Przemiana


Gdy buntujemy się przeciwko innym, zwykle nasz bunt wydaje się nam uzasadniony, niekoniecznie tym, przeciwko którym się buntujemy, nam jednak wydaje się, że słusznie czynimy, buntując się. Chcemy przecież zmiany, niekoniecznie wiemy, jakiej, ale chcemy by było inaczej niż jest teraz. Tego jesteśmy pewni. 

Jak daleko jesteśmy przy tym posunąć się w stronę destrukcji tego, co jest? Oj potrafimy. Lubimy niszczyć to, co stare i budować od nowa. I nie jest to wcale jakaś kosmiczna filozofia. Proces śmierci, niszczenia, rozkładu i ponownych narodzin, dzieje się w naturze od początku istnienia. A skoro coś się dzieje dokoła nas, dzieje się i w nas samych. Stąd umiłowanie do nowości. Lubimy, jak w naszej głowie rodzą się nowe pomysły, w naszym życiu pojawiają nowe osoby i przedmioty. Lubimy zmieniać, wymieniać, porzucać i uciekać od tego, co w nas zastałe. Lubimy niszczyć, choć my sami tak tego pewnie nie postrzegamy. Niszczyć? My? Przecież my lubimy budować, ale niszczyć? Przecież to takie nieprzyjemne. I to jak! A jednak to robimy i to przez cały czas, a jak nie my, to otoczenie wokół nas niszy w nas to, do czego się przywiązujemy, czasami nasze marzenia, czasami plany, czego oczywiście bardzo nie lubimy, ale to się dzieje cały czas. A po co się dzieje? Ano po to, byśmy się nie przywiązywali do jednego stanu i zrównali się tempem rozwoju swojej świadomości z procesem przemiany, który zachodzi w nas i wokół nas.

Trudne do zrozumienia? Niekoniecznie, chyba, że jesteśmy inni, powiedzmy bardziej oryginalni niż reszta i gnamy swoimi myślami za wiatrem, jesteśmy niecierpliwi i liczymy tylko na efekt. 

Gdy sami kierujemy przeciwko sobie jakąkolwiek energię, nazywa się to autodestrukcją. Gdy przeciwko innym, destrukcją. Wokół można zbudować, oczywiście wiele innych definicji, ale nam niech wystarczy w tym momencie, ta. Bo to dotyka nas na co dzień, bo często z tego powodu płaczemy, nie godzimy się z tym, co umiera w nas i wokół nas. Nie godzimy się na kres danego doświadczenia. A im szczęśliwsze było dla nas owe doświadczenie, tym ból większy. A to i tak się dzieje. Możemy się z tym nie zgadzać, buntować, a i tak się zdarzy. Możemy starać się też zatrzymać nasze szczęście, a ono i tak po chwili przemija. I tego najbardziej nie chcemy zrozumieć, jak i włączyć się w ów proces, by z niego korzystać. A można z niego skorzystać, a wtedy, z destrukcji, ów proces staje się procesem przemiany wewnętrznej. A, gdy już dokona się przemiana wewnątrz nas, dokona się i wokół nas. To zaś, co przynosiło nam do tej pory ból, stanie się ścieżką do wyzwolenia.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)