Spłata długów karmicznych


Wybaczyć, czy poprosić o wybaczenie, a może lepiej zrobić to radykalnie, raz na zawsze odcinając od siebie energię kogoś, wobec kogoś od dawna gromadzimy bezsilną złość i żal, a może zignorować własne sumienie i uznać, problemu nie ma. Nie jest łatwo przyznać, że jest się winnym, nawet jeśli zostaliśmy złapani na gorącym uczynku, dużo łatwiej przychodzi nam ferowanie wyroków wobec innych, czasami bezpodstawnych, ale łatwiej jest oskarżyć kogoś nić udowodnić swoją niewinność.

Gdy ktoś czuje się winny najczęściej dręczy go sumienie, ale nie zawsze tak jest. Często ci, którzy skrzywdzili czują jedynie, że wyrównali jakiś rachunek i uznają swoją własną niewinność, do końca obstając przy swoim. Niestety mało kto widzi przyczynę, a ona często tkwi w najdalszych wcieleniach, co już zupełnie jest abstrakcyjne dla tych, którzy osądzają i wydają wyroki. Bo jakby, ktoś, miałby wydać wyrok, udowadniając, że w poprzednim wcieleniu ta sama osoba dokonała równie złej rzeczy na nim samym i tylko wyrównał z nią porachunki. Kto by w to uwierzył?

Podobnie dzieje się w drugą stronę. Jak udowodnić, że ktoś jest zły do szpiku kości, gdy w tym wcieleniu ta osoba nie jest już tamą osobą, z tamtego wcielenia, z którego pamiętamy, że czyniła coś złego. Jak udowodnić, że ktoś był oszustem, skoro w tym życiu postanowiła ta dusza żyć według prawa lub złodziejem. Gdzie znaleźć świadków, skoro każdy wybrał inne ciało, a częstokroć inne miejsce narodzenia.

Otoczeni osobami, z którymi łączą nas różne, często niezbyt miłe zdarzenia z innych wcieleń, ciąż narażeni jesteśmy na pobudzanie sumienia lub złości wobec tych, których nawet nie musimy pamiętać karmicznie, ale czujemy, że na pewno coś nam kiedyś zrobili, skoro ich tak dobrze, choć negatywnie wyczuwamy i widzimy w jakiś sposób prawdę, w ich zachowaniu. Dlatego wciąż z kimś walczymy w otoczeniu, ciągle pozwalamy się ranić lub opiekujemy się kimś, pomimo, że ta osoba zasługuje niejednokrotnie na to, by ją zatrzymać i krzyknąć dość wobec jej postawy.

Nie mając świadomości poprzednich wcieleń, jedynie odczuwamy emocje i to one nam przypominają, że jakiś temat miedzy nami a konkretną osobą, z którą np. walczymy jest nieuzdrowiony. Ale po to właśnie oplatamy jakieś zdarzenie lub jakąś osobę konkretnymi emocjami, aby tego nie zapomnieć i to emocje, którymi je opletliśmy podpowiadają nam, o jaki rodzaj zdarzenia mogło chodzić lub co nam zrobiła ta osoba.

Dla osób, które pracują nad sobą, temat własnego sumienia jest często barierą, przez którą nie mogą się przebić, nie wiedząc czasami, co zrobić, by pozbyć się dręczącego poczucia winy lub przemóc własną dumę i wybaczyć. Nie jest łatwo wybaczyć, gdy żal, który trzymamy w sobie jest dużo większy niż świadomość własnej postawy i intencji, które nami kierują. Tym bardziej trudno jest nam zrozumieć postawę i intencje, które kierują drugą stroną. No bo jak tu jednak stwierdzić swój udział i uznać, że było się współwinnym zdarzenia, gdy to my doznaliśmy większych cierpień lub całkowitej przegranej. Jest to naprawdę ciężkie dla duszy, bo przegrana oznacza dla niej często hańbę i wstyd wobec mocy, po której się spodziewała, że ją ochroni. I nie chodzi o postawę innych, którzy ten wstyd przypieczętują, wytykając jej przegraną, ale o własne przekonanie, że posiadamy moc większą niż nam się wydaje.

