O świetle, któremu ciemność przyświecała


Ciemność mało kiedy kojarzy się duszom z czymś pozytywnym, a już na pewno nie z czymś, co przynosi korzyść ich rozwojowi wewnętrznemu. Najczęściej jest postrzegana jako miejsce straszne, które pochłania światło i prowadzi duszę na dno rozpaczy, uzewnętrzniając przesadnie jej lęki, jak i inne postacie wszelkich, przerażających wizji, nie tylko o tym miejscu, ale o wszystkim, co tylko dusza uznaje za negatywne. I po części jest to prawda, ale tylko po części, bowiem dusze, które wędrują ścieżką doświadczeń i zaczynają gromadzić w swej pamięci doświadczenia, utwierdzające je w przekonaniu, iż świat przesiąknięty jest złem, naturalnie skłaniają się do tego, by przekonać się na własnej skórze, czym jest owo zło i ciemność, które dostrzegają w tak licznych sytuacjach wokół siebie.

Jako, że wszystko we wszechświecie ma swoją parę przeciwieństw, tak i ciemność ma swoje przeciwieństwo, czyli jasność, jak i ścieżkę, którą można przejść, by dotknąć wręcz jego źródła. Jest to dość miła ścieżka, obfitująca w przyjemne doświadczenia, a życie duszy, która nią kroczy bardzo spokojne i wypełnione dobrymi uczynkami. Niestety, to tylko pozór, bo jeśli już dusza decyduje się na przejście jasną stroną życia w danym wcieleniu, naturalnym jest, iż kolejnym wcieleniu jej dobre życie zaczną przeplatać doświadczenia, które popsują jej wyobrażenie, iż zawsze może być dobrze, ludzie mogą być dla siebie życzliwi, mili, a ją samą nigdy nie spotka nic złego. W kolejnych wcieleniach proporcja złych doświadczeń wobec dobrych zaczynie się zmieniać i przechylać na stronę złych, gdzie w końcu dusza dochodzi do wcielenia, gdy jej życie przeplata pasmo samych nieszczęść, co znów sprowadza ją na drogę ciemności, ukazując jedynie drugą stronę medalu, ale dusza tego nie widzi, nie chce dostrzec całości, swoją rzeczywistość postrzega jedynie przez pryzmat doświadczeń obecnego życia i nie umie stworzyć w sobie odpowiedniego dystansu wobec tego, by dostrzec początek tej drogi. A jest to coś, co jest jej bardzo potrzebne do tego, by nauczyła się znajdować wszelkie punkty równowagi pomiędzy dobrymi a złymi doświadczeniami. Bez tego, krocząc ścieżką którejś ze skrajności, widzieć będzie tylko jedną stronę medalu i nie wykształci w sobie zrozumienia wobec tego, iż jest to tylko wycinek jej drogi i dopiero, gdy dotrze do końca i ujrzy w tym, co dobre w jej życiu to, co złym to dobre czyni np., rozleniwiając duszę niemiłosiernie lub wpędzając w naiwną wiarę, iż zawsze tak będzie, a ona nigdy nie doświadczy zła.

