Problem niskiej samooceny


Dlaczego tak często surowo oceniamy samych siebie, wymagając od siebie często więcej, aniżeli jesteśmy w stanie w danym momencie osiągnąć lub wydobyć ze swej energii. Dlaczego tak łatwo się poddajemy, gdy mamy czegoś dokonać lub coś zmienić w naszym życiu, uciekając od wszystkiego, co mogłoby choć w minimalnym stopniu przynieść nam zadowolenie, bojąc się ruszyć choćby czubek tego, co tkwi w podświadomości. Czy rzeczywiście aż tak trudno jest zbudować świadomość tego, co stanowi naszą wewnętrzną wartość?

Gdy inni wysuwają na nasz temat jakąś opinię, albo w nią wierzymy, albo się uśmiechamy pobłażliwie wyczuwając u danej osoby nieczyste intencje i chęć manipulacji jakimś wzorcem, który dana osoba mogła wyczuć, a który stał się z jakiegoś powodu przyczyną naszej słabości. Bywa jednak tak, że bardzo się przejmujemy tym, co sądzą na nasz temat inni, a szczególnie, gdy słowa krytyki wypływają z ust tych, którym wydawało się wcześniej, że na nas zależy. Nie mówiąc o tym, jak bardzo bolesne bywają dla nas słowa i zachowania tych, których kochamy lub których dopuściliśmy do naszych uczuć. najgorszym jednak wrogiem nie są Ci, którzy ranią nas z zewnątrz, a my sami, bowiem, nikt nas tak nie potrafi zranić, jak własna negatywna ocena siebie, gdy patrzymy w lustro lub w chwili, gdy największe słowa otuchy powinny popłynąć z naszego serca i naprawdę potrzebujemy własnego wsparcia.

Przenosząc świadomość na zewnątrz, bardzo często odchodzimy od samych siebie powierzając budowanie naszej samooceny otoczeniu. A otoczenie, jak to otoczenie, raz nas pochwali, innym razem zgani, jednakże mało kiedy, komuś w naszym otoczeniu zależy rzeczywiście na tym, by nasza samoocena była wysoka, bowiem, wbrew pozorom wcale nie jest milej osobie z niską samooceną przy osobie z wysoką samooceną. A wręcz może dochodzić do sytuacji, gdy ta pierwsza zwyczajnie się męczy i wciąż zarzuca drugiej, że jest za mądra, zbyt pewna siebie, za słabo podlega manipulacjom lub nie można z nią w ogóle porozmawiać, bo ani nie można jej się wyżalić, bo zaraz postawi do pionu, powie, co jest nie tak i zapyta, dlaczego się użalamy, ani poudawać sieroty psychicznej, bo od razu zacznie nas motywować do rozwoju. No dosłownie męka, gdy trafiamy na kogoś, kto wie dokładnie czego chce, wie o co mu chodzi, nie marudzi, zawsze chętnie podejmuje działania i zawsze jest optymistycznie nastawiony do siebie i innych.

Oj potrafi wkurzać taka osoba i denerwować, gdy my tu się staramy, opowiadamy, jak nam źle samym ze sobą, jak to ciężko jest w życiu, jak to nas bliscy nie rozumieją, partner nie kocha, a dzieci prawie się nad nami znęcają, nie mówiąc o rodzinie lub kolegach z pracy, a już o szefie nawet nie warto wspominać, bowiem zaraz taka osoba zacznie nas motywować, do pionu stawiać i z uśmiechem informować, co można zrobić, aby własną samooceną podnieść, mówiąc, jakie to proste i jak cudownie jest pracować nad sobą, rozwiązując w sposób łatwy swoje problemy. No normalnie można oszaleć z kimś takim. A gdy zaczyna swoje mądrości prawić i opowiadać, jakie zadania właśnie przerabia, na jakich poziomach kształtuje świadomość, to normalnie aż ma się ochotę jej tak odrobinę te skrzydełka podciąć, aureolkę choć odrobinę skrzywić i ściągnąć w dół, w ciemność, niech życia prawdziwego posmakuje i jakichkolwiek problemów dozna, bo już prawie z nią nie można normalnie rozmawiać po ludzku.

Patrząc na naszą samoocenę i na to, w jak krytyczny potrafimy się czasami sposób oceniać, czasami aż można się zastanowić, po co my się tak sami ze sobą męczymy i niemalże na przekór sobie zaniżamy w nas to, co najcenniejsze, jakbyśmy bali się swojej wielkości i tego, by to, co w nas najcenniejsze nigdy nie ujrzało światła dziennego. Aż chce się zadać pytanie, czy aby nie robimy tego z zazdrości, by inni nie zyskali przez obcowanie z nami tego, co w sobie mamy najcelniejsze i nie wzrośli przy nas przypadkiem, albo zyskali w oczach innych więcej, niż my sami zyskujemy na tej naszej wartości.

Zaglądając w głąb duszy, która z upodobaniem zaniża własną samoocenę, łatwo jest odnaleźć w niej cały szereg negatywnych intencji, które zwykle ukrywają jakąś prawdę o jej pochodzeniu, bowiem, pomyślcie, komu może zależeć, by nikt, łącznie z tą duszą nie dostrzegł w niej wartości, czyli jej wewnętrznego światła. Jaka chora myśl mogła zrodzić się w tej duszy, że zaczęła zaniżać wartość czegoś, co ma w sobie najpiękniejsze i najcenniejsze, chroniąc to przed innymi. A może się zwyczajnie bała. Jeśli tak, to czego? Wykorzystania, własnej naiwności? Głupoty?

Czego może się bać dusza, która zaniża swoją wartość, byle tylko nie ukazać jej światu, oprócz oczywiście tego, że świat ją wykorzysta i dotknie tego, co ona reprezentuje w swej duchowej wartości, a to już potrafi być dla dusz bardzo denerwujące i może ich wręcz skłaniać do zawiści wobec prostych ludzi, by Ci nie dotknęli w sobie, swej prawdziwej mocy i stali się podobni tym, którzy tak bardzo światło swoje przed innymi chcą chronić.

Czy nasza zawiść duchowa może aż tak być głęboka wobec ludzi, że sami sobie wmówimy, iż nie ma w nas tego, czego mogą chcieć od nasi inni. Czy aż tak złe potrafią tkwić w nas intencje wobec siebie i innych? Cóż, patrząc na samych siebie, chyba nie trudno znaleźć odpowiedź. Potrafią i to potrafią być naprawdę negatywne, nie mówiąc, o tym, że mamy je czasami przed nosem, wyrażamy we własnej postawie a i tak potrafimy zaprzeczyć wmawiając sobie, że żadnej w nas tam wartości nie ma, to i czym mamy się niby dzielić z innymi. No właśnie...czym?

Pozostawię was z tym pytaniem, byście mogli zajrzeć w głąb siebie i zapytać, z jakiego tak naprawdę powodu zaniżacie swoją samoocenę? Oczywiście pytanie tylko do tych, którzy mają z tym problem. Resztę proszę o inspirację dla tych, którzy się z tym męczą.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)