Każde mierzenie się z sytuacją, jest wewnętrznym sprawdzianem swoich umiejętności, zdolności a co za tym idzie swojej własnej mocy. Lubimy czuć, że ją posiadamy, lubimy panować nad swoim ciałem, życiem, a nawet nad innymi. Gdy tylko coś nam w życiu wychodzi, gdy tylko czujemy panowanie nad czymś, od razu wystawiamy to na pokaz, chcąc podświadomie sprawdzić, czy moc jest powtarzalna, czy drugi raz także osiągniemy nad nią panowanie. Jest to wpisane w charakter duszy i właśnie o to toczy się cała gra. Mamy dotrzeć do jej źródła w sobie, znajdując do niej najprostszą drogę. Niestety, najczęściej nam to słabo wychodzi, dlatego dusza otrzymała możliwość zaczynania gry w dowolnym, wybranym miejscu, przy zmianie wszystkich opcji i w nowym ciele.

Mierząc swoją moc, naturalnym jest, że możemy doznać w wielu wcieleniach porażek. Naturalnym też jest, że dusza porywa się czasami na zbyt trudne zadanie i myśli, że jest silniejsza niż samo życie, ciało lub przeciwnik. Gdy obrywa, często towarzyszy jej duma, która mówi: wstań, otrzep się, idziemy walczyć dalej lub: walcz do upadłego i nigdy się nie poddawaj. Jednak, gdy nie stajemy do równej walki i do pokonania przeciwnika używamy manipulacji lub chcemy wykorzystać jakąś jego słabość np. litość, wtedy, gdy przegrywamy budzi się żal, że nawet to nie zadziałało. Gdy dochodzi do tego sroga kara i ktoś zadaje nam w odwecie cierpienie wtedy rodzi się pragnienie uzyskania zadośćuczynienia za doznane krzywdy i to właśnie wtedy chcemy, by nas ktoś przeprosił, a bardzo często zamieniamy ten stan w dług i chcemy wprost, by nam ktoś oddał pieniądze za doznane krzywdy.

Im większe poczucie żalu, tym większego żądamy częstokroć zadośćuczynienia i bardzo często się zdarza, że druga strona, także poczuła, że przekroczyła barierę stosowania mocy lub prze-mocy i chce to wyrównać, oddając nam część energii. I jeśli uzyska naszą zgodą, a najczęściej ją uzyskuje, spłaca nam dług karmiczny, zamieniając go np. na materialny. I wszystko byłoby ładnie, pięknie, gdyby nie to, że jedna i druga strona nie wiedzą, kiedy powiedzieć najczęściej dość.

Jak myślicie, gdzie jest granica spłaty ługu karmicznego? W którym momencie powinniśmy powiedzieć dość, już wystarczy i odpuścić drugiej osobie. Gdy wyczuwamy, że ktoś czuje się wobec nas winny, nawet nie wiemy, jak łatwo stajemy na granicy pokusy, by chcieć wykorzystać drugą osobę i oskubać ją do ostatniego grosza. Z ofiar potrafimy w jednej chwili przeistaczać się w katów, gotowych przedłużać winę danej osoby, by wciąż mieć nad nią panowanie i władzę. A już przyznanie przed tą osobą, że nie była tak do końca winna, bo przecież mieliśmy jakiś w tym swój udział jest dla nas nie do pomyślenia, bo jeszcze by przejrzała na oczy i zobaczyła, jak doskonałymi jesteśmy manipulantami i co wtedy? Wtedy to ona mogła by zażądać od nas wyrównania rachunków i zwrotu nadpłaconego długu. I to by był dopiero problem. Dlatego, łatwiej jest nam zwalać winę na innych i tkwić we własnym przekonaniu, że to my jesteśmy wiecznie ofiarami, niż przyznać, że porwaliśmy się na zbyt trudne zadanie i to nam zabrakło w tamtej chwili rozumu, bo, co nam szkodziło wycofać się zawczasu, co nam szkodziło odejść, nawet jak zdarzenie już się działo.

Własnej głupocie mało kto przyzna, że ją posiada, dlatego wolimy iść w zaparte, niż odpuścić i przyznać się do własnego błędu. To najtrudniejsze, z czym musi się mierzyć dusza, gdy ma stanąć przed lustrem i dostrzec w nim prawdę, bo to boi, gdy widzimy własną naiwność lub głupotę.

