Blog


Nasz własny ogród

Tworząc swój własny ogród, zapewne, chciałbyś, aby wszystkie rośliny, które w nim zasadzić tworzyły zdrowe i harmonijne środowisko, ale czy tak jest w istocie? Czy to, co tworzymy w swoim życiu, jest dokładnie tym, czego pragniemy? Dlaczego więc, choć wyrażamy tak jasno swoje pragnienia, iż chcielibyśmy żyć w innymi w harmonii, w naszym ogrodzie jest tyle toksycznie oddziałujących na nas roślin. A może to tylko my nie znamy ich przeznaczenia i nie wiemy, jak pozytywnie wykorzystać ich energię. Jednakże, pozwalamy im rosnąć obok nas, ba, czasami sami wręcz ich zapraszamy i żywimy, w przekonaniu, iż ta roślina cudownie ubarwi naszą przestrzeń, aż do chwili, gdy stwierdzamy, że coś jest nie tak, a to, co tak pięknie się zapowiadało okazuje się być iluzją, której przestrzeń jest dla nas trująca.

Specjalnie przyrównuję teraz świat naszych relacji, do ogrodu, bowiem, duchowo, tak to właśnie wygląda. Nasza przestrzeń jest ogrodem, w którego środowisku, które przecież sami tworzymy, wzrastamy, bądź umieramy, zatruci tym, czym się otoczyliśmy, tym, co pobieramy z naszego środowiska. Ale, choć zapewne mamy o sobie doskonałe mniemanie, także często bywamy trującymi roślinami dla innych, ba, czasami wręcz chcemy, by inni się na nas długo nie pożywili, by sami opuścili nasze środowisko, gdy widzimy, jak złą tworzymy z nimi relację.  

Zatem, czego pozostaje nam życzyć? Świadomości moi kochani, bowiem i trująca roślina może okazać się lekarstwem, jeśli właściwie użyjemy jej energii, zaś, świadomość tego, co zasiewamy we własnym ogrodzie, może naprawdę pomóc nam szybko wzrosnąć, jeśli równie świadomie popatrzymy na jej wpływ na nas.

Zatem, twórzmy piękne ogrody, byśmy nie tylko my sami, ale i inni, by mogli swobodnie przy nas wzrastać. 

2019-03-04

Ja, mój przewodnik

Gdy odwracają się od ciebie obcy ci ludzie, przez chwilę może zwrócić to twoją uwagę, ale…skrzywisz się, może nawet się zastanowisz, o co chodzi i pójdziesz dalej.

Gdy odwracają się od ciebie znajomi, daje ci to już do myślenia. Zastanawiasz się, co jest nie tak, może jestem mało sympatyczną osobą, może powinienem się więcej śmiać, być bardziej otwarty. Pomyślisz, pomyślisz, jak coś wykalkulujesz, jest dobrze, może i nawet to naprawisz, albo zmienisz towarzystwo, co też może być naprawcze, ale idziesz dalej.

Gdy odwracają się od ciebie przyjaciele, ból staje się znacznie większy, bo przecież otworzyłeś serce, dałeś tyle z siebie a oni chcą już zmiany, chcą już iść dalej, Ty zaś chcesz, by wciąż było tak samo. Tu, czasami, nawet nie wiesz, co zrobić, bo więź została zerwana i albo idziesz dalej, albo szukasz sposobu, by to naprawić. I jedna i druga droga na pewno coś ci pokaże.

Gdy odwraca się od ciebie rodzina, czasami wręcz się cieszysz, że masz ich już z głowy, a czasami to boli bardziej niż cokolwiek innego. Walka może trwać latami a nawet przenosić się na kolejne pokolenia, nie mówiąc o wcieleniach. I nie rozumiesz i starasz się to sobie jakoś wytłumaczyć, i się poddajesz, i w końcu idziesz dalej, bo co innego możesz czasami zrobić?

Gdy odwraca się od ciebie ukochany/ukochana, wtedy wali się cały Twój świat. Nic nie ma sensu, dusza aż wyje czasami z bólu, bo nie rozumie, dlaczego ją to spotkało, dlaczego nie może czuć tego nadal? Ale, jak to z bólem bywa, poboli, poboli i albo wyrwiesz z korzeniem, albo wstawiasz nowy, czyli, zakochujesz się w nowym partnerze i znów wierzysz, że będzie to trwać wiecznie. 

Najgorzej jest jednak, gdy to my odwracamy się sami od siebie, gdy zaczynamy sobą gardzić, gdy mamy do siebie żal, wstydzimy się siebie, gdy nijak nie potrafimy okazać sobie uczuć. Gdy nie wyciągamy sami do siebie pomocnej dłoni, pozostawiając swoją duszę zamkniętą na cztery spusty pilnując, by nic nie wypłynęło z niej i nic do nas nie dotarło.

