Drugi fragment powieści


Następnego dnia, gdy dochodzę do polany na końcu półwy- spu, z daleka dostrzegam Mateusza, który siedzi dokładnie w tym samym miejscu, w którym ja znajdowałam się wczoraj. Głowę ma pochyloną, jakby coś czytał lub przeglądał. Przez chwilę stoję w pewnej odległości, przyglądając mu się uważnie. Przez niego nie spałam całą noc, a moje myśli raz za razem po- wracały do jego oczu. Nie wiem nawet, ile razy przeglądałam zdjęcia, które zrobiłam mu na polanie.

Mama od razu zauważyła, że coś się ze mną dzieje dziwne- go, bo zamiast zjadać z apetytem kolację, siedziałam godzinę, grzebiąc bezmyślnie w talerzu.

– Cześć – mówię z jakimś dziwnym napięciem w głosie. Nie wiem, czego oczekuję po tym spotkaniu, ale nie mogłam się doczekać, aby przyjść na polanę, długo zastanawiając się, co mam na siebie założyć. Nie mówiąc o włosach, które po- zostawiłam rozpuszczone, samej zastanawiając się, po co ja to robię.

Ponosi głowę i uśmiecha się na mój widok.

– Cześć, zostawiłaś tu wczoraj swój szkicownik – prze- chodzi od razu do rzeczy. – Przyniosłem go dziś, by ci od- dać. – Podaje mi szkicownik, a ja zauważam, że jest otwarty na stronie, gdzie starałam się naszkicować jakiś obraz z ostatniego snu, który mnie prześladował od dość dawna. – Wybacz, że do niego zajrzałem, ale nie potrafiłem się oprzeć – mówi przepraszająco.

– Nie szkodzi. – Biorę od niego szkicownik i odkładam na bok, siadając na zwalonym pniu, z którego ktoś zrobił ogniskowe siedzisko.

– Piękne szkice. – Siada obok mnie i odwraca się tak, by móc mieć mnie przed sobą, przekładając jedną nogę przez pień. – Myślałem, że skoro zabierasz go w plener, znajdę w nim same szkice przyrody, ale zaskoczyłaś mnie – kontynuuje. – Czy to to miałaś na myśli, mówiąc, że nie spodobają się mi obrazy?

Nie wiem, co mam odpowiedzieć, czuję się mocno speszo- na jego uwagą. Biorę ponownie szkicownik do rąk, otwie- ram i zaczynam przeglądać szkice, zatrzymując się ponownie na znajomym obrazie z wizji sennych. Uśmiecham się sama do siebie i ponownie zaczynam przeglądać szkice. Pamiętam każdy rysunek, pamiętam nastój chwil, gdy powstawał każdy z nich.

– Tak – odpowiadam w końcu.

– Interesujesz się duchowością? – Mateusz kontynuuje swoje śledztwo, nie zrażony moim przedłużającym się mil- czeniem.

– Nie nazwałabym tego tak, ale tak, to moja pasja – mówię, zachowując pewnego rodzaju ostrożność w głosie.

– Jakąś konkretną religią, filozofią? – ciągnie dalej temat.

Czuję się jak na przesłuchaniu. Rozumiem, że może go to interesować, jednak wolę uważać, jak za każdym razem, gdy ktoś pyta mnie o moje duchowe zainteresowania.

– Nie – mówię, zastanawiając się jednocześnie nad tym, co mam mu odpowiedzieć. – Raczej pozostaję we własnym świe- cie poszukiwań duchowych odpowiedzi. Ale wykorzystuję niektóre z praktyk duchowych – dodaję po chwili. – Przede wszystkim medytuję i ćwiczę jogę. Interesuję cię to? – pytam na koniec.

– Nawet bardzo – uśmiecha się ciepło, chcąc mnie uspokoić, że mogę czuć się przy nim bezpieczna, mówiąc o swoich za- interesowaniach. – Swego czasu praktykowałem zen, otarłem się o buddyzm, głównie zgłębiałem religie Wschodu. Przede wszystkim interesowały mnie wschodnie sztuki walki.

– Nie zaszłam aż tak daleko. – Patrzę na niego z małym podziwem, że zdołał znaleźć czas, by to wszystko zgłębiać. – Nie wiem nawet, czy mnie to pasjonuje – mówię, zastanawia- jąc się nad moimi duchowymi zainteresowaniami. – Wolę mój własny świat. Lubię docierać do świadomości i bardzo chcę wszystko zrozumieć, jeśli wiesz, co mam na myśli – mówię, chcąc mu jednocześnie wyjaśnić, na czym opieram moje zain- teresowania duchowością.

– Zająłem się tym, bo potrzebowałem pewnego rodzaju dyscypliny, a niektóre praktyki wymagają jej, by dojść do do- skonałości. – Bierze mój aparat, który w międzyczasie wyję- łam z plecaka, i włącza, jakby zamierzał zacząć robić zdjęcia. – Swego czasu byłem mocno niepokorny – mówi, uśmiecha- jąc się do mnie niepewnie, jakby chciał usprawiedliwić coś ze swojej przeszłości.