Wiele jest dusz w ciemności, które przybyły do tego miejsca, aby go zwalczać niosąc w sobie przekonanie, iż wystarczy go jedynie pokonać, a na świecie zapanowałaby sama szczęśliwość. A jakież to by było wybawienie dla innych dusz, choć chwała oczywiście za pokonanie przypadła właśnie im, ale czym byłby podziw, tak chętnie okazany, wobec wielkości dokonanego czynu, niż tylko marną zapłatą, odrobiną chwały okraszoną. Niestety, mało która dusza w tym miejscu zastanawia się nad własnymi intencjami, a już na pewno nie nad ich sensem, nie wspominając o tym, że skoro dane miejsce istnieje, to po coś ono zostało stworzone, jako stan, którego doświadczając, dusza może ujrzeć siebie, przez owy pryzmat przejawianych się w tej skali częstotliwości. Tego jednak dusza nie chce dostrzec, bo musiałaby przyznać rację czemuś, co i tak musiała dość mocno zwalczyć w sobie, aby tu trafić, czyli głosowi rozsądku. A jeszcze nie daj Boże ujrzałaby we własnym postępowaniu głupotę i co wtedy? Ale byłby wstyd przed sobą(własnym Wyższym Ja) i przed innymi duszami, że nawet nie była w stanie dojrzeć prawdy, tylko pognała na oślep, by walczyć z czymś, co samo w sobie jest stanem, mającym jej jedynie ukazać prawdę o świadomości, przejawiania przez nią własnego, wewnętrznego światła. Brzmi paradoksalnie, ale to właśnie ciemność ukazuje najsubtelniejszy blask gwiazd i tak jest też z duszą. To najgłębsza ciemność ukazuje duszy, jaką naprawdę przejawia świadomość własnego, wewnętrznego blasku. To tam, gdy schodzi, jeśli ma czyste wnętrze ujrzy, jak naprawdę wygląda jej wewnętrzne światło, jak czyste jest jej serce. Czyste dusze nigdy nie boją się zejść do ciemności, bo ciemność ukazuje im jak w lustrze, jedynie ich czystość. Nie przywiązują jednak do jego blasku za dużej wagi, bo są w sobie go zwyczajnie świadome. To bardziej inne dusze zachwycają się tym blaskiem widząc w nim jakąś drogę do wybawienia.

Dusze, które idą w ciemność z zamiarem jej pokonania, nawet nie chcą spojrzeć na siebie, ani na nic, co mogłoby im ukazać prawdziwość ich intencji, nie mówiąc o własnym świetle. Ciemność postrzegają jako coś strasznego, bez dna, skąd nie ma wyjścia, choć jasność jest o milimetry od nich, tak blisko ciemności, że wystarczy myśl, aby się przełączyć i poczuć w sobie, jej źródło. I nawet wtedy, gdy dusza stwarza sobie kolejną szansę i wiedzie już życie po równi, pełne negatywnych i dobrych chwil, nadal nie zauważa, że ma to głębszy sens i wystarczy tylko dostrzec punkt, z którego popatrzy na życie jak na całość, dostrzegając wszystkie stany pośrednie pomiędzy ciemnością a światłem, by ujrzeć prawdę, która ją wyzwoli nie tylko z ciemności, ale też z przekonania o możliwości podążania tylko prawą stroną.

Czy trudno jest wyjść z ciemności? A gdzieżby tam. Procedura jest tak prosta, że wystarczy na to tylko chwila, by się w sobie zrównoważyć i z poziomu neutralności dostrzec wszystko jako jedną całość. Tak wiem...już słyszę te prychnięcia i oburzenie...jasne...natychmiast, pstrykam i już się dzieje. A jednak jest to możliwe, no chyba, że dusza się upiera, by trwało to długo, było odpowiednio dramatyczne, by później nie musiała sama przed sobą się tłumaczyć, że tak długo musiała uczyć się zrozumienia dla prawdy. A niektóre dusze są naprawdę wybitne w swym dramatyzmie. Krzyczą w niebogłosy, lamentują nad swym losem, wymyślają sobie ścieżki pokuty, walczą z pokusami upatrując w nich znamion wszelkiego zła. Inne, ciało znów traktują jako miejsce, gdzie zło znalazło przyczółek, aby wyłączać im myślenie w chwili, gdy sięgają po kolejnego cukierka i żadna z dusz nie pomyśli, że rozwiązanie jest bliżej, niż myślą, tylko, jak tu stanąć w punkcie równowagi, gdy tyle dobrego ujrzało się w świetle i tyle zła w ciemności? Jak tu przyznać, że zło ma dobrą stronę, a dobro złą...ot zagwozdka.

Na razie pozostawiam do przemyślenia. C.d.n...



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)