Gdy zamykamy się sami na siebie, stajemy się sami sobie wrogami, wiecznie źli na swoje postępowanie, wiecznie niezadowoleni ze swojego wyglądu, z tego, co osiągnęliśmy. 

To dlatego tak ważnym jest, by przywrócić łączność samemu ze sobą, by otworzyć się na kontakt ze sobą, by się od siebie przestać w końcu odwracać, by wejść ze sobą w jedność, bowiem, skoro wszystko wiesz lepiej od siebie, to może, zamiast marudzić na swoje postępowanie, zwyczajnie je napraw, a jak nie wiesz, jak, sam sobie to pokaż.

2019-02-25

Bez-myślność

Jak często nam się po prostu wydaje? Myśleliśmy, że coś jest inaczej, a okazuje się być inaczej. Myśleliśmy, że ktoś nas lubi, a okazuje się, że ta osoba tylko chciała skorzystać z naszej energii. Myśleliśmy, że on/ona nas kocha, a okazało się, że tylko chciała nas ta osoba posiąść, zdobyć, zaliczyć (jak zwał tak zwał). Myśleliśmy, że dana rzecz, którą kupiliśmy, wybudowaliśmy, stworzyliśmy istnieć będzie wiecznie (no może dłużej niż przeciętnie), a okazuje się, że jest bardziej nietrwała, niż zakładaliśmy. 

Jak często, takie ,,myśleliśmy” potrafi nas rozczarować? Bo myśleliśmy, że będzie inaczej, że będzie lepiej, lżej, łatwiej, a prawda okazuje się być inna. Niestety, często dla nas nie tylko rozczarowująca, ale i bolesna. Bo przecież myśleliśmy…

No dobrze, tylko, o czym my w takich chwilach myślimy? Że jakoś to będzie, że się samo zrobi? Że wystarczy raz i więcej nic nie trzeba będzie robić? 

A może inaczej powinnam zadać pytanie? Czy my w ogóle w takich chwilach myślimy? Mamy nadzieję, to na pewno. Łudzimy się, to też już pewniejsze, ale…myślimy? O czym? I… co to za myśli, skoro ich skutkiem jest rozczarowanie, a nie rzadko i cierpienie. Aż strach pomyśleć, czym są w nas, owe myśli, tak naprawdę wypełnione. A może, to, w owym ,,masz pusto w głowie” tkwi odpowiedź? Wiem, młodzież ma na to swoje określenie. Tylko, co z tego, że ma. My, dorośli też mamy na to wiele określeń, a i tak…myśleliśmy, że…

Ech…życie…

2019-02-20

Zobaczyć siebie w sobie

Chcąc poznać świat wokół siebie, najpierw musisz go dostrzec lub to, co chcesz w nim poznać. Podobnie jest z własną energią, jak chcesz poznać siebie, skoro nawet nie dostrzegasz siebie, ba, nawet nie starasz się czasami siebie dostrzegać, tak zniechęcać cię może już pierwszy widok. Ale, jeśli coś przyciągnie w Tobie, Twój wzrok, powędrujesz za nim, by następnie zastanowić się i zadać sobie pytanie, czym to jest, co tak mocno przyciąga mój wzrok. Czym jest we mnie owo zjawisko? Czy jest chwilowe, czy może czymś bardziej stałym lub powtarzalnym?

Wtedy zaczynasz szukać i rozmyślać nad naturą tego, co dostrzegłeś, następnie czujesz, że chcesz dotrzeć do głębi tego, zrozumieć naturę tego zjawiska, chcesz zobaczyć, co je inicjuje. A dążąc, w końcu dotrzesz do jego istoty i wtedy je pojmujesz, rozumiesz już, czym jest i jaki ma na ciebie wpływ. I jeśli ci nie zagraża, otwierasz się na doznanie całym sobą. Stapiasz się z jego naturą, czego efektem jest nasycenie. Czujesz się spełniony.

A prościej rzecz ujmując;)…patrzysz na coś/siebie i mówisz…wow…to jestem Ja.

2019-02-19

Koncentracja

W życiu, jak i przy wykonywaniu fotografii, potrzebne jest skupienie. Wie to doskonale każdy, kto choć raz wszedł w jedność z tym, co właśnie robi, gdy w danym momencie, poza tą właśnie czynnością, nie istnieje dla naszego umysłu nic więcej. Nic nas nie jest w stanie rozproszyć, nic nie jest w stanie nam zakłócić doświadczania tego, co się dzieje, a doświadczamy wtedy całą duszą, całym ciałem stając się niejako tym, co robimy.

