Najcenniejsze życiowe lekcje


Gdy nasze życie obfituje w różnego rodzaju intensywne, a nawet ekstremalne wydarzenia, czasami można poczuć zmęczenie tym, co się dzieje, nie mówiąc o tym, jak często z tego powodu możemy mieć dosyć życia lub obecności konkretnych osób w naszym życiu. Ale, jak to najczęściej bywa, pomarudzimy, pomarudzimy i machamy ręką licząc na to, że się samo naprawi lub ktoś na górze zlituje się nad nami i odwróci nasz los.

Oczywiście, najlepiej by było, by w naszym życiu działo się jak najmniej tych ekstremalnych rzeczy lub tylko to, co niesie przyjemność w doznaniach, ale takie życzenia bywają najczęściej pobożnymi i nie zawsze mamy świadomość tego, co kreujemy, a gdy już się coś dzieje nawet do głowy nam nie przychodzi, by pomyśleć, iż daną sytuację musieliśmy chcieć sobie wykreować, ba, my wręcz musieliśmy jej pragnąć, albo przynajmniej o niej myśleć. Teraz pewnie niejedna osoba się puknie w głowę, bo kto o zdrowym rozumie chciałby doświadczać nieszczęść? A jednak się dzieją i ich doświadczamy, i nie ważne, co sobie myślimy, nie ważne, jak bardzo chcemy zaprzeczyć działaniu własnych intencji, to, czego doświadczamy zdradza je, zdradza też nasze błędne myślenie i pragnienia, które nieświadomie wyraziliśmy. Po co? No właśnie, dobre pytanie. Po co dusza może chcieć doświadczać cierpienia, bólu, zdrady, chorób. Po co może chcieć kierować się w stronę miejsca, gdzie może ją spotkać coś złego. A przecież się kierujemy w takie miejsca i coś nas do takich miejsc przyciąga, coś, czego nie jesteśmy wprawdzie świadomi, ale jednak przyciąga, bo tego doświadczamy, co potwierdza działanie sił, których nie zawsze jesteśmy świadomi.

Podobnie jest z różnego rodzaju osobami, które do siebie przyciągamy, a które potrafią tak nam zamieszać w życiu, iż długo po jakimś zdarzeniu będziemy zadawać sobie pytanie, po co nam to było? A jednak przyciągamy i nawet wtedy, gdy czujemy, iż dana osoba postępuje nie tak, rani nas lub zwyczajnie nami manipuluje, jakaś siła potrafi pozbawić nas części woli i sparaliżować nas do tego stopnia, iż choć chcemy, nie przeciwstawimy się jej działaniom a nawet będziemy przyzwalać na część z nich, choć będziemy jednocześnie czuć, iż tego nie chcemy.

Gdy w naszym życiu dzieje się jakaś trudna sytuacja, musi dojść już do ekstremalnego przekroczenia granicy naszej woli, byśmy się jej przeciwstawili, częściej, po prostu staramy się z niej wycofać, czasami mamy ochotę uciec, a czasami zwyczajnie tłumimy gniew lub dusimy się w bezsilności wyładowując na przedmiotach martwych lub złościmy, rozładowując na naszych bliskich, jednakże, choć nasza złość potrafi być naprawdę ogromna, nie załatwia to w żaden sposób sprawy a nasza bezsilność jedynie pogłębi, szczególnie, gdy sytuacja będzie się powtarzać lub stawać się coraz bardziej zaogniona.

Podobnie dzieje się, gdy próbujemy sobie poradzić z jakąś relacją, w której zostały przekroczone pewne granice. Oczywiście, o ile to my je przekraczamy, jeszcze jesteśmy to w stanie znieść, ale nie daj Boże dojdzie do złamania naszej woli, zranienia nas w jakiś sposób, psychicznie lub fizycznie, albo wykorzystania, choć i tu jesteśmy w stanie znieść jakąś dozę wykorzystania, jeśli kończy się spełnieniem;), w przeciwnym razie bunt, który w nas powstaje bywa ogromny, zaś sytuacje, które potrafimy wtedy stworzyć, by go zademonstrować, to, tu już może być gorzej, a wtedy, a wtedy to lepiej, by nikt nam nie wszedł w drogę, bo może być gorąco i naprawdę ekstremalnie.

Znajdując się w przeciwnym biegunie(nadmiaru emocji) raczej staramy się wycofać i ukryć przed daną osobą, biorąc najczęściej winę na siebie lub obrazić się i zwalić winę na drugą stronę, jednakże bywa i tak, że nie tylko nie uciekamy od sytuacji, która się dzieje, ale wręcz potrafimy ją wykorzystać do tego, by dotrzeć do przyczyn jakiegoś problemu, ewentualnie do tego, by sobie uświadomić, skąd w nas przyzwolenie na pewne zachowania osób trzecich i co zyskujemy poprzez to, że wdajemy się w jakiś konflikt lub przyzwalamy komuś, by nam wszedł zwyczajnie na głowę. A przyczyna może być naprawdę zaskakująca i jeśli uda nam się do niej dotrzeć, możemy się naprawdę mocno zdziwić, gdy odkryjemy prawdę i to, jakie kierują nami samymi intencje, a mogą kierować nami naprawdę złe intencje, przy czym o ile łatwiej jest uznać, że to inni mają złe intencje, o tyle własne potrafią za bardzo kłuć w oczy i ciężko się już do nich przyznać i wierzcie mi, uciekanie od przyznania się do winy jest dużo częstsze niż zwalanie jej na innych. No bo...nie dość, że łatwiej, to po co jeszcze siebie obciążać, no nie? A tak, zwali się na kogoś i od razu duszy lżej na jej sumieniu:), szkoda tylko, że problem się wtedy nie kończy i emocje nie mijają. Niestety, tu nie ma zmiłuj się, w każdej sytuacji, w której braliśmy udział coś nami kierowało i trzeba do tej prawdy w końcu dotrzeć, inaczej, nic nie minie, a spychanie czegoś głębiej w podświadomość jedynie pomoże nabawić się nerwicy, no, ale tu trzeba przyzwolić już na to, by każdy sam się przekonał, ile jest w stanie znieść lub zmierzył głębokość swojej podświadomości. Ta zaś potrafi być naprawdę głęboka i jeszcze można w niej stworzyć mnóstwo zakamarków, tylko czasami zapomina się, gdzie się posiało do nich kluczyki i wtedy to dopiero jest panika:))



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)