Ku czci i bystrości dusz, które ,,bywają" w mych przestrzeniach;)


Gdy poszukuje się odpowiedzi na dręczący problem, człowiek bardzo chciałby w każdej odpowiedzi odnaleźć rozwiązanie, dlatego, bardzo często irytuje nas, gdy to, co do nas przychodzi nie wyzwala nas ze stanu, z którego tak usilnie próbujemy się wydostać. Nie mówiąc już o tym, jak bardzo może irytować nas sam problem i stan szarpania się z nim, gdy chcemy żyć w spokoju nie martwiąc się o stan własnej duszy.

Poszukiwanie odpowiedzi jest czymś naturalnym dla duszy, w jej procesie uczenia się na Ziemi. Dzięki temu, że jest obdarzona ciekawością i naturalnym magnetyzmem, nie mówiąc o dostępie do części przewodniej, która stara się jak może, by nakierować tę część siebie, która, zanurzona w rzeczywistości, nie potrafi dostrzegać jeszcze wszystkich możliwości na właściwy tor, dusza w końcu dociera do odpowiedzi, albo te znajdują ją, gdy innej już ścieżki do niej, część przewodnia, znaleźć nie może.

Czasami i własne przewodnictwo może zmęczyć, gdy starając się, te, zirytowane, a może jeszcze wykorzystywać i ten stan, popycha nas w rozwoju, nie patrząc na to, że popchniecie boleśnie przez duszę(tę zanurzoną w ciele) jest odczuwane. Gorzej, gdy ból, dusza chce zadać w drugą stronę i krzyczy na własną część przewodnią, że jej nie pomaga, że ją zostawiała samej sobie, że ta, samotna i opuszczona na Ziemi błąka się i nijak i od nikogo pomocy nie jest zdolna uzyskać. Taki krzyk i rozpaczą potrafi być okraszony, gdy ta w końcu pada zmęczona walką i zanurza się w stan apatii, mając nadzieję, że oddalenie i obojętność ukoją to, do czego wrócić nie potrafi.

Cóż jednak może uczynić przewodnik, gdy po własną duszę schodzi, a ta odtrąca jego dłoń i biegnąc dalej przed siebie krzyczy, że własną pójdzie ścieżką, choć przed chwilą jeszcze o pomoc wołała i tęsknoty przybierała oblicze. Co zrobić z duszą, która słuchać nie chce, choć sama chce być wysłuchana, gdy żal swój wylewa i krzyczy, że samotna się czuje w ciemności. Tu już trzeba pomyśleć, ciekawość w sobie rozniecić i jego światłem drogę przed sobą torować, bo co, jak co, ale ciekawość w każdej duszy ogromna, a własne światło i innym duszom drogę utorować może, ze snu je budząc, choć do tej jednej cząstki jest tak naprawdę skierowane. Do chwili jednak, gdy dusza zda sobie sprawę, że to ona sama drogę sobie rozświetla, nie jeden raz tracić może przewodnika, ignorancją obrzucić, w polemikę się wdać lub obojętną udawać, innymi duszami się zajmując wmawiać mu, że misja ważniejsza od jej własnego rozwoju.

A przewodnik...cóż, czeka. Czasami słówko wtrąci, z nudów światłem się bawić zaczyna, choć jednym okiem zawsze uważnie patrzy w stronę właściwą, czy tamta część gnać już w końcu przestała i otworzyła swoje podwoje, by przyjąć to, co prostą jej drogę może uczynić. I choć nie zawsze jej światło przyjętym zostaje, ona wie, że każda możliwość jej służy, by nawet największy opór w duszy prostym do zrozumienia czynić....co czyni:))



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)