Ujarzmić samego siebie


Proces wewnętrznej przemiany może wydawać się bardzo trudny i rzeczywiście tak bywa, nawet dla osób, które poświęcają lata na wykształcenie siły swojej woli, co niestety, ale powoduje, iż można się naprawdę mocno sfrustrować w pracy nad sobą. Szczególnie, gdy okazuje się, iż to my jesteśmy swoimi największymi wrogami zaś to, co przypisywaliśmy jako główny powód innym jest tak naprawdę tym, co sami sobie wykreowaliśmy.

Jednym z ciekawszych programów, z którymi przyszło mi się zmierzyć było uczulenie pokarmowe i niemożność trawienia wielu pokarmów, co było dość frustrujące, choć tak naprawdę chroniło mnie przed skłonnościami do spożywania niezdrowych rzeczy. A takie skłonności przeniosłam nie tylko z poprzednich wcieleń, ale i na wszelki wypadek wybrałam sobie rodziców, którzy mieli dość kontrowersyjne nawyki i to nie tylko żywieniowe, od palenia papierosów zacząwszy (tata) po jedzenie surowego mięsa (tatary i podobnego typu jedzenie, mama). Oczywiście moje nawyki były odrobine inne, bowiem, ja znów lubiłam słodkości. Nie mogłam ich zaś jeść, bo większość z nich była wytwarzana na bazie mleka, na co miałam uczulenie, tak więc mając silną skłonność do jedzenia słodyczy, sama na siebie ukręcałam bat, by ich nie jeść, bo przecież nie trawiłam laktozy. A, że skłonności wcale nie znikały pomimo niemożności spożywania produktów mlecznych, wysypką informowałam samą siebie, obwieszczając przy okazji światu moją głupotę, iż dany produkt spożyłam.

Gdy się temu przyjrzałam, okazało się, że wcale nie jestem uczulona na produkty mleczne, a na własną głupotę. Niestety, na cudzą także.  

Pięknie. Nie dość, że denerwowała mnie własna głupota, to jeszcze tępiłam ją publicznie, w sposób dość uciążliwy, za pomocą swędzącej wysypki. Co zaś prowadziło do smutnego wniosku, że stałam się zwyczajnie ofiarą własnego perfekcjonizmu. Mi nie wolno było przecież mieć wad.

Inni mogli, tylko nie ja. Inni mieli prawo do popełniania błędów, tylko nie ja. Wymagano ode mnie, bym była poważna i odpowiedzialna, bym dawała przykład.

Nie ma jak chory własny umysł i otoczenie, które jeszcze wzmacnia w nim ten program.

Myślicie, że łatwo poszło pozbycie się tego programu? Nic bardziej mylnego. Gdy tylko ruszałam coś na jednym poziomie, od razu wychodziło coś na kolejnym. Jakby cała dusza była nim zainfekowana. Nawet teraz zdarza mi się odnajdywać jego działanie, a przecież to, co tak usilnie często staramy się ukryć przed innymi jest jedynie doświadczaniem swej negatywnej strony w duszy.

Nie da się przejść życia nie doświadczając skutków działania różnego rodzaju programów: głupoty, naiwności, strachu, leków itd. W ten sposób się uczymy, traktowanie więc tego, co nas obciąża jako powodu do wstydu może uniemożliwiać nam tak naprawdę wyjście z tego, co nas obciąża.

Dystans do siebie? Oj warto nad nim czasami popracować. Polecam. Bywa pomocny w duchowym rozwoju. Pozwala nie tylko spojrzeć na wszystko z dużej odległości, ale i nabrać właściwego oglądu tego, co się dzieje. A jest to niezbędne, jeśli naprawdę chcemy dokonać w sobie przemiany.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)