– I co się stało? – Zaciekawił mnie teraz tym, co powiedział.

– Spotkałem kogoś, kto pokazał mi, że można inaczej iść przez życie – mówi, pstrykając mi kilka zdjęć.

– Podobnie jak w moim przypadku – uśmiecham się, sięgając wspomnieniem do chwil, gdy ciocia całymi godzina- mi opowiadała mi o roli i znaczeniu snów w rozwoju. Biorę od niego aparat i chowam go do plecaka. Nie mam ochoty te- raz robić zdjęć, chcę z nim porozmawiać.

– Masz ochotę się przejść? – Mateusz wstaje nagle i podaje mi rękę, aby pomóc mi wstać.

Podaję mu dłoń i uśmiecham się do niego, wyczuwając, że mogło to być specjalnie przez niego zainscenizowane, by móc znaleźć pretekst, by mnie dotknąć. Robi mi się miło na samą myśl o tym, że mu zależy na jakimś rodzaju kontaktu fizycznego.

– Dobrze. – Wstaję i wciąż trzymając jego dłoń, zaczynam obracać się, aby sięgnąć po plecak. – Chcesz iść w jakieś kon- kretne miejsce? – pytam, jakoś nie śpiesząc się, by puścić jego rękę. Mateusz staje bardzo blisko, a do mnie dociera delikat- ny zapach, chyba płynu po goleniu, połączonego z zapachem jego skóry. Aż nogi mi miękną pod wpływem silnej reakcji ciała na tę mieszankę zapachów.

Jest to tak odurzające, że aż robi mi się głupio, że tak mogłam zareagować na zapach mężczyzny.

Odwracam się szybko i wyciągam z plecaka aparat, tak na wszelki wypadek, gdybym trafiła na piękne ujęcie. Dociera do mnie jednocześnie myśl, że wcale nie mam na to ochoty, ale muszę czymś zająć ręce, bo mogę ich nie opanować w jego towarzystwie i chcieć go dotknąć. Nie muszę jednak nic robić. Mateusz sam ujmuje moją dłoń i zaczynamy spokojnie kiero- wać się w stronę wyjścia z polany. Gdyby ktoś chciał nas teraz rozdzielić, chyba bym go w tej chwili zabiła.

– Pokażesz mi swoje ulubione miejsca? – Mateusz wy- przedza mnie odrobinę i staje naprzeciw, by móc spojrzeć mi w oczy.

Patrzę na niego nieufnie, niemalże zazdrośnie.

– Teraz naprawdę zachowujesz się jak artystka – uśmiecha się prowokacyjnie i ciaśniej ujmuje moją dłoń.

– Masz rację, chyba poczułam zazdrość o nie – mówię, pozwalając Mateuszowi, by splótł teraz nasze palce, tworząc jakiś rodzaj więzi między nami.

– Ach, wy artyści – uśmiecha się, unosząc moją dłoń do góry, by ją ucałować.

Nagle zatrzymuje mnie, odwraca się i ostrożnie wyciąga z moich włosów gałązkę, która zaplatała się w nie, gdy przechodziliśmy obok nisko wiszących gałęzi, licz- nie porastających to miejsce drzew. Jego gest jest tak czuły, że aż wstrzymuję oddech. Jemu także sprawia to jakąś dziwną przyjemność, bo nieświadomie przesuwa dłoń po moich wło- sach, jakby chciał sprawdzić ich miękkość.

– Przepraszam, coś się zaplątało w twoje włosy – mówi z silnym napięciem w głosie. Nie wiem, czy chce teraz mnie pocałować, czy zrobić coś innego, ale wstrzymuję oddech w oczekiwaniu na coś więcej. Nie robi jednak nic, co mnie mocno rozczarowuje. Naprawdę mam ochotę, by mnie teraz pocałował. Zaczynam mieć wątpliwości, czy to był dobry po- mysł, by pójść z nim na spacer.

Gdy dochodzimy do mojego magicznego tunelu, jak go nazywam w myślach, Mateusz aż przystaje z wrażenia, roz- glądając się z ciekawością dookoła.

– Wow, jakie tu jest niezwykłe światło – mówi, spoglądając do góry.

Uśmiecham się z zadowoleniem, że pokazałam mu coś, co mogło zrobić na nim tak duże wrażenie.

– To numer jeden na mojej liście – mówię, rozglądając się po miejscu, do którego przychodziłam za każdym razem, gdy szukałam samotności. – Czasami tu medytuję lub wykonu- ję rytuał scalania z otoczeniem. – Dotykam jednego z drzew, które tworzy filar sklepienia, ukształtowany z jego listowia.

– Jesteś szamanką? – Mateusz uśmiecha się do mnie, roz- glądając się uważnie na boki.

– Nie, nie jestem – mówię, ostrożnie dobierając słowa. – Ale uwielbiam bliski kontakt z naturą.

– A kim jesteś? – Mateusz staje bardzo blisko i obejmuje mnie w pasie.

– A nie będziesz się śmiać? – pytam, zerkając jednocześnie na boki, jakbym bała się, że ktoś jeszcze może to usłyszeć, oprócz niego.