Zdarza się też i tak, że bardzo się staramy skupić, a wciąż nas coś rozprasza. A to kręci w nosie, a to, gdzieś swędzi, a to przypływa zwątpienie, czy nam się to uda lub zniechęcamy się, marudząc, iż coś jest trudne i prawie niemożliwe do wykonania. A to sił nam brak i boimy się, czy wytrwamy do końca, a to myślimy o wszystkim, tylko nie o tym, bo wokół jest dużo więcej ciekawych rzeczy, które nas poruszają niż właśnie to, co teraz robimy. I nie ma nas. Nie czujemy tego, irytujemy się i milion razy chcemy daną czynność porzucić. Aż przychodzi moment, gdy własna wytrwałość wyzwala nas z owej niecierpliwości i nagle, to, co robimy nabiera innego znaczenia, nagle ma sens, nagle widzimy, iż możemy czerpać z tego przyjemność, wręcz rozkosz. Nagle, to, co robimy staje się dla nas źródłem twórczej pracy. 

Jeśli tego doświadczyłeś, brawo. Osiągnąłeś właśnie stan prawdziwego skupienia. A teraz spróbuj to rozciągnąć na inne sfery życia. A…zapomniałabym…powodzenia;)

2019-02-18

Ulotność

Czy zauważasz to, co pojawia się i znika w Twoim świecie? Tych wszystkich ludzi, którzy na chwilę pojawiają się w Twoim otoczeniu i rzeczywiście, przez chwilę ich zauważasz, ale, czy choć jedną z tych osób pamiętasz? Podobnie jest z rzeczami, z których korzystasz. Pamiętasz swoje stare buty, kurtkę noszoną przez jeden sezon, a nawet krócej? Czy pamiętasz to, czym wypełniałeś swoją materialną przestrzeń przez lata, książki, które w chwili zakupy wydawały się tak ważne, a dziś stanowią jedynie miejsce na gromadzenie się kurzu? Czy pamiętasz wschody i zachody słońca, które tak silnie przeżywałeś, wpatrując się z zachwytem w ich piękno. Uśmiech przyjaciół, siebie śmiejącego się na głos, tak szczerze, z serca. Pamiętasz?

Jak myślisz, dlaczego pewne chwilę głębiej zapadły ci w pamięć? Inne zaś wydały się nijakie. I co tak naprawdę przyciąga twoją uwagę? Czy już wiesz, czym wypełniasz swoją duszę?

2019-02-16

Być miłością

Gdy jesteś miłością, takie dni, jak dzisiejszy, nie wydają się wcale ani mniej, ani bardziej wyjątkowe od poprzednich. Nie oczekujesz, nie pragniesz, nie szukasz sposobu celebracji, bo Ty jesteś celebracją. Ukazujesz ją poprzez siebie, poprzez każdy gest, sposób wypowiadania słów, spojrzenie, dzieląc się nią bezwarunkowo. Ale, czy to oznacza, że inni ją w ogóle, w Tobie dojrzą? Oni mogą chcieć od ciebie wyłączności, dowodów, wyjątkowego traktowania, a ona w tobie nie szuka poklasku. Jest spokojna, cicha, niemalże niezauważalna.  

I dziwić cię może, skąd takie zamieszanie wokół niej. Skąd tyle pragnień, skoro tak łatwo można stopić z nią w jedność. Skoro tak łatwo jest nią emanować. 

Dla tych, co wciąż nie mogą/potrafią/nie chcą otworzyć serca

2019-02-16

MIłość

A gdybyś nie mógł mnie znaleźć, jestem tu, w Tobie. Głosem twych myśli, ciszą w twoim sercu, spokojem w twoim spojrzeniu, dotykiem twoich dłoni, którymi tak czule potrafisz mnie ukazać. Jestem w Tobie, choć Ty mnie możesz nie widzieć, ale jestem…

Miłość.

2019-02-16

Przemijanie

Widząc, jak bardzo nietrwały jest świat wokół nas, jak nietrwałe są rzeczy materialne, nasze relacje, przekonania, czasami bywamy tym faktem zasmuceni, szczególnie, gdy dość mocno się przywiązaliśmy do danej obecności w naszym życiu. Innym znów razem cieszymy się, że coś już się kończy, że zaczyna się nowy dzień, nowy proces, że coś nowego rodzi się do życia. Mało, kiedy jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że tu tkwi źródło naszego cierpienia.

