Walka o własne zrozumienie


Trudno jest znaleźć jakieś rozsądne podejście do zaistniałego stanu rzeczy, gdy dusza tkwi w samym środku wewnętrznego zamieszania, a jeszcze trudniej jest jej znaleźć dystans do tego, co się dzieje, by spojrzeć na daną sytuację w miarę obiektywnie lub oddalić się na taką odległość, by mogła z innej perspektywy dojrzeć jej całość i ujrzeć wszystkie możliwości, które tworzą w niej ścieżkę do wyjścia.

Doświadczając jakiegoś trudnego stanu dusza naturalnie kieruje własną uwagę do swojego wnętrza, starając się przede wszystkim o to, by w pierwszej kolejności ochronić samą siebie. Nie zawsze odnajduje w sobie stan bezpieczeństwa, ale pobyt w swoim wnętrzu potrafi jej przypomnieć stan, gdy czuła się najbezpieczniej i z tej perspektywy może chcieć przyglądać się danej sytuacji lub poddać temu, co się w niej samej lub wokół niej dzieje. Czasami zdarza się, że dusza znajduje się w samym środku jakiegoś zamieszania, jest wciągnięta przez z innych w wir zdarzeń, niekoniecznie pozytywnych, albo coś z zewnątrz absorbuje jej uwagę do tego stopnia, iż zapomina o sobie tracąc nie tylko kontakt z rzeczywistością, ale zatracając też świadomość samej siebie i poddaje chwili, pozwalając się nieść siłom, które potrafią nawet zagrozić jej bezpieczeństwu fizycznemu.

Gdy zagrożenie pochodzi od wewnątrz i jest generowane przez samą duszę, która tworzy w sobie stan konfliktu, albo przyciąga energie pomagające jej w walce z samą sobą lub ciałem, dusza naturalnie przechodzi w stan zaślepienia, co znów powoduje, iż nie widzi, że to ona będzie odczuwać krzywdę, którą uczyni samej sobie, zaś ból, który sobie zada, odczuje sama w pierwszej kolejności.

Nie obchodzi duszy najczęściej to, iż zadaje sobie cierpienie, a czasami, gdy dociera do niej świadomość, iż krzywdzi samą sobie, wręcz uśmiecha się do bólu, który sobie zadaje i wzmaga jeszcze w sobie żal, by mieć powód do zadawania sobie jeszcze większego bólu. Jej zacietrzewienie wewnętrzne czasami może urosnąć do tego stopnia, iż potrafi zadać sobie cios ostateczny i uśmiercić własne ciało, albo sprowokować kogoś na zewnątrz do tego stopnia, że ten zada jej ból za nią, doprowadzając ją nawet do śmierci.

Nienawiść duszy do ciała sięga najczęściej jej pierwszych chwil pobytu w ciele, gdy doświadcza stanów z którymi nie potrafi sobie poradzić, a które generuje ciało, wytwarzając na przykład stan głodu lub bólu fizycznego. Trudno jest się wtedy duszy odnaleźć w gęstości, do której nie jest zwyczajnie przyzwyczajona, pamiętając miejsce, z którego przeniosła tu świadomość. Szok pierwszego pobytu w materii, dusza często odczuwa jako stan upadku, zamknięcia w ciemności, jakby przeszła z jasności, która była jej tak bliska i przyjemna do miejsca, gdzie jest ciasno, ciemno, wilgotno, gdzie coś ją potrafi trzymać w tym miejscu tak mocno, iż ta nawet nie może się ruszyć, a sygnały, które docierają do niej ze świata zewnętrznego wywołują stany, których kompletnie nie rozumie.

