Tantra. Pierwszy krok - obserwacja siebie.


Pewne przekazy mówią, iż tantra zrodziła się z energii kobiecej, gdy ta została dostrzeżona przez boginię, która nadała jej nazwę i uczyniła swą drogą, chcąc poznać niezwykłość natury kobiecej, poprzez którą zradza się życie. Obserwowała nie tylko świat dokoła siebie, gdzie ów akt następował na każdym jednym kroku, ale i niezwykły taniec, który dokonywał się pomiędzy energią żeńską i męską, która odnajdywała do siebie drogę poprzez ciało - akt seksualny, jak i duszę - akt jedności na poziomie uczuć, myśli i emocji.

Aby to zrozumieć bogini zaczęła przyglądać się sobie, wybierając na swą podróż ciało, którego natura w najczystszy sposób oddawała to, czego tak usilnie poszukiwała, czystą esencję, niczym nie zakłóconą poprzez działanie innych sił. Nie było to jednak końcem jej obserwacji. W pewnej chwili bogini dostrzegła w sobie pierwiastek, który w szczególny sposób wpływał na jej własną energię, wnosząc do jej przestrzeni (pustość) ruch, inicjujący akt stworzenia. Tak bardzo to skupiło uwagę bogini, iż chciała ujrzeć wszystko, co dzieje się pomiędzy jej energią, a pierwiastkiem, który inicjował akt stworzenia.

Brzmi w pewien sposób znajomo?

Przyzwyczailiśmy się patrzeć na wszystko poprzez największe ograniczenie, jakie tworzy nieświadomość, nie dostrzegając tego, co dzieje się w każdej jednej chwili, zarówno w nas samych, jak i na poziomach, bardziej skupionych w swym bliskim oddziaływaniu, czyli w materii.

Nauczyliśmy się patrzeć poprzez ciało, ufając zmysłom bardziej, niż jest to konieczne. Ale wystarczy małe zakłócenie, by ciało, któremu tak bardzo ufamy, nas zwiodło. Wzrok zaczyna nas mylić, słuch omamiać i zwodzić, węch prowadzić w niewłaściwym kierunku a dotyk być przyczyną największych cierpień. Ma to jednak swój głębszy, duchowy sens, ukazuje naszej duszy świat, w którym także dokonuje się jeden z aktów stworzenia, zwany przemianą, który my często nazywamy śmiercią i rozpadem, a tak naprawdę jest to jedynie kolejnym elementem na drodze stworzenia, który rozpoczyna kolejny proces, gdzie z tego, co umiera wyrasta coś nowego. Dzięki temu bogini w nas dopełnia akt, dzieląc w nas pierwiastek męski i żeński i na powrót układając mu drogę do jedności.

Aby jednak zrozumieć, co się dzieje w nas samych i aby móc zaobserwować w sobie ów akt, najpierw musimy poznać składowe elementów, które określamy, jako część naszej duchowej i fizycznej natury. Łatwiej jest nam oczywiście, przynajmniej na początku ujrzeć go we wszystkim, co nas otacza. Obserwowanie natury daje ku temu nieskończenie wiele możliwości, nie ukazuje jednak tego, co widać pod powierzchnią, bez względu na to, jak bardzo rozdrobnimy komórkę, by zobaczyć, z czego jest zbudowana, ani, ile zaobserwujemy aktów zapłodnienia.

Patrząc na to, jak łączy się komórka męska z żeńską (plemnik z jajeczkiem), obserwujemy jedynie proces, moment połączenia, nie widzimy jednak sił, które wtedy oddziałują zarówno na jajeczko, jak i na plemnik. Nie wiemy także, co powoduje, iż są one tego właśnie kształtu, ani, w jaki sposób dopasowują się do siebie i co się w nich tak naprawdę dopasowuje. Nazywamy to oczywiście ładnie, czyli dopasowaniem genetycznym, ale nikomu jeszcze nie udało się owego momentu dopasowania zaobserwować, ani opisać zjawisk, które tak naprawdę wtedy zachodzą, choć potrafimy już pięknie opisać sam akt zapłodnienia. Widzimy bowiem tylko efekt, czyli moment podziału zapłodnionej komórki, nie wiedząc, co się wewnątrz niej dzieje.

Rozdrabniamy się tworząc coraz doskonalsze maszyny, które pozwoliłyby nam ujrzeć coraz subtelniejsze procesy, gdy tymczasem wewnątrz nas jest dużo doskonalsza maszyna, która pozwala wszystko ujrzeć i to na dowolnym poziomie, a jest nią uważność. Nie jest jednak sama, bowiem towarzyszy jej świadomość, która umożliwia duszy na tworzenie punktów doskonałej obserwacji, punkty równowagi wewnętrznej. W taki właśnie sposób bogini zaobserwowała samą siebie, tworząc w samej sobie zarówno uważność, jak i świadomość. W taki sposób zaobserwowała także każdy proces, który sama stworzyła pomiędzy każdą parą przeciwieństw, by mógł zaistnieć akt stworzenia. Jest więc każdym elementem, którym wypełnia samą siebie, wypełnieniem i każdym aktem, który się w niej dokonuje. Nic nie dzieje się poza nią, gdyż wszystko jest nią, jest stworzone w niej samej i poprzez nią samą inicjuje się każdy proces.

Wiem, że jest to trudne do pojęcia, ale w swej materialnej postaci bogini umożliwia obserwację tego aktu, z każdego poziomu odczuć. Uczestniczymy w tym, jesteśmy tym aktem, wszystko dzieje się w nas i wokół nas. Tu nic nie dzieje się poza nami samymi, wystarczy jedynie przekierować swoją uwagę na sam akt, do czego potrzebujemy znów świadomości, by ów akt mógł zostać przez nas zaobserwowany.

Pomyślcie nad tym, jest to bowiem ważne, gdyż od czegoś nasza wędrówka musi się rozpocząć. 



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)