Poczucie własnej wartości


Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czym jest owa wartość, której tak wszyscy pragną, do której rozwoju tak uparcie dążą i którą chcą przejawiać? Czy da się ją w ogóle poczuć, zrozumieć i zapanować nad nią wewnętrznie jak i zewnętrznie, skoro tak trudno jest ją przejawić i w zasadzie wciąż doznajemy jej przeciwnych stanów? A może jest jakąś formą iluzji, czymś, co sobie wymyśleliśmy, by móc mieć do czego zmierzać. Chociaż nie, aż tyle osób nie mogło by się mylić, podejmując pracę nad jej rozwojem, którego jest jakąś częścią.

Spróbujmy się jej zatem przyjrzeć i zrozumieć, czym jest ów stan do którego tak usilnie dążymy i co się wtedy dzieje w nas samych, gdy kształtuje się w nas świadomość wewnętrzna i zewnętrzna wszystkich procesów, które zachodzą, podczas tworzenia poczucia własnej wartości.

Podczas rozwoju wewnętrznej świadomości, gdy zaczynamy zaglądać w głąb swojej duszy i powoli stajemy się świadomi elementów, z których złożyliśmy samych siebie, dochodzi do nas prawda o tym, kim tak naprawdę jesteśmy, co bardzo często kłoci się z tym, co słyszeliśmy na swój temat ze strony innych, gdy mówili nam, jak oni nas widzą, jak by chcieli, byśmy wyglądali, zachowywali się, co robili, a nawet, jak się wyrażali. Niestety, w okresie, gdy jesteśmy najbardziej nieświadomi samych siebie, przyjmujemy do swej substancji(każdego z ciał) wiele energii z zewnątrz, które bardzo skutecznie zakłócają nam odbiór i łączność z własnym, wewnętrznym Ja. Co ciekawsze, w okresie, gdy nasza świadomość jest nikła w ogóle nam to nie przeszkadza i przyjmujemy w zasadzie wszystko, co tylko wydaje nam się na tyle atrakcyjne, że chcemy to posiadać w zasobach własnej częstotliwości. Otoczenie oczywiście na tym korzysta, dostosowując nas do własnych wyobrażeń, my zaś tworzymy obraz samych siebie na miarę oczekiwań innych, wciąż szukając nowych sposobów dopasowania go do oczekiwań naszych bliskich myśląc, iż to, to jest właśnie sposób na zyskanie wartości w oczach naszego otoczenia.

Przyjmując energię z otoczenia, to, co zaczyna nas wtedy przenikać ściągają naszą energię na poziomy, gdzie zaczynamy doznawać zakłóceń kontaktu z własnym Ja, tracąc powoli tożsamość tego, kim i po co tu w zasadzie jesteśmy. To sprawia, że powoli zaczynamy się gubić we własnych poczynaniach nabierając coraz większej odwagi na czynienie wszystkiego, co ma nas doprowadzić do pełnego uznania w oczach tych, na uznanie których chcielibyśmy zasłużyć.

Niestety, nie otrzymując go, bardzo często posuwamy się do rzeczy, które spychają nas coraz niżej, w niższe częstotliwości, a my sami zagłębiamy w ciemność, odcinając powoli od świadomości samych siebie. Czasami nasze poczynania stają się już tak brawurowe, iż jesteśmy w stanie zrobić sobie lub innym krzywdę, byle tylko otrzymać od nich to, czego pragniemy i zaspokoić własne pożądanie. Niekiedy znów posuwamy się do zachowań, których sami nigdy nie chcielibyśmy od nikogo doznać, ale tak bardzo, np. chcemy czyjejś uwagi, że nie zważamy na nic, tak silne potrafi włączyć nam się pragnienie, by tę uwagę zdobyć. Należałoby w tym miejscu zadąć pytanie, czy to my jesteśmy zatem ofiarami otoczenia, czy to otoczenie gra tak, byśmy to my spełniali swoje pragnienia.

Oczywiście, jako że prawda stoi zawsze po środku, zarówno nasza gra wobec otoczenia, jak i gra otoczenia wobec nas w pewien sposób się równoważy, gdzie każda ze stron w końcu i tak doprowadza do tego, by dostać to, czego chce. Koszty rozliczenia bywają czasami niewspółmierne do tego, co zyskujemy, ale na pewnych etapach i ułamek akceptacji nam wystarczy, byśmy poczuli się usatysfakcjonowani. Czy nam to wystarczy do tego, by się poczuć spełnieni w życiu, jak i w relacjach? Jak się okazuje, najczęściej nie, choć na jakiś czas może wystarczyć, by chcieć pozostawać w świecie, gdzie takie dowartościowywanie lub jego jakieś jego formy mogą stanowić dla nas swoiste wyzwanie do tego, byśmy zaczęli wpływać motywująco na otoczenie, by i otoczenie mogło się odwdzięczyć i też nas chciało bardziej dowartościowywać i bardziej starać się, byśmy i my byli bardziej usatysfakcjonowani i też się bardziej starali, by motywować otoczenie. Niestety, choć taka gra może trwać całymi latami, w końcu zaczynamy się kisić we własnej substancji jelitowej, a środowisko, które sobie stworzyliśmy do wzrostu, nawet nie chce słyszeć o tym, by nas motywować, a wręcz robi wszystko, byśmy nie wzrastali i tkwili tam, gdzie im wygodnie nami manipulować.

Co wtedy należy zrobić?

Tu chyba nie wiele można podpowiedzieć, bowiem kieruje nami gotowość i to ona tym zarządza. Nie ważne też, co byśmy chcieli w takim momencie zrobić, by komuś pomóc, jeśli ta osoba sama nie wyrazi gotowości, nie zrobi nic z tego, co jej podpowiemy, choćbyśmy nawet prawili jej najgłębsze duchowe mądrości, a to oznacza, że trzeba takiej duszy dać naprawdę szansę na to, by poczuła smród miejsca, które stworzyła sobie jako środowisko do życia i wzrostu duchowego, a gdy stanie się to dla niej niewygodne i już nie będzie wiedziała, czym ma zabić smród, gotowość od razu pobudzi w niej chęć do działania i zobaczycie, jak szybko będzie zmieniać energię w sobie i swoim otoczeniu, pozwalając jednym energiom odejść zaś innym przybyć, wyrażając na to świadome zapotrzebowanie.

Tworząc świadomość elementów, które składają się na naszą wartość, nie raz zapewne zauważycie, z jak niskich częstotliwości będziecie musieli je wydostać, by poczuć ich właściwą energię. Nie należy się też tego obawiać i warto w takiej chwili podjąć pracę nad rozwojem własnej świadomości, bowiem to odwdzięczy wam się łatwością i lekkością w transformacji programów, które oddziałują na waszą podświadomość i mają główny udział w tym, że dany element utknął gdzieś na jakimś poziomie. Warto też wtedy złożyć zapotrzebowanie na energię/duszę/osobę, która was w takiej chwili poprowadzi, odpowiednio zmotywuje, bo i do tego często potrzebujemy motywacji, gdy wszystko inne działa na nas raczej zniechęcająco. Ale warto, naprawdę warto zrobić to świadomie, bowiem wtedy sami poczujemy wartość, nie tylko tego, co odzyskamy lub do czego zyskamy dostęp, ale tez i pracy, którą w to włożyliśmy. A jacy będziemy wtedy z siebie dumni...



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)