Umiar


Czasami tak bardzo zapędzamy się w naszych relacjach, iż sami tracimy umiar, przyzwalając na rzeczy, na które normlanie byśmy nie przyzwolili. Czasami liczymy na opamiętanie drugiej strony, ale okazuje się to być najczęściej pobożnym życzeniem, bo niby dlaczego ta druga strona ma się opamiętać, skoro my jej na to pozwoliliśmy, by nas potraktowała w konkretny sposób. Bo ma własny rozum? Pewnie jakiś ma, ale może jej przecież brakować świadomości wewnętrznej, nie mówiąc o intencjach. Nie musi tego wiedzieć, nie musi też posługiwać się wobec nas rozumem, choć takie może być nasze pragnienie. Przecież my też nie jesteśmy wcale inni, my również potrafimy potraktować innych w sposób, który oni uznają za raniący. My także możemy nie rozumieć, o co chodzi tej drugiej stronie, jakie ma intencje, po co na przykład tak uparcie drąży jakiś temat, choć nam się wydaje, iż dawno powinna sobie go odpuścić. Po co trzyma się danego miejsca zamieszkanie, choć mówi, że jej tam źle, po co siedzi w danym związku, pracy, jakiejś relacji, po co żali się, że jest nieszczęśliwa, skoro może wyjść z tego i zmienić swoje życie. 

Przychodzi jednak taki moment, gdy nasze marudzenie zwyczajnie zaczyna innym przeszkadzać, gdy nasze wieczne deklaracje, zrobię to, tamto, siamto, stają się ciągiem pustych słów. Gdy nasze obietnice zbywane są uśmiechem, zanim dokończymy je w ogóle wypowiadać. Gdy nasze zapewnienia okraszane są krótkim, jasne. 

Przesycamy się nawzajem, sobą innych, jak i sami dochodzimy do momentu, gdy czujemy, że więcej już nie jesteśmy w stanie przyjąć cudzego naiwnego myślenia, postępowania, mówienia o tym samym, i wciąż o tym samym, i wciąż o tym samym, bez najmniejszych perspektyw na zmianę. 

I choć bardzo nas rani, w takim momencie, odrzucenie innych, zastanówmy się, czy inni nie czują po prostu tego samego, co i my, gdy mamy dość ich energii. Pytanie zatem na dziś, ile tak naprawdę jestem w stanie znieść? Na ile jestem w stanie przyzwolić, jak duża jest moja cierpliwość? I po co mi tak naprawdę to wszystko? Jaką granicę chcę tak naprawdę zbadać?

No to się zastanawiamy.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)