O akceptacji, której nie spodobało się istnienie


O ile to, co odrzucamy stanowi często podstawę naszych problemów z akceptacją, o tyle już pogarda, stanowi wręcz podstawę naszego systemu przekonań, gdzie budujemy swe osobiste piekło, w odpowiedniej hierarchii układając wyobrażenia o tych, których uznajemy za gorszych od siebie, łącznie z tymi, którzy w naszym osobistym przekonaniu nie powinni mieć nawet racji bytu i nie powinni mieć wręcz prawa do istnienia. I nie chodzi tylko o polityków, ale o całą hierarchię postaw, które nie tylko nam nie odpowiadają, ale też sprawiają, iż czujemy się wobec takich dusz bezsilni, nie wiedząc czasami, jak się mamy zachować.

Problemy z akceptacją, to dość powszechny temat, z którym zapewne zetknęliście się nie raz w swej pracy nad sobą. Jest on nie tylko znany, ale też często polecany, jako podstawa tworzenia w sobie poczucia własnej wartości i pewnie nie raz usłyszeliście lub przeczytaliście gdzieś, zaakceptuj siebie lub kogoś, ewentualnie coś dookoła siebie. Tylko...no właśnie, jak tu zaakceptować siebie, gdy człowiek wewnętrznie gubi się w swoich przekonaniach, część odpycha, część uznaje za nieważne, części nawet nie chce dostrzec a pozostałą część spycha gdzieś głęboko do podświadomości, mając nadzieję, że nigdy nie wypłynie na światło dzienne. I...co to tak naprawdę znaczy, zaakceptować? Czyli, co...mamy uznać, coś, z czym mieliśmy do tej pory problem za niebyłe, czy raczej uznać, że to miało miejsce i pogodzić się z tym, że sam fakt zaistniał. No dobrze, zaistniał, tylko, on zaistniał po coś, był manifestacją jakiegoś stanu energii i tu, owszem mogę stwierdzić istnienie jakiejś formy energii, oraz wszelkich form jej przejawiania się, jako coś potwierdzające swoje istnienie, ale jak mam to zaakceptować i co mam w tym zaakceptować, skoro stwierdzam samo istnienie?

Mam zatem przyjąć do wiadomości, że coś jest jakieś i nie ważne, czy mi się to podoba, czy nie, uznać, że miało prawo zaistnieć w takiej postaci. No, ale już stwierdziłam istnienie tej energii, więc po co jeszcze mam ją akceptować...czyli, abym coś musiała zaakceptować, muszę najpierw nie uznawać istnienia, zbudować w sobie najpierw przekonanie, iż, nie ważne, czy to jest i jakie to jest, w moim pojęciu nie miało prawa ani być, ani być takie, jakim się objawiło. A, że mam prawo uznawać, że coś mi się nie podoba, więc i mam prawo tego nie akceptować, w postaci, w której danej energii doświadczyłam, bo mi się nie podoba. To by zatem oznaczało, iż w podobnym stopniu mogę daną rzecz akceptować, gdy mi się podoba i uznaję, iż nie tylko miała prawo istnieć, ale też uznaję jej przejawy manifestacji.

Przekładając to na język poostrzy o ile nadążacie, jeśli nie akceptuję czegoś w sobie, oznacza to, że nie daję prawa do istnienia tej energii we mnie. No ale ona istnieje, bo jej doznaję, a muszę najpierw czegoś doznać, aby określić, czy coś lubię, czy nie, więc jeśli doznaję, stwierdzam jednocześnie istnienie. Problem zatem leży w stosunku do danej energii i w tym, czy ją lubię, czy też nie.

Jak zatem mam zaakceptować coś, czego nie lubię, co przyniosło mi w doznaniach na przykład ból, albo inny rodzaj przykrych odczuć lub coś, co mi się nie podobało w cudzych zachowaniach. Mogę to zrozumieć i wtedy mogę odnieść się nie tylko do stwierdzenia, iż coś istnienie, ale także zrozumieć, co daną formę odbioru zakłóca i co się dzieje, gdy..., ale jak mam to zaakceptować, skoro już rozumiem, a może już wtedy nie muszę akceptować i przyjmować do wiadomości, że coś jest.

No właśnie...gdzie się kończy akceptacja a gdzie zaczyna zrozumienie?



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)