stają się pewniejsi siebie, silniejsi wewnętrznie i choćto Twoja siła ich prowadzi i trzyma blisko powierzchni, w pewnej chwili role mogą się odwrócić i to ich siła stanie si ękołem ratunkowym dla ciebie. A wtedy, nie odrzucaj jej. Nie musisz być najsilniejszy ze wszystkich, nie musisz zbawiaćinnych, prowadzić. Ten moment, słabości, jeśli go przyjmiesz i pozwolisz mu w sobie zabrzmieć, ukazać ci może drogę do równowagi. Ale najpierw musisz pozwolić mu zabrzmieći wsłuchać się w to brzmienie. Wierz mi, naprawdę nie musisz byćwiecznie silnym dla innych. Słabość, której doświadczasz, nie dzieje się po to, by pozbawić cię pewności siebie, bowiem tej, jeśli jest prawdziwa, nigdy się nie pozbawisz, a jedynie pychę, korony. I tylko ona poczuje się w Tobie dotknięta i naprawdę słaba.

2019-07-13



Ostatnio dodane

Tak, wiem, przeżywasz właśnie swoje WOW! Zaczęło się i nie do końca wiesz, co się z Tobą dzieje, a zapewne dzieje i to (...)


Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)