Cierpiące przekonania


Mało kiedy lubimy, gdy coś nie idzie po naszej myśli. A już zupełnie nie znosimy, gdy nie dzieje się według naszej woli nie mówiąc o tym, jak irytuje nas, gdy coś lub ktoś nam się przeciwstawia lub wtedy, gdy coś przychodzi nam z trudem.

Gdy takie sytuacje dzieją się w naszym życiu potrafimy ukazać całą skalę naszych reakcji, zacząwszy od lekkiego zaniepokojenia, skończywszy na ciężkiej irytacji aż do najgłębszego stopnia załamania, które objawia się cierpieniem i na tym chciałam dziś skupić waszą uwagę, na cierpieniu.

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dusza w ogóle cierpi? Co sprawia, że zamiast być sobą, przejawiać swój pierwotny stan i dobrze się bawić drze się wewnętrznie, płacze, kuli i rozpacza, często tak demonstracyjnie, iż wciąga w swój stan całe otoczenie domagając się uznania jej cierpienia, zrozumienia dla siebie, czyli... tak naprawdę, czego?

Widząc osobę, która cierpi, owszem możemy jej współczuć, możemy chcieć ją pocieszać, a nawet jej starać się w jakiś sposób pomóc, ale jak się często okazuje samo współczucie nie rozwiązuje problemu, co najwyżej weźmiemy na siebie część energii, którą przygniotła się osoba, której współczujemy. Możemy też oczywiście poświecić jej swój czas i szukać dla jej problemów rozwiązania, jednakże, jeśli nie będzie to zgodne również i z jej wolą, może okazać się, że naszą pomoc potraktuje jako chęć manipulowania nią, wymuszania gotowości do zmiany lub wręcz zamach na siebie, gdy zwrócimy jej jakąkolwiek uwagę, iż, jeśli chce sobie pomóc powinna pewnym rzeczom lub osobom odpuścić. Tylko, jak ta dusza ma komukolwiek lub czemukolwiek odpuścić, skoro poświeciła swej walce i uporowi tyle czasu?

Patrząc na cierpiącą duszę można doznawać na jej widok różnych stanów, od litości, przez współczucie, aż do złości, że uparła się, by w danym stanie tkwić. Możemy także wobec takiej duszy przyjmować różne postawy, od takich, w których będziemy się z nią i jej cierpieniem utożsamiać, aż po takie, gdzie będziemy ją odrzucać i wręcz nią gardzić i jej cierpieniem lub złościć się na nią, że nie robi nic, by z tego wyjść. Niektóre dusze są tak zarozumiałe w swym cierpieniu, iż wszelką pomoc traktują wręcz jak próbę wpływania na ich wolę. A, gdy jakieś słowa prawdy o ich cierpieniu za mocno trafiają w sedno potrafią, wręcz zakończyć znajomość, uciec i odizolować od ludzi, bo skoro jednej osobie udało się ich rozgryźć pewnie i inni widzą już, że po części udają.

Na czym zatem polega kłamstwo związane z cierpieniem duszy?

Prawdziwym na pewno w cierpieniu jest to, że dusza odczuwa ból. Nie ważne na jakim poziomie odczuwa cierpienie, jego objawieniem fizycznym i postacią, którą odczuwa dusza jest ból fizyczny lub psychiczny, albo nawet i głębszy, egzystencjonalny. Tu musicie pamiętać, że wszystko, co prowadzi do cierpienia ma swoją przyczynę. Nauczyliśmy się widzieć czasami jedynie stan cierpienia i tylko na nim skupiać uwagę, a mało kiedy zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób ta dusza, do tego doprowadziła? Nauczyliśmy się także pielęgnować cierpienie ludzkie, wydłużać je w nieskończoność, podtrzymując sztucznie życie lub stany różnych chorób, jakby nam było mało tego, co doświadczyliśmy do tej pory. Tu można się zdenerwować, że nie rozumiem, iż czasami nie ma wyjścia, że czasami cierpienie jest nam zadawane przez innych i nie mamy wpływu na swój los. Niestety, dusza zawsze ma wpływ na swój los. Nie ma wpływu na swoje przeznaczenie, ale na swój los zawsze, bowiem zawsze może podjąć inną decyzję, a każda podjęta decyzja składa się na wiele innych decyzji i jeśli dusza zacznie być świadoma tego, czego chce lub tego, o co jej chodzi i gdzie chce dotrzeć, wtedy jej decyzje zmienią jej życie. W tym momencie także można chcieć dyskutować, iż przecież dusza nie zawsze jest świadoma swego losu, nie mówiąc o świadomości podejmowanych decyzji i zanim się tego nauczy mogą minąć wieki. Dlatego też, do chwili, gdy nie wykształci swej świadomości doświadcza niewygodny różnych stanów, co uczy ją, że jeśli zrobi daną rzecz jej skutkiem będzie ból lub inny stan, który nie jest miły w odczuciu. To tak jak z małymi dziećmi, które cały czas uczą się korygując własną postawę lub ciekawość. Dziecko wykorzystuje wszystkie zmysły do tego, by wykształcić w sobie świadomość tego, co jest dobre a co złe i niesmaczne. Jego umysł jest otwarty i nie trzeba mu wiele, by zrozumieć, że jeśli coś mu nie smakuje to oznacza, że ma tego nie jeść. Podobnie jest z innymi zmysłami, dlatego w tym okresie uczymy się najwięcej, gdyż później zaczyna się już manipulacja duszy, która dopuszcza do głosu własne intencje i nie ważne, że jej coś nie smakuje, żre lub pije do oporu, ba, jest nawet w stanie wmówić sobie, że to, co jej szkodzi jest dobre dla jej zdrowia. Aby było ciekawiej, dusza potrafi sama stworzyć przekonanie, że inni gadają bzdury, iż coś jest szkodliwe i ona na pewno udowodni, że tak nie jest.

