Wolność czyniona dla siebie


Z kimkolwiek tworzymy w życiu jakiś rodzaj relacji, choćby trwała ona tylko przez chwilę, tworzymy więź. Czasami może być ona słaba, nawet nie zauważalna, ale jednak się stworzyła między nami. I choćby w setnej procenta, będzie mieć jednak jakiś wpływ na nas. 
Zdarzają się też relacje głębsze, których więź jest bardzo silna, i które jest trudniej rozerwać, choć byśmy nie wiem, jak się starali. I to o tym chciałam dziś napisać. A może bardziej o tym, jak trudno jest się czasami od kogoś oderwać lub dać komuś wolność. Jak trudno jest czasami powiedzieć komuś nie, gdy widzimy, że dla tego kogoś jesteśmy jedynie lekarstwem na ból duszy i tylko tym. I nie ma w tym niczego więcej. 
Nieświadomi, będziemy się w takich relacjach szarpać latami, świadomi, odejdziemy w jednej chwili, bez sentymentu, bez zbędnych formalności. Inaczej, skończy się ona rozczarowaniem. A tak się dzieje najczęściej, gdy w pewnej chwili patrzymy i nie wiemy, co my w ogóle robimy w tej relacji, nie wiedząc, w którą w ogóle stronę to zmierza? I kim my w zasadzie jesteśmy dla tej drugiej strony?
I tu zaczyna się nasze zadanie. Bowiem, choć już wiemy, że coś jest nie tak, że to nie to, to, sami powiedzcie, czy potrafimy powiedzieć, nie? Czy potrafimy sami siebie uwalniać z takich relacji? Czy trzeba aż kogoś zranić, by móc odejść? Czy można powiedzieć sobie, przecież jestem wolna. Dałam z siebie tyle, ile mogłam dać i wzięłam tyle, ile byłam gotowa wziąć i pójść dalej wolno. Przecież jestem wolna…
Ale, czy na pewno? 
Dlaczego więc pozwalamy innym do nas powracać? Dlaczego, choć mówimy, nie, i tak się godzimy na czyjąś obecność w naszym życiu, na krzywdzące zachowanie?
Przyzwyczajenie? Słaba wymówka. Strach przed odejściem tej osoby? Już lepiej. A może to my sami chcemy jeszcze coś coś w sobie zaspokoić za przyczyną tej osoby, jakieś pragnienie. A może pragnienie jest w nas tak silne, iż to my sami nie dajemy sobie odejść z danej relacji. A możemy za dużo mamy do stracenia i lepiej już się męczyć niż poszukać innego sposobu na zaspokojenie swoich pragnień. 
Co w nas, zatem, jest takiego, iż nie możemy/potrafimy odejść? Czego wciąż poszukujemy w tej drugiej duszy, iż dajemy jej prawo wracać lub tkwić przy nas latami? A co, jeśli tego, czego szukasz, ta osoba, wcale nie mam ochoty ci dawać, zaspakajać? Co wtedy? Obrazisz się na nią lub ona na ciebie, jeśli to ciebie dotyczy? Wymusisz to na niej, weźmiesz to od niej na siłę?  
Mam pytanie zatem do was:
Czym jest dla was emocjonalna wolność, mentalna lub uczuciowa? Udało wam się kiedyś poczuć, tak naprawdę poczuć wolnymi od zależności, od innych? Być pośród innych i odchodzić, gdy czujecie, że tak, że to już czas, nic więcej już tu nie zdziałacie lub wtedy, gdy czujecie, że robicie to dla siebie, bo po prostu chcecie czegoś innego? 
Potraficie odchodzić dla siebie?



Ostatnio dodane

Wiele osób, które doznają jedności z inną duszą, myli często to doznanie z wyobrażeniem o stanie wiecznej błogości, miłości czy też rozkoszy, (...)


Cudownie, jesteś w tym gronie osób, które nie maja konfliktu z bliźniakiem. Lubicie się, a nawet więcej, kochacie, szanujecie nawzajem, swoją drogę (...)


Jakże często słyszę od którejś z części połówkowej duszy: w nikim się więcej nie zakocham, nikogo już nie zechcę, moje życie (...)


Można to powtarzać w nieskończoność. Odpuść. Daj sobie spokój. Idź własną drogą. Zajmij się sobą. Tylko…jak mamy odpuścić? Przecież to (...)


I tak by było najlepiej. Tylko, komu by się chciało czekać?  Niecierpliwość, to jeden z najczęstszych problemów, z którym muszą (...)


Ktoś zapytał mnie ostatnio, dlaczego tylko z połówką można doznać jedności?  Byłam mocno zdziwiona tym pytaniem, choć to nie (...)


Tak, wiem, przeżywasz właśnie swoje WOW! Zaczęło się i nie do końca wiesz, co się z Tobą dzieje, a zapewne dzieje i to (...)


Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)