To, co naszym zdaniem odeszło zbyt szybko, powoduje w nas ból. To, co nie chce odejść, potrafi powodować ból jeszcze większy, bo wbija w nas pazury lub zalega nam w szufladach lub w szafach. Czasami staje nam na drodze, zatrzymuje siłą, krzyczy - Stój! jeszcze ja. I tego byśmy się pozbyli najchętniej. Gorzej jest, gdy to my nie chcemy, by coś się skończyło, by się rozpadło, by umarło naturalna śmiercią, by dokonało własnego wyboru i poszło swoję drogą. Wtedy to my krzyczymy – Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie!

Możemy też krzyczeć delikatniej, mówiąc. Co za badziew, kto to teraz robi takie byle co, ledwie człowiek kupi, troszkę pochodzi w tym i do wyrzucenia. Co to ma być? Nikt się już nie stara, nikt nie dba o jakość. Nikomu nie zależy. I to nie tylko, jeśli chodzi o rzeczy materialne. Nasze relacje są podobnie nietrwałe. I równie dla nas ważne pod względem cierpienia, którego w nich doświadczamy. I można się z tym, oczywiście, pogodzić, ale można i spojrzeć na to od innej strony. Kwiat nie usycha po to, by zadać nam cierpienie, ale po to, by jego energia mogła przejść kolejny cykl, śmierci i narodzin. Tak samo dzieje się w naszym życiu, coś, co umiera, przechodzi jedynie przez ten sam cykl, a to tylko przywiązanie i niechęć do zmian czyni nas tak zasmuconych z tego powodu. 

Gdy jednak poddamy się mu w sposób świadomy, proces wyda nam się nie tylko ważny, ale i sami chętnie zaczniemy korzystać z jego dobrodziejstwa, a wierzcie mi, warto.

2019-02-16

Przenikanie

Wszystko się przenika nawzajem. To, co dla nas materialne, darzymy zarówno uczuciami, jak i emocjami, myślimy na ten temat, tworzymy nowe rzeczy, sprawiamy, były dla nas coraz bardziej komfortowe, byśmy mogli widzieć w nich swój własny rozwój, postęp by ukazywały nam nasza ewolucję. To, co dla nas materialne, potrafimy darzyć takim samym uczuciem, jak i siebie nawzajem. A dzięki temu, wszystko, co postrzegamy jako część siebie, uczy się tego, co nas otacza. Poprzez zaś obcowanie z tym, co sami tworzymy i co zachwyca nas w dziele innych, uczymy się czuć z tym jedność. Jeśli zaś jej nie umiemy czuć, uczymy się doprowadzać do niej. Wszystko więc z jedności i do jedności wraca. Taka nasz droga. Pełna zjawisk i rozproszenia. W końcu jednak wszystko i tak cichnie, burze przemijają, natura rzeczy ukazuje się w pełnej, swojej krasie.

2019-02-07

Istnienie we mnie

A choćbym miała i sama istnieć we wszechświecie, niczego brakować mi nie będzie. Bom kompletna w sobie. Bo nic we mnie, nie należy do mnie. Bo wszystko, na co oko me zwróci uwagę, jedynie zjawiskiem wokół mnie. 

A choćbym miała i samotności doznać wśród ludzi, niczego brakować mi nie będzie. Bom kompletna w sobie. Bo cisza, którą przeniesie mi samotność, ciszą tak naprawdę nie jest, a tylko było mi jej trzeba, bym zobaczyła, jak barwnym jest ten świat.

A choćbym miała i całą ścieżkę przejść sama, nikogo brakować mi na niej nie będzie. Bom kompletna w sobie. Bom sama jestem ścieżką, którą kroczę. Bom wypełnieniem, feerią swych własnych barw. Bom kompletna w sobie.

2019-02-04

Kompletność

Ten, kto odkrył, kim jest naprawdę, nigdy tak naprawdę niczego nie utraci, bo cała wartość tego, co ceni, jest w nim samym. Ten też nigdy też się nie podda, bo tak naprawdę nigdy nie utracił siebie. Ten zaś, kto tylko czerpie z innych, a nigdy nie posłuchał siebie, ten tracić będzie każdego dnia, bo nigdy tak naprawdę nie doznał prawdziwej wartości niczego.

2019-02-04

Tożsamość a utożsamianie

Dopiero, gdy tracimy to, co wydaje się dla nas najcenniejsze, możemy zobaczyć, jak mocno byliśmy do tej rzeczy przywiązani. Poznamy to po stopniu bólu, którego doświadczymy w takim momencie. Po cierpieniu i stracie, jakby to właśnie ta rzecz nas definiowała. Jakby to jej obecność w naszym życiu mówiła, kim jesteśmy. A przecież, jesteśmy i bez tego. Nadal mamy ciało, własną tożsamość, marzenia, myśli, pragnienia. Nadal dysponujemy tą samą siłą, która doprowadziła nas do osiągnięcia tamtej rzeczy.

