Uśmiech przez łzy


Jak myślisz, co może odczytać Twoje otoczenie z twojej postawy, jaki dziś tak naprawdę masz humor?

Udawanie miłego nie jest być może trudnym zajęciem, przyzwyczailiśmy się przecież do sztuczności, serwowanej nam na co dzień we wszelkich środkach przekazu. Sami także uśmiechamy się często do innych, skrywając w sercu ogromny ból, samotność, żal lub inny rodzaj emocji. Jednakże, choć nie mamy tego świadomości, tak naprawdę, w pierwszej kolejności, zawsze komunikujemy naszemu otoczeniu swój prawdziwy stan. Wysyłamy nieświadomie sygnał, który otoczenie odbierze szybciej aniżeli nasz świadomie wysyłany przekaz, nie wiedząc nawet, iż tak robimy. Nie oznacza to od razu, iż otoczenie zrozumie, co się z nami dzieje. Wręcz przeciwnie, najczęściej nasz podświadomy sygnał jest zbywany, przynajmniej przez większość, co także jest jakimś rodzajem reakcji, dającej nam do zrozumienia, iż inni, za przeproszeniem, mają gdzieś, w jakim dziś jesteśmy nastroju. Bo kogo może obchodzić nasz nastrój i dlaczego ma w ogóle obchodzić nasze otoczenie. Dlaczego inni mają chcieć dbać o to, by było nam dobrze?

Gdyby do naszej świadomości dotarło w końcu, jak ważnym jest, by nasze otoczenie kwitło wokół nas, nasze podejście do własnego nastroju i nastroju otoczenia mogłoby się mocno zmienić, ale to tylko marzenie. Chociaż, w sumie coraz więcej ludzi dociera do tej oczywistej prawdy, iż to nasze otoczenie determinuje nasz rozwój, a skoro tak jest, to i mój rozwój, moja postawa, mój nastrój determinuje lub hamuje rozwój mojego otoczenia.

Tu wypadałoby sobie zadać pytanie: jaka/jaki zatem tak naprawdę jestem dla mojego otoczenia? Czy moje otoczenie może się obok mnie swobodnie rozwijać, czy wręcz przeciwnie, hamuję rozwój moich bliskich, bo wygodnym jest dla mnie jest, by inni tkwili na moim poziomie przekonań.  Czy jest to tylko moje przekonanie, że moja postawa wpływa na rozwój innych, a tak naprawdę projektuję na nie moje lęki, pragnienia, wstyd lub inny rodzaj emocji, czy potrafię jednak dostrzec w moim otoczeniu pozytywne oddziaływanie mojej własnej energii. A co z moim otoczeniem? Kogo do siebie tak naprawdę przyciągam? Osoby, które mnie motywują do rozwoju, czy wręcz przeciwnie, takich, którzy się na mnie uwieszają, którzy mnie hamują lub robią wszystko, bym tylko nie posunęła się do przodu, w rozwoju świadomości, choćby o krok. Bo, co wtedy? Porzucę ich, zobaczę prawdę o ich zamiarach i intencjach? A może to ja się boję, by to inni nie zobaczyli prawdy na temat moich własnych intencji?

Rozejrzycie się proszę dokoła siebie i odpowiedzcie sami sobie, kim się otaczacie? Hamulec czy motywacja? Spójrzcie też na siebie samych, jacy wy jesteście dla swojego otoczenia, jakie środowisko tworzycie dla swojego wzrostu, żyzne, obfitujące w motywację? Czy wręcz przeciwnie, Ci, co przebywają obok was, mogą jedynie posłuchać waszego jęczenia i narzekania.

Do przemyślenia.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)