Jednakże, o ile łatwo jest znajdować przykłady szkodzenia sobie i działania negatywnych intencji, jeśli chodzi o żywienie i negatywne nawyki, o tyle już trudniej jest nam dostrzec, że nasze relacje mogą mieć na nas podobne oddziaływanie. Ale, o ile łatwo jest odstawić jakąś używkę, alkohol lub coś jeszcze bardziej szkodzącego na półkę( no może w teorii), o tyle uwolnienie się od toksycznych relacji jest dla duszy czasami nie wyobrażalnie trudne. I nie ważne, że dusza w danej relacji cierpi(czyli doświadcza już bólu fizycznego lub psychicznego), trzyma się uparcie swoich przekonań i cierpi, wmawiając sobie, że nie może się rozstać, bo dzieci, praca, wspólne interesy, kredyt i milion różnych powodów(choć przecież wszystko można pogodzić i ułożyć tak, by nawet w opcji ,,osobno" dalej sprawnie działało). Tylko, jeśli by się tak zagłębić w jej prawdziwe intencje tkwienia w danej relacji odnaleźć można najczęściej zupełnie inny powód.

Pycha.

Jak myślicie, jaką rolę może odgrywać w cierpieniu?

Skupmy się przez chwilę na niej i jej zakamuflowanym oddziaływaniu na duszę.

Zastanówmy się, biorąc to na zdrowy rozum, przecież dusza ma prawo wyboru, może nie żreć, nie pić świństw, rozwijać się, poznawać siebie jak i rzeczywistość w której żyje, może nauczyć się odnajdywać drogę z każdego stanu do stanu pełnej świadomości, a co za tym idzie także i pełnego zdrowia, szczęścia i wyższych wibracji. Przecież ona to wszystko może, a jednak woli cierpieć upierając się na tkwienie w jakimś miejscu, relacji, w jakimś stanie. Przecież w tej rzeczywistości tak naprawdę każdy stan ulega ciągłemu przekształceniu, co oznacza, że już w tym tkwi samo rozwiązanie problemu, bo skoro wszystko ulega ciągłej przemianie to i ja, a skora ja się ciągle zmieniam, to mogę się przemienić i do postaci, w której będę szczęśliwa, zdrowa, świadoma(chyba nie jest to zbyt skomplikowane, prawda?). A jednak zobaczcie, dusza woli cierpieć, tkwić w czymś i dalej cierpieć przekonując wszystkich wokół, że doświadcza złego losu, tylko gdyby tak inaczej na to spojrzeć, zastanówcie się, jakiej duszy może przyjść do głowy, by upierać się na to, aby wydłużać w nieskończoność stan cierpienia. Na co się można wiekami tak upierać? Bo coś nie idzie według jej myśli, bo inni nie poddali się jej woli? Bo nie jest tak, jak sobie na początku założyła, że będzie, z założeniem, że będzie oczywiście tak, jak ona chce by było. To dlatego dusza cierpi, bo się upiera, bo chce na siłę zmieniać inne dusze i rzeczywistość, bo się złości, że nie jest tak, jakby chciała, by było, choć uparta nie zmieni oczywiście zdania, woli jęczeć, a czasami nawet bardzo głośno, obnosząc się ze swoim smutkiem, będzie nawet robiła cyrk, ale postawy nie zmieni.

Dlaczego? No właśnie, ano z pychy tego nie zrobi, bo innej przyczyny w sobie nie znajdzie. Dlatego też, jeśli chcecie z czegoś wyjść, zawsze szukajcie ukrytej pychy. Zawsze szukajcie we wszystkim jej roli, bo tylko to wyjaśnia, skąd w duszy taki upór, skąd jej przekonania o swojej boskiej mocy, a jeśli spojrzycie od jej strony, sami dostrzeżecie, jak słuszną ma zawsze rację, jak wielka jest w swych przekonaniach, bez względu na to, czy bardziej świadczą o jej naiwności, czy o głupocie.

patrząc zatem czasami na duszę, aż by się chciało czasami powiedzieć złośliwie, że skoro nic nie jest już w stanie nauczyć jej rozumu, to cierpienie jest naprawdę dobrą nauczycielką i chyba tylko ona jedyna ma cierpliwość, by uczynić pysze niewygodnym życie, za nic mając jej wielkość, nie mówiąc o boskości, dlatego...dlatego może mniej litujmy się nad sobą tylko, a czasami ruszmy pupę z tronu i zacznijmy się rozwijać, zmieniać swoją postawę, życie, bo naprawdę warto. No chyba, że ktoś woli cierpienie, wtedy szacunek dla jego uporu.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)