Pamięć pierwotna, z pierwszego zejścia do ciała na zawsze naznacza duszę lękiem, otwierając jej tym samym drogę do niższych stanów świadomości. Niektóre dusze przeżywają ten monet tak bardzo, iż od razu podejmują próbę wyszarpania się z ciała i doprowadzenia do jego śmierci, aby móc wrócić do miejsca skąd przybyły. Inne, sprytniejsze szukają sposobu na to, by w ogóle nie musieć zanurzać się w materię lub skracają siebie czas pobytu w ciele do tego stopnia, by zakończyć go na etapie prenatalnym. Oczywiście i w jednym i drugim przypadku duszom rzeczywiście może się to do jakiegoś momentu udawać, ale w końcu trafiają na taki moment pobytu w ciele, gdy nie tylko z niego nie uciekają, ale także i potrafią zaciekawione przystanąć, doznając przyjemności tak wielkiej, iż poddają się jej wpływowi szukając później z zaciekawieniem jego źródła. Nie znika jednak w duszy całkowicie lęk przed pobytem w ciele, ani nie zmienia się jej zdanie o materii, zaś powrót do emocji następuje często szybciej, niż dusza by chciała, gdy przyjemność mija już po chwili, zaś dusza nie potrafi go odtworzyć lub nie wie, co wywołało w niej ten stan. Nie wie też dusza, że w ten sposób sama siebie wprowadziła na niskie poziomy wibracji, których poznanie jest dla niej naturalną ścieżką rozwoju, choć nikt jej nie uprzedzał, że doznania, które będzie serwować jej przy okazji ciało będą tak boleśnie odczuwalne.

Podczas pracy nad sobą, gdy dusza wykształca świadomość wyższych poziomów, przejść musi jeszcze raz ścieżkę, która zaprowadziła ją na samo dno, choć tym razem inaczej ma spojrzeć na pamięć doświadczeń, które ułożyły jej ścieżkę poznania i znaleźć taki punkt wewnętrznego spokoju, by doznać zrozumienia tego, iż taką właśnie jest ta ścieżka, a to, czego doświadczała było jedynie wynikiem jej błędnego myślenia o sobie samej lub materii. Dostrzega w tym momencie dusza każde swe zachowanie, widząc, co kierowało nią podczas podejmowania pewnych decyzji i jak bardzo potrafiła być ślepa lub zacietrzewiona w swojej walce. Uśmiecha się dusza na wspomnienie każdej z chwil, gdy tak dzielnie walczyła z samą sobą i światem dookoła czując, jak opada z niej ciężar energii, którą do walki w sobie zgromadziła. Teraz już wolna od własnych uprzedzeń jeszcze raz zerka na świat materii, uśmiecha się do siebie gotowa dalej podążyć ku temu, co przed nią otwiera duchowe podwoje ciesząc się, iż przeszła drogę, która tak trudna jej się zdawała.

Zarówno okres, gdy dusza doznaje swego duchowego upadku, jak i wzrostu są niezwykłe, gdy patrzy się na nie z poziomu neutralności i zrozumienia. Dostrzega się wtedy, w takim punkcie, iż zaślepienie i każdy stan, którego doświadczała dusza wprowadzał ją tak naprawdę głębiej, choć ona sama nie wiedziała, że to głębiej jest dla niej jednocześnie drogą wyjścia. Szarpiąc się myślała, że w ten sposób wyrwie się sile, która okazywała się tak naprawdę pomocna, choć dusza miała najczęściej inne na ten temat zdanie. Jednakże w chwili, gdy w końcu do duszy, dociera zrozumienie cichnie cały zgiełk, a to, co tak błędnie postrzegała z tego punku nawet zabawne jej się zdaje, choć ma świadomość, ile jednocześnie przeszła, by tu dotrzeć.

Można próbować pocieszać samego siebie, gdy dociera świadomość, iż jeszcze tyle pracy przede mną, ale można też spojrzeć na każdą, przeżywaną chwilę jak na coś, co sprawia, iż wiem, że każdego jestem o krok dalej, co oznacza, że każdy kolejny dzień może być bardziej świadomy od poprzedniego, zaś wszystko, co robię, robię dla siebie i po to, by dotrzeć tam, dokąd wiem, że zmierzam.



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)