Wychowywać czy dać się wychować?


Pewne nasze cechy zawsze będą przyciągać innych i wydawać im się atrakcyjne w nas, inne zaś odpychać. Podobnie jest i w naszym przypadku. Jedne cechy nam się podobają w innych, inne nie. Czasami ktoś spojrzy na nas i powie, o, jaki ty jesteś fajny, jaki dobry, jaki naiwny. Jak ja lubię takich ludzi, takich słodkich, ciepłych i czułych. A czasami wręcz przeciwnie, ktoś popatrzy na, nas i powie, kurczę, wiesz, masz w sobie coś niepokojącego, mrocznego, wywołującego dreszcz na plecach, ale to jest właśnie to, co mi się w tobie podoba. Niekiedy patrzymy na kogoś i od razu widzimy w nim substytut rodzica, od razu chcemy się w tę energię wtulić, poczuć jej ciepło, a czasami, to w nas budzi się przy kimś rodzic i na przykład widzimy szansę na to, by na kimś poćwiczyć rolę rodzica. Gorzej, gdy własne dziecko przejmuje rolę rodzica i zaczyna nas wychowywać, tak silną bowiem emanujemy niedojrzałością, nie mając nawet tego świadomości. Czasami taką rolę odgrywa nasz partner, a czasami wychowujemy się nawzajem, przechodząc etapy, od seplenienia, do: dorośnij w końcu lub, zachowywałbyś się w końcu poważnie, przestań zachowywać się jak małe dziecko.

I, o ile na początku, gdy rola rodzica jest w szczytowej fazie rozkwitu, kompletnie nam to nie przeszkadza, to już później, gdy oczekujemy powagi i zaczynamy iść w drugi biegun, zaczyna nas to naprawdę mocno drażnić. I to nie tylko w tej drugiej stronie, ale i w nas samych. W końcu mógłby ten bachor w nas i w innych dorosnąć. Ile można seplenić, ile można się pieścić ze sobą?

Dlaczego tak się dzieje? Otóż, gdy wchodzimy w jakiś układ ról, na początku każda ze stron poddaje się ich wpływowi i zaczyna odgrywać je całym sobą. Ale, jak wszystko wokół nas i ten układ będzie chciał w końcu ewoluować i wejść w kolejne fazy rozwoju, czyli dojrzałości. A wtedy, wtedy zaczyna się problem, bowiem, jeśli to my czujemy, że chcemy dojrzeć, dziecinność naszego otoczenia będzie dla nas zwyczajnie irytująca. Jeśli jest odwrotnie i to my nie chcemy dojrzeć, to my będziemy irytować tych, którzy chcą pójść dalej w swoim rozwoju. I to oni będą szukać od nas wolności, no chyba, że wykażemy tendencję do rozwoju, wtedy stworzymy poczucie, że idziemy razem. I takich przykładów pewnie podacie wiele. Niestety, dzieje się też to drugie, czyli niechęć którejś ze stron, by dojrzeć. I tu też pewnie sypnęlibyście przykładami, gdy mieliście zwyczajnie dość niedojrzałości kogoś wam bliskiego, kto nie chciał dorosnąć, spoważnieć. Kto ciągle, jak małe dziecko, upierał się na jedno, choć wokół było mnóstwo innych możliwości.

Co wtedy zrobić? Zostawić? Pójść dalej samemu? Tłumaczyć? Liczyć na cud, że w końcu dotrze do mózgu? A może zostać i cierpliwie wychowywać dalej? Tylko, czy nam się będzie chciało? No właśnie. Co zrobić w takiej sytuacji? 

A jak wy wtedy się zachowujecie? Macie jakieś pomysły?



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)