Podobnie jest z naszymi relacjami. Gdy tracimy kogoś, kogo, jak nam się wydawało, tak mocno kochaliśmy, iż nie wyobrażaliśmy sobie wręcz życia bez tej osoby, dopiero wtedy możemy zobaczyć, jak bardzo się z tą osobą utożsamialiśmy, aż straciliśmy część własnej tożsamości. Po czym to poznać? Po bólu, który doświadczamy po utracie, bowiem wtedy czujemy, jakby umarła cząstka nas samych. Tylko, co tak naprawdę w nas umiera, gdy coś lub kogoś tracimy? Iluzja o szczęściu, jaką dawała nam obecność tej energii w naszym życiu? A może wręcz odwrotnie, żal, że czegoś nie dopełniliśmy, choć mieliśmy taką szansę? To, zatem, jaką część siebie tak naprawdę tracimy? A może, skoro tracimy, to nigdy nie było nasze? Byliśmy jedynie użytkownikami tej energii? Na chwilę, na ten krótki moment, gdy była blisko nas, mogliśmy za jej przyczyna coś poczuć. Teraz zaś, nie potrafimy sami już tego odtworzyć, choć, przecież, niczego nam nie brakuje. Wciąż jesteśmy kompletni, mamy te same zdolności. To skąd w nas zatem taki smutek i żal?

2019-02-03

Słuszność własnych racji

W sumie, jeśli się uprzemy, udowodnić możemy w zasadzie wszystko. Słuszność swoich racji lub niesłuszność cudzych racji, własne przekonanie, że coś jest jakieś lub cudze kłamstwo. I choć nie zmieni to samej prawdy, my i tak możemy dojść w tym naszym argumentowaniu, nawet do czystej perfekcji. A co wtedy, gdy upieramy się w tych naszych przekonaniach i nagle sami zaczynamy widzieć coś więcej. I nagle dociera do nas, że i nasze wcześniejsze widzenie czegoś, w jakiś konkretny sposób, było błędne. Zmieniamy sami zdanie i na nowo przekonujemy, do nowej słusznej racji? Kim zatem się stajemy, gdy wcześniej, bez trudu przychodziło nam coś krytykować, a później sami nagle zaczynamy to np. robić. Skąd w nas taka chwiejność tych naszych przekonań? Do kogo też macie większy szacunek, do tego, który zbłądził, przyznał się i naprawił swoją drogę lub postępowanie? Czy bardziej do tego, który uparcie tkwi w swoich przekonaniach i udowadnia swoją siłę? Komu byście szybciej wybaczyli? Temu, który przeprasza, nawet szczerze wyrażając swój żal i skruchę, czy temu, który w imię sprawiedliwości, wyrównuje rachunki? Kto szybciej z nich dostrzeże prawdę? Ten, który jest o tym przekonany, czy ten, którego zaprzątają sprawy tego świata?

To tak na dziś, do przemyślenia. Czasami warto skierować swoje myśli na zupełnie inny tor. 

2019-01-15

Wolność od i do

Gdy ktoś mówi, chcę odejść z Twojego życia, nie płacz po nim. Nie trzymaj go też i nie przywiązuj się do stanu jego obecności, bez względu na to, jak wielką sprawiła ci ta obecność przyjemność. Niech idzie, a każda twoja myśl będzie pełna wdzięczności za czas wspólnego obcowania. Podobną wolność daje też i sobie, i nie zatrzymuj się, idź cały czas dalej, bez względu na to, jak mocno ktoś będzie chciał cię przy sobie zatrzymać, tłumacząc, iż jesteś wciąż mu/jej potrzebna. Nie bój się też, że zranisz tę osobę, odchodząc. Jeśli waszą relację łączyło przywiązanie do siebie, w pewnej chwili więź stanie się ograniczeniem dla któregoś z was. Więzieniem lub miejscem, gdzie męczyć się będziecie oboje. Jedno, myśląc cały czas o odejściu, drugie, myśląc cały czas o zatrzymaniu cię przy sobie. Tu się jednak nie obawiaj, nie wszystkie Twoje relacje takie są. Nie musisz się wyrywać całemu światu, chyba, że tak się czujesz. To jednak będzie oznaczać, iż źle ci zapewne i samej ze sobą. Źle ci z własnymi myślami, źle, gdziekolwiek się udasz i źle, czymkolwiek się zajmiesz. Po prostu ci źle, bo przyzwyczaiłaś się, iż ktoś ciągle musi być obecny w twoim życiu, ktoś ciągle musi się Tobą zajmować. Nawet rzeczy traktujesz zapewne, jak swoje. Nawet do nich się przywiązałaś i nie oddasz, nie pozwolisz też innym ich ruszyć i czekasz zapewne, aż się rozpadną. A i wtedy może być ci ich żal. Bo były Twoje.

