Życie, jakim go postrzegamy


Kiedy zaczynasz tworzyć wewnętrzną świadomość, przenosząc ją do swego wnętrza, by z tej pozycji zacząć obserwować siebie i świat, który Cię otacza, nagle możesz zauważyć, że z tej perspektywy, na cokolwiek nie spojrzysz, spoglądasz na to poprzez samego siebie. Warstwa materii, którą zwiesz swym ciałem, a którą mogłeś dotąd pomijać w swym postrzeganiu świata zewnętrznego, staje na linii Twojego wzroku i zaczynasz dostrzegać, że nie tylko otacza Cię, niczym zasłona, ale także coś się w niej dzieje. Jeśli Twoja ciekawość stanie się w tym momencie na tyle silna, by całą swoją wolę skierować w stronę uważności i wykształcić pragnienie, chęci poznania tego, jakie procesy w Tobie zachodzą, własne ciało może stać się dla Ciebie miejscem, które objawi Ci cały akt stworzenia ukazując wszystko to, co wcześnie tak bardzo przyciągało Twoją uwagę w świecie zewnętrznym.

Czasami szukamy odpowiedzi na zewnątrz, nie zauważając bogactwa tego, co mamy w sobie. Mało kiedy korzystały z potencjału możliwości, które zawiera w sobie nasze ciało fizyczne. Wydaje nam się najczęściej, że świat zewnętrzny, który nas otacza, zawiera większe bogactwo form i kształtów niż nasze własne ciało, ale nie zauważamy jednocześnie, że każdą z tych form mamy też w sobie i wystarczy jedynie skierować swoją zewnętrzną uwagę do własnego wnętrza, by dostrzec świat, który zawiera w sobie wszystko, czegokolwiek nie pragnęlibyśmy w świecie zewnętrznym.

Nie oznacza to, że mamy od razu zrezygnować z chęci postrzegania świata zewnętrznego i procesów, które w nim zachodzą lub odcinać się od niego w jakikolwiek inny sposób. Żyjąc w świecie zewnętrznym naturalnie podlegamy prawom i siłom, które go scalają i zawiadują wszystkimi procesami, toczącego się tu życia. Tym prawom podlega też nasze ciało, a jednym z naszych duchowych zadań jest właśnie to, by je nie tylko zacząć zauważyć, ale też zacząć je rozróżniać i dostrzec, jaki ma to wpływ na nas samych. Jednakże, jeśli zbytnio skupimy swoją uwagę na świecie zewnętrznym w pewnej chwili może nam się wydać, że istnieje tylko on, a my jesteśmy tylko i wyłącznie jednym z jego aspektów, na tyle marnym i mało istotnym, iż nie warto zawracać sobie głowy samym sobą. Dziać się to może w chwili, gdy za bardzo skupimy swoją uwagę na procesach przemiany i śmierci, co tworzy poczucie marności własnego życia i chęć, by wykorzystać je do cna, skoro i tak zaraz się skończy.

Nie dostrzegamy wtedy, że życie stanowi pewną ciągłość a strach, że istnieliśmy w danej formie tylko przez chwilę może prowokować duszę do chęci szukania bardziej ekstremalnych form rozrywek, bo zaczyna wierzyć, że, skoro żyje się tylko raz, to trzeba się tu dobrze zabawić.

Takie myślenie już nie jedną duszę wpędziło w kłopoty lub ściągnęło na jej głowę cierpienie, gdy prowokując swe zdrowie, zaczynała robić rzeczy na wskroś ryzykowne myśląc, że to jest właśnie życie, że wtedy właśnie doświadczy spełnienia. W takich momentach, gdy adrenalina podnosi się do granic możliwości dusza może odczuć euforię i pomylić ją z pełnią, nie rozróżniając zwyczajnie tego, że doświadcza tylko któregoś z jej biegunów. Nie zauważa także, że decydując się na ryzyko, kieruje nią strach przed samym przemijaniem i pragnienie, by przeżyć życie w taki sposób, by mieć poczucie, iż niczego w nim nie zabrakło i wybawiła się do reszty.

Nic chyba gorszego dla duszy, niż stwierdzić na koniec danego życia, iż było nudne, gdy tymczasem inni tak dobrze się wokół bawili. Żal, który może się wtedy pojawić sprawi, iż w kolejnym życiu zapragnie intensywności i pokieruje się chęcią inkarnowania w miejscu, gdzie otoczenie dostarczy jej ekstremalnych doznań. Choć patrząc na obecny czasy, chyba większość z nas ich potrzebuje, zaś niepokój, który gna duszami, chcącymi zdążyć jeszcze się wybawić, pozwiedzać, przeżyć coś intensywnego, czym będą się później długo karmić we wspomnieniach stało się domeną intencyjną bardzo wielu dusz.

Jeśli popatrzymy z pozycji całego rozwoju duszy nie jest to nic złego, ot po prostu taka ścieżka. Ani ona fajniejsza, ani mniej atrakcyjna od innych, które wybrały na przykład dusze wyrażające większy spokój w swych pragnieniach, choć zazdrość zbierze swe żniwo zapewne po każdej ze stron, gdy zmęczenie tym, czego doświadczamy na swojej ścieżce życia, popatrzymy na ścieżki, na przykład tych, którzy żyją intensywniej i dojdziemy do wniosku, iż nasze życie jest do niczego, tamci się przynajmniej lepiej bawią. Choć po drugiej stronie, gdy Ci, którzy bawili się dość ekstremalnie padną w zmęczeniu, także mogą popatrzeć na spokojne życie innych dusz i stwierdzić, że jednak Ci mają lepiej.

Umiejętność docenienia własnej ścieżki wyboru życia, to dość trudna sztuka, nie dość jednak trudna, by nie była możliwa do wykonania. Potrzeba tylko odrobinę woli i chęci, by zauważyć na niej to, co czyni ją dla nas wyjątkową, a wcale nie są to rzeczy, które dzieją się na zewnątrz, a bardziej to, jak my sami ją postrzegamy z poziomu własnego wnętrza. Ale o tym już następnym razem:)



Ostatnio dodane

Jednym z częstszych przypadków, występujących wśród bliźniaków, jest różnica w poziomie, osiągniętego poziomu rozwoju duchowego. Szczególnie, gdy jedno z bliźniąt duchowych rozwija (...)


Na początku jest wow, czasami takie naprawdę wielkie wow i stan, który wynosi nas na najwyższą orbitę, a potem przychodzi otrzeźwienie. (...)


W momencie, gdy twój bliźniak postanawia zniknąć z twojego życia, nie załamuj się proszę. To nie jest naprawdę koniec świata. (...)


Gdy ktoś naprawdę wchodzi z Tobą w jedność, nie ucieka po chwili, nie manipuluje, nie chce cię zawłaszczać ani traktować jak (...)


Czasami zdarza się, iż tak bardzo pragniemy znaleźć swój bliźniaczy płomień, iż zaczynamy postępować kompletnie nierozsądnie, podłączając się pod każdą (...)


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, iż, skoro dwie części duszy się odnalazły, to powinny już ze sobą być do (...)


A jeśli to nie on? Jeśli się pomyliłam/pomyliłem? Chwile zwątpienia zdarzają się każdemu. W tym jednak przypadku, gdy coś (...)


Tak, szkoda, że Ty za mną nie, można by było dodać. Jak często zdarza się, że nasze wyobrażenia przerastają (...)