– Słowo honoru. – Puszcza mnie na chwilę i przykłada pra- wą dłoń do swojej piersi.

– Kiedyś powiedziałam mamie w dzieciństwie, że Bóg mnie przysłał i że się zgubiłam i nie mogę znaleźć drogi do domu.

Patrzy na mnie zdziwiony.
– I co ona na to?
– Chciała mnie zabrać do psychologa. – Zaczynam śmiać

się sama z siebie, jakbym dopiero teraz dostrzegła absurdal- ność tej tezy. – Moja ciocia, a jej siostra obroniła mnie i powie- działa mamie, że wszystko mi wytłumaczy.

– I wytłumaczyła?

– Częściowo tak, ale nic to nie zmieniło. – Marszczę śmiesz- nie nos, co bardzo rozbawia Mateusza, który pochyla się na- gle i ociera o niego swoim nosem.

– Twoja ciocia rozwijała się duchowo? – pyta, dotykając mojego czoła swoim czołem.

– Nie wiem, czy rozwijała, ale na pewno była bardzo udu- chowiona. – Serce zaczyna walić mi jak oszalałe w oczekiwa- niu, że tym razem może w końcu mnie pocałuje.

– To dzięki niej masz takie zainteresowania? – pyta, szuka- jąc jednocześnie mojego spojrzenia.

Ja chyba zaraz oszaleję. W jaki sposób facet może być tak niedomyślny. Nie wiem. Mam sobie na czole napisać: POCAŁUJ MNIE!?

– Nie, to było we mnie, ona mi jedynie to uświadomiła – mówię, starając się jakoś zapanować nad moim napiętym do granic możliwości ciałem.

– Fajną miałaś ciocię – mówi, ściskając delikatnie moją dłoń.

Zadziwia mnie odwaga, z jaką mu o tym wszystkim opo- wiadam. Czuję jednak, że jemu mogę ufać w tej kwestii, że on mnie źle nie oceni, nie wyśmieje. I nie mylę się. Moje słowa wprowadzają go raczej w jakiś rodzaj zamyślenia.

Po chwili Mateusz puszcza mnie delikatnie i ujmuje moją dłoń, zachęcając, bym poprowadziła go dalej. Gdy dochodzi- my do plaży, z żalem zaczynam myśleć o zbliżającym się roz- staniu. Niestety, obiecałam mamie, że wrócę za godzinę, co chyba nie było z mojej strony zbyt przemyślanym posunię- ciem.

– Za tym sadem jest mój dom – wskazuję w stronę drzew owocowych, które doskonale widać z tego miejsca.

Przystajemy na chwilę jeszcze blisko plaży, ale poza jakimś stadem łabędzi płynących w dość dużej odległości od brze- gu, nie zauważam obecności Kuby. Spoglądam nagle na zega- rek i choć nie mam ochoty, aby nasze spotkanie się skończyło, wiem, że muszę się pożegnać. Obiecałam mamie, że wrócę przed południem.

– Spotkamy się jutro? – Spodziewałam się tego pytania, nawet go oczekiwałam.

– Chętnie – mówię, uśmiechając się do niego na pożegna- nie.

– Tu, w tym miejscu? – podnosi dłoń, by pogłaskać mnie po policzku.

– Może na plaży przy ośrodku wczasowym – mówię, tłu- miąc w sobie pragnienie, by choć przez chwilę poczuć smak jego ust. – Będę wolna dopiero około siedemnastej, co ty na to?

– A może miałabyś czas spotkać się dziś wieczorem?

– O której? – Mówię to tak szybko, że sama łapię się za ję- zyk, słysząc, z jaką desperacją wypowiadam to słowo.

– O dwudziestej na plaży. Muszę pojechać po rzeczy do domu, ale wrócę przed dwudziestą. Co ty na to?

– Będę czekać. – W moim sercu pojawia się nadzieja, że może wtedy zdarzy się jakiś cud i w końcu mnie pocałuje, ale przy jego niezdecydowaniu zaczynam mieć małe wątpli- wości.

– W takim razie do zobaczenia – uśmiecha się do mnie, gła- dząc jednocześnie moje włosy.

Gdzieś w sobie cała mięknę, wciąż licząc na to, że może jednak mnie pocałuje, ale on odwraca się nagle ode mnie i tylko podnosi dłoń, z pewnej odległości machając mi na poże- gnanie. Zaczynam czuć się rozczarowana jego zachowaniem. Już robię kilka kroków w stronę sadu, gdy nagle Mateusz nie- spodziewanie podchodzi do mnie, odwraca i zdecydowanie całuje w usta. Na początku czuję się zaskoczona, ale po chwi- li odpowiadam na pocałunek. Przeżycie jest tak intensywne, że aż cała drżę, ale na to czekałam od chwili, gdy go zoba- czyłam. Po chwili Mateusz równie zdecydowanie kończy pocałunek, jak go zaczął, odwraca się i szybko odchodzi w stronę drogi, zostawiając mnie całą rozdygotaną. No tak, jeśli facet chce zrobić na kobiecie wrażenie, to jemu się udało, naprawdę udało. I jak ja mam teraz dojść do domu?



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)