Powiedzcie mi zatem, proszę, jaka jest wasza wolność, dużo was sił kosztowała? Czy jednak nadal potraficie walczyć o kogoś, kto mówi wam, nie chcę cię. A jeśli chodzi o was, łatwo wam przychodzi zostawić innych i iść dalej?

2019-01-15

Nieomylność

Jakikolwiek nie postawiłbyś sobie przed sobą cel, jeśli nie usuniesz przeszkód, nie dotrzesz do niego, bez względu na to, jak sprytne są twoje posunięcia. Podobnie jest z twoimi zdolnościami lub umiejętnościami, jeśli nie okażesz choć odrobiny pokory, wydawać ci się będzie, że wiesz już wszystko i nic już nie musisz. Nie musisz się uczyć, ćwiczyć, nie musisz się już nikim ani niczym inspirować. Prędzej zaprzeczysz wszystkiemu, wymyślisz milion wymówek, ale nie przyznasz, że czegoś nie wiesz. Bo przecież w Twoim umyśle, to takie proste, wystarczy chcieć. Bez wysiłku, bez problemów. Wystarczy tylko wyrazić pragnienie, a samo się stanie. I wyrażasz je i nic się nie dzieje. Lub dzieje się, ale nie to, co chciałeś. Czasami dzieje się to, ale nie tak, jak byśmy chcieli i wtedy to dopiero mamy powód do frustracji. Nie ma bowiem dla nas większego nieszczęścia niż brak świadomości, jakimi możliwościami tak naprawdę dysponujemy. A dysponujemy. I kiedy już je widzimy, dopiero wtedy dziwnym nam się wydaje, że ich nie widzieliśmy wcześniej. A przecież to takim prostym wydaje się, gdy widzimy je wszystkie. Wystarczy zrobić to i to i już to mamy. Wystarczy ominąć tę przeszkodę i już możemy prosto zmierzać do celu lub nie robić czegoś konkretnego. 

To dla tego są tak ważne, dlatego tyle uwagi im poświęcamy i wciąż chcemy je odkrywać, wciąż widzimy, że jest ich dużo więcej. 

Szczęśliwy zatem ten, kto potrafi dostrzec ich wystarczająco dużo, by odkryć, jaką tak naprawdę ma kroczyć drogą, by dotrzeć prosto do swojego celu. Ślepiec zawsze będzie kluczyć, błądzić w swoim umyśle, przeświadczony, że idzie dobrą droga i nigdy nie spojrzy na nikogo, by o nią zapytać. Może też unieść ją wysoko, gdy ktoś mu wskaże błąd, bo choć popełni błąd, w jego mniemaniu to bez znaczenia. Tak ślepe są bowiem w nas przekonania o swej nieomylności. I jakże surowym nauczycielem jest wtedy czas, gdy nie da się już uciec od konsekwencji. 

2019-01-15

Wychowywać czy dać się wychować?

Pewne nasze cechy zawsze będą przyciągać innych i wydawać im się atrakcyjne w nas, inne zaś odpychać. Podobnie jest i w naszym przypadku. Jedne cechy nam się podobają w innych, inne nie. Czasami ktoś spojrzy na nas i powie, o, jaki ty jesteś fajny, jaki dobry, jaki naiwny. Jak ja lubię takich ludzi, takich słodkich, ciepłych i czułych. A czasami wręcz przeciwnie, ktoś popatrzy na, nas i powie, kurczę, wiesz, masz w sobie coś niepokojącego, mrocznego, wywołującego dreszcz na plecach, ale to jest właśnie to, co mi się w tobie podoba. Niekiedy patrzymy na kogoś i od razu widzimy w nim substytut rodzica, od razu chcemy się w tę energię wtulić, poczuć jej ciepło, a czasami, to w nas budzi się przy kimś rodzic i na przykład widzimy szansę na to, by na kimś poćwiczyć rolę rodzica. Gorzej, gdy własne dziecko przejmuje rolę rodzica i zaczyna nas wychowywać, tak silną bowiem emanujemy niedojrzałością, nie mając nawet tego świadomości. Czasami taką rolę odgrywa nasz partner, a czasami wychowujemy się nawzajem, przechodząc etapy, od seplenienia, do: dorośnij w końcu lub, zachowywałbyś się w końcu poważnie, przestań zachowywać się jak małe dziecko.

