Co na nas zasługuje?


Na co zasługuje moja wyjątkowość? Czy w ogóle na coś zasługuje? I, dlaczego muszę na coś w ogóle zasługiwać, by to mieć? Nie mówiąc już o odwróceniu lustra. Czy naprawdę mój partner musi na mnie zasłużyć? Czyli, co? Musi się dla mnie starać, bym go obdarzyła łaską i uwagą? Słać mi drogę do kuchni, toalety i innych pomieszczeń płatkami róż, bo po zwykłej podłodze, to raczej się nie uda i nie przejdę? Wiecznie zabiegać o moją uwagę? Bawić mnie, bym się nie nudziła? Chwalić, bym w ogóle poczuła, żem wartościowa. Cenić, czyli przekładać moją wartość na podarunki, którymi ma mnie licznie i hojnie ma obdarzać? Bo jak nie, to co? Strzelę focha? Sama się zaspokoję?

Kiedyś, lata temu, po trudnym doświadczeniu, podczas próby tworzenia związku, usłyszałam od mojej przyjaciółki. – Znajdziesz sobie jeszcze takiego faceta, który będzie na ciebie zasługiwał.

I tu, przyznaję, coś we mnie się wtedy wzburzyło. 

- Dlaczego on ma na mnie zasługiwać? – Zapytałam, chcąc zrozumieć, co ma na myśli. – Chcę jedynie, by poczuł się przy mnie dobrze. – Ciągnęłam wywód. – Chcę, bym sama czuła się dobrze ze sobą, bez potrzeby szukania potwierdzenia wartości w jego oczach. Bo się zawiodę. Bo może mieć akurat gorszy dzień, bo może być niedomyślny, bo coś ważniejszego mogło zaprzątnąć mu waśnie umysł niż bieganie za mną i dowartościowywanie mnie. 

- To nie chcesz, by mu na Tobie zależało? By cię pragnął?

- Nie. Chcę, by widział sens bycia obok mnie, podążania w tym samym kierunku. By widział mój spokój, to, czego może się ode mnie nauczyć, cechy, których może ode mnie nabrać. Bo dzięki temu, sam mi ukaże swoją wartość, to, czego ja się mogę od niego nauczyć, co mogę wzmocnić, co pozwoli mi wzrosnąć w mojej świadomości.

- Takie związki nie istnieją. – Odparła moja przyjaciółka. - Nie ma świadomych facetów.

- Może jest ich mniej, ale, rozwijając się samej, mogę sprawiać, iż mój partner będzie czuł wpływ tego rozwoju. 

Dwadzieścia pięć lat później…

- Kochanie, czy Ty podziwiasz moją wyjątkowość? – pytam męża przy śniadaniu.

- Ale o co chodzi? – pyta zaniepokojony. – Popsułaś coś? Co się pobiło?

- Nie, nic. – Uśmiecham się szeroko, widząc, że się rozgląda z niepokojem po kuchni. – Tak tylko pytam. Bo wiesz, ja twoją podziwiam, ale to jak podziwiam. – Specjalnie podkreślam ostatnie zdanie. Bo wiecie, to mężczyzna, trzeba. – I chciałam zapytać w związku z tym, czy się czujesz doceniony?

No i tu…zdezorientowałam chłopa. I chciałabym coś dopisać, ale dalej myśli. Trochę to niepokojące, przyznaję, bo tak jakoś długo myśli. Jak się odezwie, dam znać.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)