Pokonać wojownika


Chcąc dotrzeć do celu, potrafimy wykorzystać nie tylko swój upór, ale i inne cechy, które torują nam drogę, choć nie zawsze jest to prosta droga. Czasami bowiem, gdy nasze poglądy i przekonania są tak skostniałe i można powiedzieć, że stworzyliśmy w sobie beton, musimy przebijać się przez każdą strukturę, każdy stworzony podświadomie opór, iż sami możemy zacząć zadawać sobie w duszy pytanie, czy warto?
W drugą stronę dzieje się podobnie, gdy wierzymy, że zmienimy kogoś, a umysł tej osoby wydaje się być nie do przebicia. Co wtedy zrobić? Tu już wszystko zależy od naszej woli i od tego, jak bardzo nam zależy na relacji z tą osobą. Jeśli zależy, będziemy kopać, kruszyć beton w jej podświadomości, poświęcając na to czas i życie. A im bardziej nam na tej osobie będzie zależeć, tym więcej włożymy w to wysiłku, czasami będziemy to czynić nawet, kosztem własnego zdrowia.
Ciekawe, że w stosunku do siebie nie potrafimy wykazać już tyle determinacji. Tak naprawdę, częściej odpuszczamy, gdy chodzi o nas samych niż wtedy, gdy chodzi o kogoś, kogo kochamy. My sami musimy dopiero przegrać, dostać naprawdę po tyłku, stanąć pod ścianą, być pozbawieni wszystkich sił, które zgromadziliśmy do walki. I dopiero wtedy, gdy już wojownik w nas leży pokonany, dopiero wtedy potrafimy zebrać się, by wszystko poukładać od nowa. Wojownik, jednak musi naprawdę zostać w nas najpierw pokonany, inaczej, szybko wyliże rany i dalej będzie walczyć. Dalej będzie szukać wrogów, dalej będzie żyć w nas, w ciągłej gotowości do walki i dalej będzie nas zagrzewać do boju.
A co ciekawsze, choć jest w nas, choć kieruje naszym życiem, my go często nie widzimy i nawet nie chcemy go widzieć. Ale bywa i tak, że nie tylko go widzimy, ale i jesteśmy wręcz dumni ze swojej wojowniczości i dopiero większa klęska pokazuje nam, dokąd prowadzi nas ta rola i czy warto było się jej poddać, iść za nią. A tu już bywa różnie, choć najczęściej się jej poddajemy i idziemy, i walczymy, i czasami wygrywamy a czasami przegrywamy. Nie oznacza to, oczywiście, że czegoś nas to nauczyło, że beton w naszym umyśle się skruszył, że zyskaliśmy choć odrobinę pokory, patrząc zaś, jak szybko potrafimy wrócić do tej roli, można powiedzieć, że trudniej ją w sobie uśmiercić niż cokolwiek innego. Pozostaje jedynie pytanie, czy my tego w ogóle chcemy? Czy naprawdę jesteśmy gotowi w życiu na zmiany? Czy jesteśmy gotowi przestać walczyć, doprowadzać życie do skraju wycieńczenia. No właśnie, co tak naprawdę jest nas w stanie zawrócić z tej ścieżki? A może powinnam inaczej zadać pytanie, co Ciebie było dopiero w stanie zmienić, zawrócić, spowodować, byś przestał niszczyć siebie, swoje zdrowie, jakąś relację lub swoje życie?
To tak do przemyślenia na dziś. Miłego dnia kochani



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)