I, o ile na początku, gdy rola rodzica jest w szczytowej fazie rozkwitu, kompletnie nam to nie przeszkadza, to już później, gdy oczekujemy powagi i zaczynamy iść w drugi biegun, zaczyna nas to naprawdę mocno drażnić. I to nie tylko w tej drugiej stronie, ale i w nas samych. W końcu mógłby ten bachor w nas i w innych dorosnąć. Ile można seplenić, ile można się pieścić ze sobą?

Dlaczego tak się dzieje? Otóż, gdy wchodzimy w jakiś układ ról, na początku każda ze stron poddaje się ich wpływowi i zaczyna odgrywać je całym sobą. Ale, jak wszystko wokół nas i ten układ będzie chciał w końcu ewoluować i wejść w kolejne fazy rozwoju, czyli dojrzałości. A wtedy, wtedy zaczyna się problem, bowiem, jeśli to my czujemy, że chcemy dojrzeć, dziecinność naszego otoczenia będzie dla nas zwyczajnie irytująca. Jeśli jest odwrotnie i to my nie chcemy dojrzeć, to my będziemy irytować tych, którzy chcą pójść dalej w swoim rozwoju. I to oni będą szukać od nas wolności, no chyba, że wykażemy tendencję do rozwoju, wtedy stworzymy poczucie, że idziemy razem. I takich przykładów pewnie podacie wiele. Niestety, dzieje się też to drugie, czyli niechęć którejś ze stron, by dojrzeć. I tu też pewnie sypnęlibyście przykładami, gdy mieliście zwyczajnie dość niedojrzałości kogoś wam bliskiego, kto nie chciał dorosnąć, spoważnieć. Kto ciągle, jak małe dziecko, upierał się na jedno, choć wokół było mnóstwo innych możliwości.

Co wtedy zrobić? Zostawić? Pójść dalej samemu? Tłumaczyć? Liczyć na cud, że w końcu dotrze do mózgu? A może zostać i cierpliwie wychowywać dalej? Tylko, czy nam się będzie chciało? No właśnie. Co zrobić w takiej sytuacji? 

A jak wy wtedy się zachowujecie? Macie jakieś pomysły?

2019-01-07

Rezygnacja

To, co widzimy blisko, nawet, gdy czujemy, iż jest sprzeczne, nie jest trudno pogodzić, gdy czujemy, że pogodzenie tego w sobie, przynosi nam nie tylko stan ulgi, ale i odczucie zrównoważenia. Trudniej jest dostrzec to, co wymaga już większej uwagi i wysiłku, by tam dotrzeć. Podejmujemy jednak ten trud, bez względu na koszty i wysiłek, gdyż czujemy, iż tej właśnie równowagi potrzebujemy, by móc zrobić kolejny krok do przodu w naszym rozwoju.

Niekiedy potrzebujemy oddalić się tak daleko od siebie, iż prawie cudu potrzeby, by stamtąd wrócić. Miło jest oczywiście, gdy ktoś idzie z nami, gdy czujemy wsparcie tych, którym ufamy, ale, nawet ci, którzy idą z nami mają swoją wytrzymałość psychiczną a czasami i fizyczną. Nawet oni mogą w pewnej chwili powiedzieć, dalej już z Tobą nie pójdę, bo zwyczajnie nie mam sił. Jak się wtedy czujemy? Czasami opuszczeni, czasami zawiedzenie, gdy spodziewaliśmy się, iż ktoś z nami pójdzie dużo dalej. Uszanujmy jednak wolę tych, którzy zwyczajnie nie chcą nam towarzyszyć w dalszej podróży, widocznie, do tego właśnie miejsca mieli dotrzeć z nami i w sobie. Oni także mają do tego prawo, by to poczuć. Nie są przecież na nasze zawołanie. A jeśli zawiedliście się na nich, bo okazali się słabsi, cóż, tu już warto przyjrzeć się własnym intencjom, bo sami dalej nie musimy wcale dojść. 

2019-01-05

Umiar

Czasami tak bardzo zapędzamy się w naszych relacjach, iż sami tracimy umiar, przyzwalając na rzeczy, na które normlanie byśmy nie przyzwolili. Czasami liczymy na opamiętanie drugiej strony, ale okazuje się to być najczęściej pobożnym życzeniem, bo niby dlaczego ta druga strona ma się opamiętać, skoro my jej na to pozwoliliśmy, by nas potraktowała w konkretny sposób. Bo ma własny rozum? Pewnie jakiś ma, ale może jej przecież brakować świadomości wewnętrznej, nie mówiąc o intencjach. Nie musi tego wiedzieć, nie musi też posługiwać się wobec nas rozumem, choć takie może być nasze pragnienie. Przecież my też nie jesteśmy wcale inni, my również potrafimy potraktować innych w sposób, który oni uznają za raniący. My także możemy nie rozumieć, o co chodzi tej drugiej stronie, jakie ma intencje, po co na przykład tak uparcie drąży jakiś temat, choć nam się wydaje, iż dawno powinna sobie go odpuścić. Po co trzyma się danego miejsca zamieszkanie, choć mówi, że jej tam źle, po co siedzi w danym związku, pracy, jakiejś relacji, po co żali się, że jest nieszczęśliwa, skoro może wyjść z tego i zmienić swoje życie. 

