Świadome spojrzenie na to, co się dzieje


Dać szansę czy jednak odpuścić? Poddać się, czy jednak zawalczyć? 
Bardzo często mierzymy się z podobnym dylematem i to nie tylko, jeśli chodzi o związki, ale i o wszystkie inne kwestie dotyczące życia lub nas samych. I jak się okazuje, nie zawsze warto walczyć, czasami wręcz poddanie się bywa dla nas bardziej wyzwalające niż wygrana, osiągnięta często takim wysiłkiem, iż długo później zastanawiamy się, czy warto było?
I tu już wiele zależy od roli, która w nas dominuje. Jeśli jesteśmy wojowniczkami/wojownikami, będziemy walczyć, czasami do upadłego. Jako królowe uniesiemy się dumą i co najwyżej delegujemy kogoś w otoczeniu, by walczył za nas. 
Jako praktyczne istoty, rzemieślnicy, wykorzystamy sytuację, by jak najwięcej zyskać lub jak najwięcej się nauczyć. Ci, którzy będą szukać mądrości, poddadzą się doświadczeniu i bez względu na to, co ich spotka, podziękują za owe doświadczenie, wyciągną lekcję pokory, opatrzą swój obolały tyłek lub zranione serce i pójdą dalej, wdzięczni za to, co ich spotkało i jeszcze będą się cieszyć, że tylko tyle. Ciekawie ustawią się też dusze o bardziej duchowej roli. Te będą bowiem szukać głębszego sensu i zrozumienia, zastanawiać się, o ile wzniosło ich owe doświadczenie lub zastanawiać się nad przyczyną i skutkiem. Została jeszcze rola służebna, która bierze na siebie wszystkie ciosy, a potem cichutko siada w kącie i chlipie, niezdolna podjąć jakiekolwiek działania, by zmienić swój los. Role mogą się też ze sobą mieszać. Nie obce nam przecież chlipanie, by po chwili wstać, otrzepać się i szukać na nim/niej zemsty. Do czego jednak zmierzam.
To, co nami steruje, choć dla nas często niewidoczne, jest niezwykle ważne, w zrozumieniu samego siebie. A to podstawa do tego, by nabyć świadomości motywów własnego postępowania. Dlaczego, bowiem, mam zawsze chlipać po tym, jak ktoś mnie odrzucił? Dlaczego mam walczyć? Dlaczego mam unosić się dumą lub honorem? Nie mogę zwyczajnie, świadomie popatrzeć na sytuację, zrobić, a-cha, to o to chodziło i zająć się innymi sprawami? Mogę. Bo dlaczego nie? I to jest właśnie moja wolność. Dzieje się. I gdy się dzieje, przeżywam, ale, gdy doświadczenie się kończy, kurtyna opada i czas ruszyć, zwyczajnie, w dalszą w drogę. 
Czasami naprawdę nie ma na co/kogo czekać, oglądać się na innych. Przed nami wspaniała przygoda i jakaż jeszcze ilość wschodów słońca na nas czeka, by ich doświadczyć.

 



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)