No, bo inni oczywiście, mogą być naiwni i głupi, ale my? O sobie nie wolno myśleć negatywnie, więc dlaczego mielibyśmy przyznawać się do głupoty. Inni przecież też mogli zrezygnować, odejść, nie zadawać nam bólu. Dlaczego to my mamy widzieć w sobie winę? Nie musimy, ale nie musimy też przerysowywać winy innych, a to jest właśnie problemem, albo pogłębiamy za bardzo własne poczucie winy albo przerysowujemy cudzą winę. Dusza ma naturalnie wkodowaną skłonność do przesady, bo w ten sposób szuka granicy danego zachowania, bo tak się właśnie uczy, dlatego przesada towarzyszy jej w wielu zachowaniach. I nie ma w tym niczego złego. Takie zasady panują na etapach, na których poznajemy jako dusze granice zachowań i własnych możliwości wpływania na sytuacje lub zdarzenie.

Nie ma zatem winnych i niewinnych. Nie widzimy tylko swego udziału i roli, co jest najczęstszą przyczyną wstępowania na ścieżkę, chęci udowodnienia, że jednak jest sposób, by komuś udowodnić prawdę, że wina leżała po jego stronie.

Co nam to daje, że poświęcamy czasami wiele wcieleń, by komuś coś udowodnić, by ścigać kogoś i chcieć wyciągać na siłę od niego przyznanie się do winy lub zmuszać tę osobę do zadośćuczynienia naszym krzywdom? Najczęściej nic poza za potwierdzeniem sobie, jak bardzo potrafię być uparta i dumna, bo co by mi szkodziło wybaczyć? Korona by mi spadła z głowy? Co by mi szkodziło odpuścić i mieć w końcu święty spokój, wolność, nie musieć się wreszcie szarpać, walczyć, ścigać nikogo, udowadniać racji. Rysa by się pojawiła na moim honorze?

Oj trudne do przyznania, ale większość dusz powie, tak. Może nie na głos, ale tak właśnie jest i trudno temu zaprzeczyć. Chodzimy dumni i zarozumiali. Nie widzimy belki we własnym oku, ale paproszek w cudzy dostrzegamy z kilometra. Nie mamy też umiary, gdy juz kogoś dopadniemy i wyczujemy, że czuje się wobec nas winny. Potrafimy wyssać do dna, a i tak nie nasycimy żalu i żal nie poczuje się zaspokojony, bo to nie do tej osoby mamy tak naprawdę żal, tylko do samych siebie. Tego nie potrafimy dostrzec, że złość ma się do samego siebie, bo wyższe mieliśmy w tamtej chwili mniemanie o sobie, niż nam się wydawało i zostało ono tylko przez tę osobę lub zdarzenie, jako słabość obnażone.

Nieznajomość zasady przyczyny i skutku nie zwalnia nikogo od odpowiedzialności za własną głupotę, nie usprawiedliwia także niczego w naszym postępowaniu, bo i tak doświadczymy skutków, więc nawet nie warto dyskutować w tym temacie. Wystarczy popatrzeć na swoje obecne życie, na chwile teraźniejszą. Każdy stan, którego doświadczamy w chwili obecnej jest skutkiem czegoś, jakiejś wcześniejszej decyzji. O co więc się mamy kłócić? O to, że wcześniej nie myśleliśmy świadomie, że podjęliśmy w przeszłości wiele złych decyzji? W jakiś sposób trzeba dojść do prawdy i wykształcić świadomość własnych działań. Inaczej się nie da. Wędrujemy ścieżką przeznaczenia, ale sami wybieramy, jaką drogą tam dojść.

Głupota nie zwalnia nikogo od odpowiedzialności. Ludzie częstokroć narażają własne życie, aby wyznaczyć sobie granicę odwagi, która często zamienia się w brawurowość. Podobnie dzieje się, gdy tworzymy złudne poczucie własnego bezpieczeństwa, czego dowodem jest pogoń w obecnych czasach, za najbardziej odważnym selfie, co często kończy się śmiercią.

Oczywiście fajnie by było, gdybyśmy zawsze byli świadomi swoich intencji i intencji innych ludzi. Gdyby własna mądrość prowadziła nas częściej niż głupota i nie ulalibyśmy tak często naiwnemu złudzeniu, że nic nas złego nigdy nie może spotkać. Oczywiście..., gdyby tak było, ale nie jest i nie ma co się czarować, że coś nas ochroni, gdy samo pchamy się pod topór i potrzebujemy tej lekcji, jako lekcji pokory i czegoś, co wyhamuje naszą brawurowość. Bo, co innego może lepiej nas powstrzymać niż ból? Podziękowania należą się w tym momencie, w szczególności ciału, bo napracuje się czasami nad naszą głupotą, jak nie wiem, co.

