Przywiązanie do wolności


Wszystko do czego czujemy prawo staje się naszą własnością, przynajmniej w języku tych, którzy takie prawo sobie stworzyli i lubią, gdy jest respektowane.

Jedno więc czują prawo do własności jakiegoś przedmiotu, inni dają sobie prawo do własności wobec siebie nawzajem, a jeszcze inni do tytułów. Ale, czy to, że dam sobie prawo do tego, by coś określać moją własnością rzeczywiście tę rzecz taką czyni? A co jeśli inni również roszczą sobie do tej samej rzeczy prawo? I co ciekawsze, uznają, że mają do tej samej rzeczy większe prawo niż ja. Czy opinia kogoś, kto to rozstrzyga zawsze będzie obiektywna i czy weźmie pod uwagę moje racje, czy raczej uzna, na podstawie własnych sądów i przekonań, że racja jest po drugiej stronie. Oczywiście tam, gdzie przepisy prawne jasno mogą odnieść się do sytuacji, może to być prawnie rozstrzygnięte, ale co jeśli prawo tego nie obejmuje, bo nasze poczucie własności nie wynika z przepisów prawnych a jest odniesienie do emocjonalnej więzi, przywiązania do przedmiotu wobec którego nabraliśmy przekonania, że należy do nas.

Tu oczywiście można się spierać na temat tego, kto ma do czego prawo według przepisów, nie o to jednak mi chodzi, aby zagłębiać się w prawo sądowe, a o to, kiedy nabieramy przekonania, że dana rzecz jest dla nas na tyle ważna, iż czujemy się jej właścicielami.

Do czego chcę się w ten sposób odnieść? Otóż, jest taki moment, gdy z czasowego użytkownika, w jednej chwili przechodzimy do funkcji posiadacza i właściciela. Zauważyliście pewnie takich momentów u siebie w życiu co niemiara. Zapewne większość z nich dotyczyła zakupów jakiś przedmiotów, ale mnie interesuje subtelniejsza sfera określająca prawo własności, np. ta dotycząca uczuć. Jak myślicie, kiedy możemy powiedzieć, że druga osoba jest wasza? Że należycie do siebie, to pewnie łatwiej, bo dwie strony stwierdzają...jesteś mój, a Ja Twoja.

Gdy sami się do kogoś przywiązujemy, sami stwierdzamy najczęściej, należę do Ciebie. Często chcemy, by podobne słowa padły i w drugą stronę, ale z tym bywa już różnie. Jednak, jak dobrze się przyjrzeć ludzkim zachowaniom, więcej w nas ze zwierząt niż by się wydawało, bowiem, uwielbiamy mieć właściciela. Tu może zawrzeć, bowiem dusza nie lubi mieć właściciela, nie lubi czuć się do nikogo przywiązana i zawsze dąży do wolności, ale czy na pewno? Do pewnego momentu, gdy rzecz dotyczy opieki, dusza sama chce się czuć czyjąś własnością, myląc to często z obowiązkiem kochania.

Gdy ktoś nas kocha i my się oddajemy tej osobie i mówimy jej, jestem Twoja, należę do Ciebie, to co tak naprawdę mówimy w tym momencie tej osobie? Oddajemy jej prawo do siebie, czy raczej mówimy: zaopiekuj się mną. Mówimy jej, masz prawo mnie kochać, dbać o mnie, czy raczej: teraz masz obowiązek o mnie dbać i mnie kochać. I skoro jestem Twoja, masz się jeszcze starać:)...w sumie niezła wygoda. Z wykonaniem już trudniej, bo mężczyźni buntują się nie wiedzieć czemu? Sami chcą byśmy o nich dbały, jakby sami nie mogli? No, ale przy odrobienie kompromisu, można znaleźć porozumienie.

Niestety, problem zaczyna się w chwili, gdy więź, którą stworzyliśmy jest naprawdę mocna, prawo własności wzajemnie przyznane, a tu wolności nam się zachciewa. I co teraz? Zerwać? Będzie bolało którąś ze stron. Czekać aż samo zdechnie śmiercią naturalna? Można się nie doczekać. Zmienić coś lub transformować, to juz prędzej. Tylko, co tu zrobić, aby więź, którą sami stworzyliśmy, oddając prawo do siebie teraz delikatnie zlikwidować? Tu już sprawa może być trudniejsza, bowiem przy oddawaniu do siebie prawa własności trzeba zejść najdalej jak sie da w pamięci karmicznej i znaleźć pierwszą, stworzoną przez nas zależność emocjonalną, którą stworzyliśmy względem drugiej osoby. Gdy już ją odnajdziesz musisz zejść trochę głębiej i powoli tworzyć obraz tego jak często sam się przywiązywałeś z własnej woli do kogoś i przyjmowałeś prawo własności od innej duszy.

Znajdź też pierwotne intencje, które Tobą kierowały, co może być trudniejsze, jednak, gdy trafisz na tę właściwą obraz ułoży Ci się w sensowną całość. Co już z tym dalej zrobisz, zależeć będzie tylko od Ciebie.

Podpowiem tylko, że w chwili, gdy zrozumiesz, iż możesz odnaleźć ścieżkę do jedności z każdą jedną duszą, żadnej nie będziesz musiał do siebie przywiązywać i odwrotnie, aby odczuć choć jej namiastkę, czy miłość, ale najpierw musisz znaleźć i stanąć w tym punkcie zrozumienia.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)