Krok, którego nie można dać na przód


Czasami robimy krok do przodu i myślimy sobie, hm, jest fajnie. Nic mnie nie trzyma, mogę zrobić ten krok swobodnie, ale nagle okazuje się, że robimy kolejny krok a potem kolejny i już nam nie idzie tak łatwo, jak na początku. Coś nas ewidentnie hamuje, coś nas blokuje, coś się nas trzyma lub my coś ciągniemy za sobą, ewentualnie próbujemy iść, z uwieszonym naszych ramion bagażem, myśląc często, dam radę, jestem silny. 

Gorzej, gdy to, co się uwiesiło się na nas, zachowuje się bardzo iluzyjnie, czyli tworzy w nas przekonanie, że my to sami z siebie chcemy to dźwigać. A bo to taka dobra sierotka, bo nam szkoda, bo lubimy, bo trzeba temu pomóc, bo samo sobie nie da rady. Bo jakże będzie cudownie, gdy już pomożemy i to nam podziękuje, wyrazi swoją wdzięczność, na przykład w postaci uczuć. A tymczasem, wystarczy właśnie dać krok do przodu, by poczuć, jak silnie nas to hamuje. Ciągnie wręcz do tyłu, wciąga w swój świat manipulacji, przekonań, że jeszcze chwila, bo muszę kogoś pokonać, bo muszę coś komuś udowodnić, bo muszę się jeszcze wykochać, wybawić, coś przeżyć, czegoś doświadczyć. A ty masz czekać. Tylko, na co? Aż ta dusza skończy? Aż w końcu dojrzeje do zmiany, aż jej czyny pokryją się z obietnicami?

Ale czekamy. Zauważyliście, że w większości przypadków, czekamy na tę energię. I się łudzimy. I dajemy kolejną szansę. I szukamy wręcz dla niej i za nią rozwiązań. A taka dusza coraz bardziej włazi nam na plecy, coraz mocniej się uwiesza i z każdym krokiem, coraz mocniej ciągnie w dół.

Mieliście tak kiedykolwiek? Kogoś, komu pozwoliliście się na sobie uwiesić, kogo chcieliście zbawiać, pomagać na siłę, ciągnąć w rozwoju lub przez życie, wyciągać, gdy to wcale iść nie chciało, tylko chciało być niesione. I my taką duszę rzeczywiście niesiemy na sobie. A gdy stawiamy na ziemi i mówimy, przecież możesz iść sam, to się zaczyna demonstracyjnie wręcz przewracać, jęczeć, że nóżki bolą. Choć jakoś nie bolą, gdy gnają tę duszę pragnienia, tylko właśnie, teraz, gdy chcemy, by szła sama i sama ponosiła konsekwencje swoich wyborów.

Bagaż, który czasami potrafimy nieść na sobie, potrafi być naprawdę ogromny. I wierzcie mi, nie zdejmiemy go z pleców, do póki jest w nas choć odrobina sił i przekonania, że damy radę. Będziemy dźwigać, bez względu na to, co to jest, czy odpowiedzialność za innych, czy jakaś konkretna osoba, czy też własne przekonanie lub powierzona nam misja, że tylko my i tylko my damy radę tej duszy pomóc.

Pytanie zatem dla was, dużo macie jeszcze sił? Dajecie jeszcze radę? Czy ktoś już z was dotarł do swojej własnej granicy wytrzymałości, otrzepał się i powiedział, no nie, chyba mi odbiło, że tyle tego dźwigam. Doświadczyliście kiedyś stanu wyzwolenia ze swoich własnych pragnień i przekonań, że dacie radę, za siebie i innych?



Ostatnio dodane

Wiele osób, które doznają jedności z inną duszą, myli często to doznanie z wyobrażeniem o stanie wiecznej błogości, miłości czy też rozkoszy, (...)


Cudownie, jesteś w tym gronie osób, które nie maja konfliktu z bliźniakiem. Lubicie się, a nawet więcej, kochacie, szanujecie nawzajem, swoją drogę (...)


Jakże często słyszę od którejś z części połówkowej duszy: w nikim się więcej nie zakocham, nikogo już nie zechcę, moje życie (...)


Można to powtarzać w nieskończoność. Odpuść. Daj sobie spokój. Idź własną drogą. Zajmij się sobą. Tylko…jak mamy odpuścić? Przecież to (...)


I tak by było najlepiej. Tylko, komu by się chciało czekać?  Niecierpliwość, to jeden z najczęstszych problemów, z którym muszą (...)


Ktoś zapytał mnie ostatnio, dlaczego tylko z połówką można doznać jedności?  Byłam mocno zdziwiona tym pytaniem, choć to nie (...)


Tak, wiem, przeżywasz właśnie swoje WOW! Zaczęło się i nie do końca wiesz, co się z Tobą dzieje, a zapewne dzieje i to (...)


Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)