Osoba świadoma nie szuka przygód, nie szuka granic, nie czyni swego życia ekstremalnym, co czyni ją nudną dla innych. Podąża drogą środka, często z dala od przyjaciół i znajomych. Moc znajduje w sobie, w świadomości jej źródła i w żaden sposób jej nie wykorzystuje, by mierzyć się z innymi. Nie ma wiec problemu, gdy jakaś dusza powie jej, mam do Ciebie żal, musisz mi teraz wynagrodzić to, co m i uczyniłaś złego w innym wcieleniu. Zrozumienie ról dwóch stron czyni ją wolną wobec każdej podobnej sytuacji. Najczęściej taka istota chyli czoła wobec drugiej strony i oddaje całą energię tamtego zdarzenia w postaci wdzięczności za współudział w lekcji, w której obie brały udział. Nigdy też nie ma problemu, by poprosić o wybaczenie i wybaczyć, ale robi to tylko w chwilach, gdy czuje, że potrzebne jest to, tej drugiej duszy, nie jej samej. Jasno też wyznacza granice, gdy oddaje wdzięczność jako tę, która wyrównuje rachunek.

Zanim jednak do tego etapu dotrze dusza, czeka ją zmierzenie się z iluzją wyobrażenia, że przed duszami, które wykorzystują ją i ranią trzeba się bronić, że ktoś jej musi coś wynagradzać, oddawać, spłacać jakieś długi. Dusza, która już się z tym uporała, nigdy nie oskarży drugiej strony o winę. Widzi bowiem swoją rolę i skalę przepełniającej jej w tamtej chwili naiwności, oraz towarzyszącą jej głupotę. Nie widzi też winy w sobie, choć może czuć ból prawdy, gdy zobaczy, jak mocno im uległa w chwili, gdy głupota pchała ją w kłopoty. Niestety bardzo często szukamy dla własnego żalu towarzyszy i przerzucamy go na otoczenie, podłączając się pod emocje tych, którzy mówią o nim publicznie i rzucają w czyjąś stronę oskarżenia. To nam często pomaga go rozładować, choć dzieje się to w minimalnym stopniu, ale dla duszy to już coś, bowiem, długotrwałe podtrzymywanie w sobie tej energii jest bardzo wyczerpujące. Widać to często po dziecku, które długo płacze i w końcu zasypia, zmęczone własnym stanem. To jak ma czuć się nasza dusza, gdy taki żal trzyma całe wieki?

...

Jam Jest świadomością mojego udziału w każdym jednym doświadczeniu, w którym biorę udział.

Jam jest świadomością inicjacji każdego zdarzenia, które zapoczątkowuję, jak i świadomości intencji, z jakimi to czynię.

Jam Jest świadomością tego, co kreuję w moim życiu, każdego zdarzenia, które kreuję, aby coś zrozumieć.

Jam Jest świadomością stanu, który stworzyłam w sobie, by pokazać sobie iluzję wypełniania się energią żalu.

Jam Jest świadomością własnego udziału we wszystkim, co kreuję.

Jam Jest świadomością tego, co zapoczątkowuje w moim życiu, jak i tego, czego doświadczam w skutkach.

Jam Jest świadomością dostrzegania skutków, jako następstwa tego, co mogłam zapoczątkować dawno temu, jak i chwilę wcześniej.

Jam Jest świadomością mojej mocy kreacji.

Jam Jest prawda, do której docieram i którą sobie obnażam, w postaci tego, czego doświadczam, jako skutku.

Jam Jest świadomością ukazująca mi prawdę o iluzji, którą stworzyłam wokół siebie, chcąc się chronić przed zranieniem lub wykorzystaniem.

Jam Jest mocą uzdrawiającą każdy stan, który stworzyłam, by się chronić.

Jam Jest czystą świadomością wybaczenia.

Jam Jest czystą świadomością stanu wdzięczności, który stwarzam w sobie, by podziękować każdej jednej istocie, która wzięła udział ze mną we wspólnym doświadczeniu, jako możliwości wyrównania między nami energii.

Jam Jest czystą wdzięcznością, którą okazuję za każdym razem, gdy dostrzegam moją rolę i mój udział w zdarzeniu.

Jam jest świadomością mojej wewnętrznej mocy.

Jam Jest świadomością stanu mojej mocy, w chwili obecnej, jak i ścieżki, którą muszę przebyć, by ją w pełni w sobie odnaleźć.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)