Przychodzi jednak taki moment, gdy nasze marudzenie zwyczajnie zaczyna innym przeszkadzać, gdy nasze wieczne deklaracje, zrobię to, tamto, siamto, stają się ciągiem pustych słów. Gdy nasze obietnice zbywane są uśmiechem, zanim dokończymy je w ogóle wypowiadać. Gdy nasze zapewnienia okraszane są krótkim, jasne. 

Przesycamy się nawzajem, sobą innych, jak i sami dochodzimy do momentu, gdy czujemy, że więcej już nie jesteśmy w stanie przyjąć cudzego naiwnego myślenia, postępowania, mówienia o tym samym, i wciąż o tym samym, i wciąż o tym samym, bez najmniejszych perspektyw na zmianę. 

I choć bardzo nas rani, w takim momencie, odrzucenie innych, zastanówmy się, czy inni nie czują po prostu tego samego, co i my, gdy mamy dość ich energii. Pytanie zatem na dziś, ile tak naprawdę jestem w stanie znieść? Na ile jestem w stanie przyzwolić, jak duża jest moja cierpliwość? I po co mi tak naprawdę to wszystko? Jaką granicę chcę tak naprawdę zbadać?

No to się zastanawiamy.

2019-01-05

Upór

Przyjemnie jest go odczuwać, gdy pokazuje nam konsekwencję, z którą dążymy do wyznaczonego celu, ale co wtedy, gdy staje się dominujący w naszym życiu i wszystko nam w nim układa?

Upór, bo to o nim mowa.

Gdy czujemy jego siłę za plecami, potrafi nas przepchnąć przez największe trudy życia. Ciągnąć do wyznaczonego celu, pomagać nam pokonywać różne przeszkody, ale co wtedy, gdy upieramy się na to, by iść przez życie z tą a nie inną osobą, że partner ma być taki a nie inny, tak a nie inaczej ma się zachowywać, bo jak nie będzie, to wolimy być już singielkami, byle tylko nie zejść poniżej jakiegoś poziomu wyobrażeń. Podobnie jest z pracą. Gdy potrafimy wykorzystać nasz upór, potrafimy i dojść z nim pod rękę do stanu, który chcemy osiągnąć. Zrobić karierę, osiągnąć sukces, zdobyć wymarzone stanowisko, być, kim chcemy. Ale, co, gdy znów, zaczynamy mu podlegać aż nadto i niczym osiołki, bez obrażania zwierzęcia oczywiście, w jedną i tylko w jedną stronę chcemy iść, w jeden i tylko w jeden sposób chcemy coś realizować, zmuszamy innych do uległości, bo wydaje nam się, że my wiemy lepiej od nich, jak mają podążać i co robić w życiu.

Jak to mówią, w równowadze, wszystko jest zawsze pięknie widoczne i ułożone, ale wystarczy małe zachwianie równowagi, by z uporem maniaka niszczyć to, co zaczęliśmy, lub uparcie wychowywać innych, choć inni mogą tego wcale nie chcieć. Z uporem możemy też udowadniać innym swoją rację, tępić lub przekonywać do swoich wizji życia. Wszystko w zasadzie możemy, tylko, kiedy robi nam się w tym naszym uporze tak naprawdę niewygodnie? Bowiem, nie ma się co oszukiwać, nie zawsze będzie wiał nam wiatr w żagle i przyjdzie taki moment, gdy opór stanie się przeszkadzający. Oby oczywiście nie w chwili, gdy już zryjemy cały chodnik piętami wokół domu lub posypie nam się życie, bo przez własny upór doprowadziliśmy np. do zerwania fajnego związku, popsucia fajnej relacji lub nie dopuściliśmy do siebie nikogo, z kim moglibyśmy stworzyć dobrze rokujący związek, bo uparcie wierzymy, że to ma być rycerz na białym rumaku. 

Kiedy zatem robi się wam niewygodnie z własnym uporem? Widzicie w ogóle jego działanie w swoim życiu? W takim razie, zadanie na dziś: Spróbujcie rozróżnić, jak wiele rzeczy udało wam się w życiu osiągnąć, właśnie dzięki własnemu uporowi i jak wiele rzeczy, dzięki niemu popsuć. 

2019-01-04