W poczuciu wewnętrznej tożsamości


Nigdy nie było dla mnie problemem, określić, KIM JESTEM, po prostu to wiedziałam. Większym problemem dla mnie było zawsze, jak to objawić? Jak ukazać w moim spojrzeniu, w głosie, sposobie bycia, to, kim jestem? – zastanawiałam się w duszy.

Dlaczego to był taki problem? Ano dlatego, iż miałam wrażenie, że wszystko mi w tym przeszkadza. Chciałam coś zrobić, w jakiś sposób, a robiłam inaczej. Chciałam coś powiedzieć, w jakiś sposób, a mówiłam tak, iż długo się później zastanawiałam, dlaczego to, akurat tak powiedziałam? Jakbym to nie była ja. Czułam się wręcz, jakbym była zamknięta w jakiejś kukiełce, która postępuje według swego widzimisię. Ta kukiełką było moje ciało. Nie słuchało mnie kompletnie. Dosłownie reagowało po swojemu na otaczający mnie świat, ludzi, a ja nie wiedziałam, co mam z tym zrobić? Przynajmniej, początkowo. 

Nie, nie miałam żalu do ciała, że jest zaprogramowane karmicznie i rodowo. Obarczone historią rodu ojca i matki. Gorszy problem widziałam w tym, iż to ma nade mną kontrolę. Decyduje o tym, co mam jeść, jak wyglądać, jak reagować. Czułam się mu podporządkowana. Jego nawykom, skłonnościom, upodobaniom, które nie były moimi, duszy upodobaniami, tylko podporządkowane jakiemuś programowi we mnie. A ja czułam się bezradna. 

- Co mam z nimi zrobić? – pytałam siebie. – Jak mam z tym pracować? I wiecie, co? Jedyne, do czego dochodziłam, zawsze była jedność. Jedność z tym, z czym walczyłam. Jedność z moimi nawykami, upodobaniami. Jedność z emocjami, które mnie czasami gasiły, uczuciami, które sprawiały, iż płonęłam ogniem lub stawałam się niecierpliwa. 

To było moja drogą do siebie. Jedność. Bowiem, gdy wchodziłam w jedność z daną energią, od razu przyjmowałam jej właściwości i zaczynałam je rozumieć. Rozumieć to, na jakich zasadach funkcjonuje ta energia, jak działa, co ją zmienia, przekształca i w jaki sposób się to dzieje. 

Ja nie tylko wchodziłam w jedność, wręcz stawałam się tą energią. Od tego też momentu, patrzyłam na świat jej oczami. A tych oczu z czasem przybywało, aż w końcu chciałam popatrzeć na świat z punktu, który by obejmowało wszystkie te wewnętrzne oczy, z poziomu mojego wewnętrznego Ja, mojego źródła. I stało się, połączyłam się w jedność z sama sobą.

W końcu mogłam odetchnąć, wróciłam do siebie. Przestałam czuć się obco w ciele, obco wśród ludzi. Wręcz przeciwnie, dzięki umiejętności wchodzenia w jedność, moje relacje stały się wręcz fascynujące. Choć nie każdy był na to otwarty. I dobrze. Gotowość też ma swoją przyczynę. Powód, dla którego objawia się we właściwym momencie. A ja to szanowałam. 

Czasami musiałam naprawdę długo czekać, aż odnajdzie mnie kolejna, gotowa na jedność dusza. Sama jedynie wysyłałam sygnał mojej wewnętrznej gotowości. I tyle. Nie robiłam nic więcej. Czekałam. A raczej, zajmowałam się wieloma innymi sprawami, zapominając często o wysłanym wcześniej sygnale. A gdy się już pojawiała taka dusza, uśmiechałam się i przyjmowałam jej dar, to, czym chciała się ze mną podzielić, udostępniając jej moją esencjonalną energię. Dzięki zaś świadomości tego, co mam do zaoferowania, mogłam z ciekawością obserwować, czego szuka we mnie druga strona. Jakiej informacji. Jednakże, bez względu na to, co to było, sama obserwacja tego procesu, była wręcz niezwykłym doświadczeniem. Wiecie, jednak, jak to jest? Na początku, zjawisko, które obserwujemy, może wydawać nam się niezwykłe, zaś z czasem, gdy po raz kolejny je oglądamy, staje się naturalne, normalne. Dlaczego? Bo umiemy w nim przewidzieć przebieg poszczególnych faz. I takim też stał się proces dochodzenia do jedności. Już nie obserwuję go z zapartym tchem, nie przeżywam całą sobą. Po prostu się dzieje. Czasami, na chwilę odwrócę wzrok do wewnątrz, uśmiechnę się i nadal robię swoje. Czasami zwrócę na dłużej uwagę. Czasami biorę w tym aktywny udział, a czasami sama to inicjuję. Dzięki temu, nauczyłam się przeżywać każdą, dziejącą się we mnie i poza mną, chwilę. Wszystko jest bowiem jakimś procesem, jakimś, zachodzącym we mnie lub na zewnątrz, zjawiskiem. Wszystko może być zatem fascynujące lub naturalne. I tylko własna pozycja sprawia, to, z jakiego punktu na to patrzymy, iż, albo bierzemy w tym aktywny udział, albo to jedynie obserwujemy. 



Ostatnio dodane

Wiele osób, które doznają jedności z inną duszą, myli często to doznanie z wyobrażeniem o stanie wiecznej błogości, miłości czy też rozkoszy, (...)


Cudownie, jesteś w tym gronie osób, które nie maja konfliktu z bliźniakiem. Lubicie się, a nawet więcej, kochacie, szanujecie nawzajem, swoją drogę (...)


Jakże często słyszę od którejś z części połówkowej duszy: w nikim się więcej nie zakocham, nikogo już nie zechcę, moje życie (...)


Można to powtarzać w nieskończoność. Odpuść. Daj sobie spokój. Idź własną drogą. Zajmij się sobą. Tylko…jak mamy odpuścić? Przecież to (...)


I tak by było najlepiej. Tylko, komu by się chciało czekać?  Niecierpliwość, to jeden z najczęstszych problemów, z którym muszą (...)


Ktoś zapytał mnie ostatnio, dlaczego tylko z połówką można doznać jedności?  Byłam mocno zdziwiona tym pytaniem, choć to nie (...)


Tak, wiem, przeżywasz właśnie swoje WOW! Zaczęło się i nie do końca wiesz, co się z Tobą dzieje, a zapewne dzieje i to (...)


Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)